Francja podkreśla swoją pomoc militarną dla Ukrainy, ale dane pokazują, że chwalić się nie ma czym. Minister sił zbrojnych zapowiedział np. dostawę 78 dział Caesar na front, ale sfinansować ma je w większości koalicja artyleryjska.

Prezydent Emmanuel Macron powtarza, że zwycięstwo Rosji oznaczałoby koniec bezpieczeństwa europejskiego i że Europa wraz ze Stanami Zjednoczonymi muszą wspierać Ukrainę. Francuzi alarmują, że zaminowywanie elektrowni atomowej w Zaporożu to również ogromne zagrożenie, przed czym wielokrotnie przestrzegały również Międzynarodowa Agencja Energetyki Atomowej, OECD i Międzynarodowa Agencja Energetyczna.

Media znad Sekwany utrzymują duże grono korespondentów w walczącej Ukrainie, pokazują wnikliwe reportaże z frontu. Francuski wymiar sprawiedliwości pomaga w poszukiwaniach winnych zbrodni wojennych i deklaruje wsparcie dla Kijowa w ich osądzeniu. Opinia publiczna, mimo ewidentnego zmęczenia tematyką wojenną, niezmiennie stoi po stronie Ukrainy i popiera swój rząd deklarujący pomoc dla walczącego narodu ukraińskiego.

Twarde, kwestionowane dane

Te deklaracje oraz próby zdobycia mocy sprawczej w działaniach sojuszników są ważnym elementem francuskiej polityki zagranicznej. Paryż rości sobie prawo do przywództwa w gronie państw sojuszników Ukrainy na wszystkich forach międzynarodowych (G20, G7, wcześniej w formacie normandzkim, czyli grupie negocjacyjnej złożonej z przedstawicieli Ukrainy, Francji, Niemiec i Rosji), a także w ramach współpracy Francja–Niemcy. Opublikowane w grudniu 2023 r. dane Instytutu Gospodarki Światowej w Kilonii (obejmujące okres od 24 stycznia 2022 r. do 31 października 2023 r.) pokazują jednak, że jego zaangażowanie w pomoc militarną dla Ukrainy jest o wiele niższe niż to, co oferują Wielka Brytania, Niemcy, Polska czy kraje Europy Wschodniej w relacji do ich PKB.

Według instytutu Francja znajduje się na 12. miejscu pod względem wartości przekazanej Ukrainie pomocy (1,796 mld euro) oraz zaledwie na 29. w przeliczeniu udziału tej pomocy na możliwości (0,061 proc. PKB Francji). Pomoc humanitarna to 0,363 mld euro (10. pozycja w rankingu oraz 25. w relacji do PKB). Wsparcie finansowe wyniosło 0,799 mld euro (9. miejsce), co stanowi 0,029 proc. francuskiego PKB (17. miejsce w rankingu państw). Pomoc wojskowa zaś wynosi 0,544 mld euro (15. pozycja), co stanowi 0,019 proc. PKB Francji, plasując ją na 29. miejscu w tym zakresie.

Dla porównania: niemal dwukrotnie mniejsza pod względem populacji i powierzchni Polska, kraj znacznie biedniejszy od Francji, wsparł Ukrainę o wiele poważniejszymi kwotami: 4,34 mld euro pomocy, co daje nam 4. miejsce w rankingu pomagających państw i 6. w relacji do PKB (0,675 proc.) – wynika z danych instytutu w Kilonii.

Wielkość francuskiej gospodarki według danych Banku Światowego na koniec 2021 r. wynosiła niemal 2,95 bln dol., co w przeliczeniu na mieszkańca dawało dokładnie 43 518,54 dol.

„W okresie od sierpnia do października 2023 r. przyznana pomoc osiągnęła nowy najniższy poziom; spadła o prawie 90 proc. w porównaniu z tym samym okresem 2022 r. Ukraina w coraz większym stopniu opiera się na podstawowej grupie darczyńców, takich jak Stany Zjednoczone, Niemcy oraz kraje nordyckie i wschodnioeuropejskie. To kraje, które w dalszym ciągu deklarują i dostarczają zarówno pomoc finansową, jak i ważną broń, taką jak myśliwce F-16” – wskazuje instytut. „Stany Zjednoczone pozostają największym darczyńcą w dziedzinie wojskowości (łączne 44 mld euro)” – dodano.

Według Instytutu Gospodarki Światowej zaangażowanie Francji w pomoc militarną dla Ukrainy jest o wiele niższe niż Wielkiej Brytanii, Niemiec czy Polski w relacji do ich PKB

– Polska pomoc dla Ukrainy w stosunku do PKB jest największa – oświadczył po zakończeniu spotkania ministrów spraw zagranicznych Unii Europejskiej w Brukseli Radosław Sikorski. Polski minister spraw zagranicznych mówił o pomocy wojskowej, finansowej, ale również tej dla uchodźców przebywających w Polsce. Wskazał, że spora część wsparcia trafiała do Ukrainy za pośrednictwem Europejskiego Instrumentu na rzecz Pokoju (EPF), czyli de facto budżetu obronnego Unii.

Podobnie mało szczodra jak Francja wydaje się, mimo licznych deklaracji, sama Unia Europejska. Podczas styczniowej sesji Parlamentu Europejskiego krytykowali to europarlamentarzyści. Reprezentujący Litwę Andrius Kubilius z koalicji TS-LKD/PPE mówił: – Pomoc wojskowa dla Ukrainy to zaledwie 0,075 proc. unijnego PKB. Dla porównania Rosja wydaje na wojnę ok. 6 proc. swojego PKB. Gdyby kraje NATO wydawały przynajmniej 0,25 proc. swojego PKB na pomoc Ukrainie, kraj ten wygrałby wojnę.

Litwina poparł estoński socjalista Sven Mikser z koalicji SE/S&D. – Gdyby kraje Sojuszu Północnoatlantyckiego przeznaczyły na to 0,2 proc. swojego PKB, mielibyśmy 120 mld dol. rocznie. I to by w zupełności wystarczyło – stwierdził. Inny Estończyk, Riho Terras z koalicji Ismaa/EPP, wskazał natomiast, że potrzeba co najmniej 0,25 proc. PKB każdego kraju na pomoc Ukrainie.

„Czy Francja znajduje się na samym końcu peletonu w zakresie pomocy wojskowej dla Ukrainy?” – pytają zaniepokojone media nad Sekwaną. Dla ministra sił zbrojnych Sébastiena Lecornu „te dane nie są ani wiarygodne, ani poważne”, a „wszystkie te klasyfikacje są fałszywe”. Kiloński instytut ma zaś „mieszać kalafior z marchewką”. A Paryż trzyma się deklaracji. – Wszystko, co obiecała Francja, zostało zrealizowane. Niektóre kraje ogłosiły wiele zapowiedzi, ale nie zostały one zrealizowane lub sprzęt był wadliwy – stwierdził niedawno Lecornu w publicznym radiu France Inter. Minister dodał, że od rozpoczęcia rosyjskiej inwazji na Ukrainę Francja odmawia przedstawienia dokładnej, aktualizowanej w czasie rzeczywistym listy przekazywanych darowizn, zwłaszcza amunicji, aby nie dostarczać informacji, które mogłyby pomagać Rosjanom.

– Nasze dostawy broni zmieniają zasady gry – podkreśla Lecornu, krytykując Niemcy za brak decyzji w kwestii pocisków Taurus, porównywalnych do francuskich SCALP.

Przemysł francuski. A pieniądze?

To prawda, że w Ukrainie jest sporo francuskiej broni, m.in. 49 armatohaubic Cae- sar (30 z własnych zasobów, a 19 dostarczyli Duńczycy). Lecornu po rozmowach ze swoim ukraińskim odpowiednikiem Rustemem Umerowem sprzed tygodnia zapowiedział utworzenie koalicji artyleryjskiej 23 państw sojuszniczych (w tym Polski), która ma sfinansować zakup 78 dział Caesar dla Ukrainy. Kijów sam zapłaci za 6, a Francja za 12. Paryż apeluje do krajów sojuszniczych o sfinansowanie pozostałych 60 dział. – To jest przesłanie, które kieruję do wszystkich naszych sojuszników – oświadczył Lecornu po rozmowach z Umerowem, który w ostatniej chwili odwołał swój przyjazd do Paryża ze względów bezpieczeństwa.

Koalicja artyleryjska ma skupiać 23 sojusznicze kraje (Stany Zjednoczone, Niemcy, Wielką Brytanię, Belgię, Kanadę, Czechy, Słowację, Danię, Estonię, Finlandię, Grecję, Chorwację, Łotwę, Litwę, Holandię, Norwegię, Polskę, Rumunię, Hiszpanię, Szwecję, Turcję, Francję i Ukrainę) i być jednym ze składników grupy kontaktowej ds. obrony Ukrainy „Ramstein”.

Produkująca działa Caesar firma Nexter należy do francusko-niemieckiego konsorcjum KNDS. Firma zatrudnia 4 tys. osób i jest jednym z głównych koncernów zbrojeniowych we Francji. Oprócz Caesarów produkuje całą gamę pojazdów opancerzonych, jak Gryf, Jaguar czy Serwal.

Prezydent Macron podczas niemal czterogodzinnej konferencji prasowej zapowiedział, że Francja przekaże 50 pocisków typu SCALP oraz „setki bomb” (chodzi o kierowane laserowo systemy AASM Hammer). Poprosił również producentów broni o „prowadzenie gospodarki wojennej”, aby móc produkować więcej, szybciej i po najlepszej cenie. – Wyprodukowanie działa Caesar zajmowało nam 30–15 miesięcy. W 2024 r. wyprodukujemy 78 Caesarów – obiecał Lecornu.

Jeden Caesar kosztuje 3–4 mln euro. Konieczne będzie zatem znalezienie 216 288 mln euro. Wydaje się, że słowa prezydenta i ministra są kierowane bezpośrednio do francuskich senatorów z komisji spraw zagranicznych i obrony, którzy niedawno przedstawili raport o gospodarce wojennej. „Nie spełnia ona oczekiwań. To nie jest odpowiednie określenie, mówienie o gospodarce wojennej to nadużycie języka” – stwierdził senator Republikanów Cédric Perrin, przewodniczący komisji.

Raport francuskiego Senatu stwierdza, że Paryż i inne rządy europejskie „nie podołały wyzwaniu”, jakim było spełnienie wymagań Ukrainy w zakresie amunicji, choć w zeszłym roku Francja przyjęła budżet wojskowy na lata 2024–2030 w wysokości 413 mld euro, co stanowi największy wzrost wydatków od dziesięcioleci.

NATO w Ukrainie

Debata nad wspieraniem Ukrainy trwa. Francuski analityk ds. bezpieczeństwa Nicolas Tenzer z Instytutu Nauk Politycznych w Paryżu oraz Centrum Analiz Polityki Europejskiej (CEPA) stwierdził niedawno, że NATO i UE powinny nawet wysłać żołnierzy do Ukrainy w ramach gwarancji bezpieczeństwa i że taki scenariusz jest już rozważany w niektórych kręgach we Francji. Podkreśla, że ta wojna zdecyduje o przyszłości Europy. Zdaniem eksperta wysłani do Ukrainy żołnierze nie walczyliby o odzyskanie okupowanych terytoriów, lecz zapewnialiby gwarancje terenom, które są obecnie wolne od sił rosyjskich. – Jeśli nie możemy teraz mieć Ukrainy w NATO, ponieważ wciąż trwa wojna, to moglibyśmy mieć NATO w Ukrainie lub UE w Ukrainie. Byłaby to najbardziej konkretna gwarancja bezpieczeństwa, jaką moglibyśmy zaoferować. O takim rozwiązaniu nie wspominają politycy francuscy, a tym bardziej nie mówi się o kosztach takich misji, które na obecnym etapie konfliktu wydają się mało realistyczne, ale podobnie jak francuskie działa Caesar mogłyby być game changerem oddalającym wojnę od granic krajów bałtyckich i Polski. Dobrze, aby w ramach takich kontyngentów, o ile zostaną one kiedykolwiek stworzone, byli żołnierze zarówno z Europy Wschodniej, jak i Zachodniej oraz Amerykanie i pozostali sojusznicy wolnego świata – uważa Tenzer. ©Ⓟ