Dyrekcja Samodzielnego Publicznego Zespołu Opieki Zdrowotnej w Proszowicach podkreśliła, że lekarze wciąż pracują, a okres złożonych wypowiedzeń wynosi trzy miesiące. W szpitalu pracuje 126 lekarzy, przy czym jedna trzecia z nich ma umowę o pracę.

"Medycy nie zgadzają się ze sposobem zarządzania placówką oraz z polityką finansową, z żenująco niskimi wynagrodzeniami" – powiedział PAP przewodniczący małopolskiego oddziału Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy (OZZL) Piotr Watoła.

Jak dodał, o sytuacji w szpitalu w Proszowicach OZZL zamierza poinformować prokuraturę, Rzecznika Praw Pacjenta oraz Państwową Inspekcję Pracy.

Watoła zwrócił uwagę, że trzymiesięczny okres wypowiedzenia lekarzy może nie obowiązywać w przypadku, kiedy zdrowie i życie lekarzy oraz pacjentów jest zagrożone, a w przypadku placówki w Proszowicach - mówił - tak właśnie jest. Przewodniczący małopolskiego OZZL podkreślił, że w proszowickim szpitalu są lekarze, którzy pracują kilkadziesiąt godzin pod rząd.

Dyrekcja szpitala w Proszowicach podała, że wypowiedzenia złożyło 23 lekarzy, przy czym jedno z nich wiąże się z przejściem na emeryturę. Z kolei przewodniczący małopolskiego OZZL wyjaśnił, że przygotowanych wypowiedzeń jest znacznie więcej niż 23, jednak – z powodu krótszego niż trzy miesiące okresu wypowiedzenia - do szpitalnego działu kadr trafią później. "Ostatecznie w szpitalu zostanie tylko kilku lekarzy" – ocenił Watoła.

Z-ca dyrektora ds. lecznictwa Tadeusz Augustyn poinformował, że pracownicy szpitala i związki zawodowe spotkają się w czwartek po południu w szpitalu w Proszowicach, aby negocjować.

"W sytuacji, kiedy brakuje kadry lekarskiej, specjalistów – a taką mamy sytuację w Polsce, ubytek nawet pojedynczych lekarzy stanowi problem" – zaznaczył z-ca dyrektora.

W jego ocenie czwartkowe spotkanie będzie tylko początkiem negocjacji. "Myślę, że będzie to pierwsze robocze spotkanie, na którym ustalimy termin następnego, podczas którego rozmawialibyśmy już w obecności mediatora. Chcemy otrzymać od protestujących lekarzy listę żądań w punktach, by zobaczyć, co da się, i w jakim zakresie, spełnić" – powiedział z-ca dyrektora, dodając, że liczy na porozumienie.

Piotr Watoła powiedział, że "warunkiem powrotu do pracy lekarzy jest odejście obecnej dyrektor szpitala Janiny Dobaj". Jak przypomniał, ok. dwa tygodnie temu podczas spotkania ze starostą lekarze szpitala powiedzieli, że "nie są w stanie dłużej pracować z panią dyrektor, która nadaje się tylko do oszczędzania".

Janina Dobaj powiedziała PAP, że lekarz z II stopniem specjalizacji, pracujący na umowie o pracę, od 1 lipca otrzymuje wynagrodzenie zasadnicze w wysokości 4,3 tys. zł brutto, a wraz z dodatkami i nadgodzinami kwota ta sięga co najmniej 6 tys. brutto.

Z kolei z-ca dyrektor dodał, że lekarze, którzy dwa lata temu miesięcznie pracowali ponad 500 godzin, teraz pracują o jedną trzecią godzin mniej. "To pewnego rodzaju szantaż (złożenie wypowiedzeń-PAP) ze strony lekarzy, by uzyskać określone cele. Jakie cele? – Chcemy się tego dowiedzieć podczas najbliższych rozmów" - uznał.(PAP)

Autor: Beata Kołodziej

edytor: Anna Małecka