Gdyby głosowanie odbyło się w tygodniu poprzedzającym debatę (która zakończyła się już po zamknięciu wydania DGP), nowym prezydentem USA zostałaby Kamala Harris. Wskazuje na to wrześniowy sondaż dla „New York Timesa” oraz Siena Poll, uznawany za jedno z najbardziej wiarygodnych badań.
Demokratka zwycięża w nim w Wisconsin, Michigan i Pensylwanii (dane obok), a to jej wystarcza do uzyskania co najmniej 270 głosów w Kolegium Elektorów i wejścia w styczniu do Gabinetu Owalnego. Niepokój Donalda Trumpa mogą budzić także remisy w Nevadzie, Georgii i Arizonie, gdzie w czasie kandydowania Joego Bidena spokojnie prowadził. Teraz na obronę tych stanów musi kierować większość swoich kampanijnych funduszy. Mapa wyborcza sugeruje, że republikanin nie ma przestrzeni na potknięcia.
Wzrost popularności Harris w ciągu niecałych dwóch miesięcy od ogłoszenia jej startu w wyborach jest niezaprzeczalny. Gdy decydowała się na wyścig o Biały Dom, miała poparcie mniej niż 40 proc. Amerykanów. Teraz ta wartość jest wyższa o niemal 10 pkt proc. Kluczowe pytanie tych wyborów brzmi, czy sztabowcom Kalifornijki uda się utrzymać entuzjazm i ochronić przed kontrowersjami do dnia głosowania, czyli 5 listopada.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.