Przed szczytem NATO w Waszyngtonie Amerykanie studzą nastroje. Ale nie oznacza to jeszcze braku dobrych wiadomości dla Ukrainy.

Wszystkie przeszkody zostały usunięte. Na zbliżającym się szczycie NATO w Waszyngtonie na nowego sekretarza generalnego zostanie wybrany Mark Rutte. Faworyzowany od dawna Holender ma już poparcie wszystkich krajów, jako ostatnia zielone światło dała mu Rumunia. Od 2 października NATO będzie miało nowego lidera, który wejdzie w buty Jensa Stoltenberga, stojącego na czele Sojuszu od dekady. Kandydatury z Europy Środkowo-Wschodniej upadły. Kandydaturę byłego premiera Holandii forsował Joe Biden. To polityk nie bez kontrowersji, bo w przeszłości popierał np. Nord Stream 2, a jego kraj wciąż wydaje na obronność mniej niż 2 proc. PKB. Jednocześnie jednak Rutte zobowiązał się do przekazania Ukrainie myśliwców F-16, mimo braku wielkiego entuzjazmu wobec tego pomysłu ze strony Amerykanów.

– Sojusznicy wierzą, że gdyby znany z krytyki NATO i członków wydających mniej niż 2 proc. PKB na zbrojenia Donald Trump wygrał wybory prezydenckie, to Rutte odegrałby kluczową rolę w jego powstrzymaniu. Jest opanowany, wie, jak radzić sobie z przerośniętym ego polityków, współpracował już z Trumpem. A co więcej, rozumie, że Europa musi ponosić większą odpowiedzialność, jeśli chodzi o zapewnienie bezpieczeństwa – przekonywała na świeżo po decyzji Rumunii na portalu Atlantic Council ekspertka tego think tanku Rachel Rizzo.

Dla Ukrainy powrót Trumpa to jednak bardziej odległa perspektywa, dyplomaci z Kijowa skupiają się obecnie głównie na tym, co mogą osiągnąć za dwa tygodnie w amerykańskiej stolicy. Pod koniec maja sekretarz stanu Antony Blinken w kontekście szczytu mówił o „moście do członkostwa”, ale nie podawał szczegółów. Przełom w sprawie akcesji jest mało prawdopodobny. Choć począwszy od szczytu w Bukareszcie w 2008 r., przywódcy krajów NATO obiecywali, że Ukraina zostanie członkiem NATO, to rok temu w Wilnie USA oraz Niemcy zablokowały pomysł wystosowania oficjalnego zaproszenia. Atmosfera była napięta. – Nie jesteśmy Amazonem – stwierdził wtedy ówczesny brytyjski minister obrony Ben Wallace, sugerując, że Kijów żąda zbyt dużo od Zachodu i nie jest dostatecznie wdzięczny za już otrzymane wsparcie.

Jak może więc wyglądać wspomniany przez Blinkena „most”? Ze słów samego sekretarza wynika, że Amerykanie chcą położyć większy nacisk na współpracę w ramach NATO przy rozwoju ukraińskich sił zbrojnych i treningu żołnierzy. Zależy im też na dwustronnych umowach bezpieczeństwa z Ukrainą, których do tej pory zawarto kilkanaście (Blinken twierdzi, że łącznie rozmowy w tej sprawie zakończyły lub dalej prowadzą 32 kraje). Oczywiście nie zamierzają też ustawać z presją na Europejczyków, by ci dobili w wydatkach na obronność do 2 proc. PKB. Po części dlatego, by Europa sama zwiększyła swój potencjał odstraszania, a częściowo dlatego, by mogła więcej zasobów kierować na wysiłek militarny Ukraińców. Wśród spekulacji pojawiają się też doniesienia o potencjalnej decyzji w Waszyngtonie o zwiększeniu środków i intensyfikacji współpracy w ramach natowskiej Rady NATO-Ukraina.

Ian Brzezinski z Atlantic Council (brat Marka, amerykańskiego ambasadora w Polsce) przekonuje, że Waszyngton powinien iść jeszcze dalej, grać odważniej, a w tym celu potrzebne są trzy decyzje. Pierwsza to formalne uznanie, że Ukraina spełnia warunki członkostwa. Druga polega na zgodzie na obejmowanie przez naszych sąsiadów stanowisk wojskowych i cywilnych w Kwaterze Głównej NATO w Brukseli oraz w innych strukturach. – Umożliwiłoby to Ukrainie zdobycie doświadczenia w zakresie kultury instytucjonalnej i procedur NATO oraz pogłębienie stosunków z Sojuszem i państwami członkowskimi. Ukraińscy urzędnicy wnieśliby do NATO bezcenne doświadczenie i wiedzę specjalistyczną na temat najskuteczniejszych sposobów walki z siłami zbrojnymi Rosji – twierdzi Brzezinski. Trzecim postulatem Brzezinskiego jest przyznanie Ukrainie miejsca obserwatora w Radzie Północnoatlantyckiej. Kijów nie miałby w niej prawa do głosowania, ale mógłby bezpośrednio śledzić dyskusje i w nich uczestniczyć.

Za pewne można uznać jedynie to, że przez administrację w lipcu zostanie ogłoszony kolejny pakiet wsparcia militarnego dla Ukrainy, z puli ok. 60 mld dol. wyasygnowanych na ten cel przez Kongres.

Wśród części republikanów pojawiają się obawy, że szczyt może stanowić dla Bidena jedynie okazję do zdjęcia z między narodowymi przywódcami, być eventem kampanijnym. Przestrzegał przed tym w rozmowie z maja z DGP Stephen Biegun, za prezydentury Trumpa numer dwa w amerykańskiej dyplomacji. – Byłbym rozczarowany, gdyby szczyt był wykorzystany jedynie jako okazja do świętowania 75-lecia istnienia NATO. Bardzo chciałbym, choć w tej chwili jestem sceptyczny, zaproszenia do rozmów akcesyjnych dla Ukrainy. Oczekiwałbym też na szczycie zmiany podejścia do trenowania ukraińskich żołnierzy. Teraz dzieje się to właściwie poza Sojuszem – tłumaczył nasz rozmówca.

Nie ma wątpliwości, że przedstawienie przez Bidena szczytu w mediach jako sukcesu jest dla ubiegającego się o reelekcję 81-letniego demokraty kluczowe. O korzystne zdjęcia może być jednak trudno, bo w centrum Waszyngtonu w tym czasie zaplanowane są masowe propalestyńskie protesty. A burmistrz miasta, demokratka Muriel Bowser, do tej pory słabo radziła sobie z utrzymywaniem w Dystrykcie Kolumbii porządku w trakcie demonstracji. Służby miejskie zawiodły w zapewnieniu bezpieczeństwa zarówno w trakcie gwałtownych manifestacji po zabiciu przez policję George’a Floyda w 2020 r., jak i przy szturmie na Kapitol 6 stycznia 2021 r. ©℗

Zełenski gra o członkostwo, ale jest realistą