Nie robię zarzutu politykom PiS z tego, że nie przyłączają się do publicznej krytyki Trumpa. Odpowiedzialność za los kraju każe zachowywać wstrzemięźliwość. Pretensje formułuję raczej wobec intelektualnego zaplecza prawicy.
Na przełomie XIX i XX wieku Francją wstrząsnęła sprawa Dreyfusa – oficera pochodzenia żydowskiego, niesłusznie uznanego za niemieckiego szpiega, zdegradowanego i skazanego na katorgę. Długo trwało, zanim wyszły na jaw dowody jego niewinności, jeszcze dłużej, zanim państwo francuskie zwolniło go i zrehabilitowało. I zanim uznało prawdę – dowody, które posłużyły skazaniu kapitana, były świadomie sfałszowane przez oficerów kontrwywiadu.
Politycznie najważniejszym skutkiem afery była trwała moralna delegitymizacja francuskiej prawicy. Nie dlatego, że początkowo uwierzyła w narrację o zdradzie Dreyfusa – wtedy dała temu wiarę niemal cała Francja. Dlatego, że z zacięciem, niemal do końca broniła tej tezy mimo wychodzących na jaw kolejnych przeczących jej faktów.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.