Pretekstem do rozmowy jest książka Gnisy "Koniec sprawiedliwości? Sędzia bije na alarm", która ukaże się w Niemczech w najbliższy czwartek.

Gnisa powiedział dziennikarzom "Spiegla", że niemieckiemu sądownictwu dają się we znaki zarówno problemy materialne, jak i polityczne. "Budynek sądu niedaleko nas chroniony jest siatką, ponieważ z fasady odpada tynk. Ja sam wydałem kiedyś nieprawidłowy wyrok, ponieważ nie miałem aktualnego tekstu ustawy" - wyjaśnił sędzia.

Prezes Stowarzyszenia powiedział, że niemieckie sądownictwo przeżywa kryzys zaufania. "Jeżeli będziemy postępowali nadal tak jak teraz, to sprawiedliwość przestanie istnieć" - ostrzegł.

Wśród przyczyn tego stanu rzeczy Gnisa wskazał na pogłębiającą się przepaść pomiędzy światem prawa a społeczeństwem. "Jako prawnicy staramy się postępować bez emocji, pozostawiając moralność na boku, natomiast społeczeństwo coraz bardziej poddaje się emocjom i moralizuje się" - wyjaśnił.

Jak dodał, obywatele rozróżniają pomiędzy "dobrymi i złymi przestępcami". "Źli są zgodnie z tym sposobem myślenia oszuści podatkowi i osoby zatruwające środowisko naturalne, natomiast dobrzy są ludzie działający z pobudek altruistycznych, nawet jeśli sięgają po niezgodne z prawem środki" - tłumaczy Gnisa.

Sędzia przyznał, że sam stracił zaufanie do państwa prawa, a niektórych decyzji politycznych po prostu nie rozumie. Jako przykład podał brak wykonania 150 tys. nakazów aresztowania. Wiele do życzenia pozostawia też jego zdaniem postępowanie z cudzoziemcami. "Moralność stawiana jest zbyt często ponad prawem" - zauważył. Abstrahując od sympatii dla poszczególnych migrantów, trzeba uznać, że ten, komu odmówiono azylu, musi wrócić do kraju pochodzenia - podkreślił. Jak dodał, w wielu przypadkach odstępowano od wykonania wyroku, gdyż "nie przynosiło to splendoru".

Gnisa opowiedział się za ograniczeniem prawa do "pobytu tolerowanego", czyli pozwolenia na pobyt pomimo odmowy azylu. "Obcokrajowcy, z którymi mamy problemy, na przykład Kurdowie z Duisburga-Marxloh czy klany arabskie z Berlina, są właśnie osobami tolerowanymi" - powiedział sędzia w wywiadzie dla "Spiegla".

Gnisa wskazał na problem nacisków ze strony społeczeństwa. Podał przykład albańskiej rodziny, której nie udało się deportować, ponieważ demonstranci blokowali przez siedem godzin sąd w Bielefeld.

Sędzia skrytykował polityków za publiczne wypowiedzi, w których sugerują "najwyższy wymiar kary". Za błąd uznał ponadto bardzo drobiazgowe ściganie wykroczeń, które traktowane są bardziej surowo niż drobne przestępstwa. W Berlinie 20 proc. policjantów zajmuje się wyłącznie ustalaniem tożsamości kierowców złapanych przez radar. To powoduje, że brak sił na ściganie sprawców przestępstw - złodziei rowerów, oszustów i osób, które spowodowały u innych obrażenia ciała - powiedział Gnisa "Spieglowi".

Z Berlina Jacek Lepiarz (PAP)