Nawet dwa razy więcej migrantów niż w marcu będzie próbowało sforsować amerykańską granicę na południu. Amerykę czekają wyzwanie humanitarne i polityczna burza.

Od jutra amerykańskie służby graniczne znajdą się w nowej rzeczywistości – przestanie obowiązywać kontrowersyjny przepis Title 42, pozwalający na łatwiejszą i krótszą procedurę odsyłania migrantów pod pretekstem pandemii. W życie wprowadził go w marcu 2020 r. Donald Trump, powołując się na ustawę z 1944 r., która zezwala rządowi na zabronienie danej osobie wjazdu do kraju, jeśli może się to przyczynić do rozprzestrzeniania choroby. Przez ponad dwa lata w Białym Domu Joe Biden, mimo krytyki z szeregów swojej partii oraz wielu organizacji humanitarnych, nie zawiesił Title 42. Szacuje się, że łącznie przez ponad trzy lata przepis pozwolił na odesłanie prawie 3 mln osób.

Dzięki niemu służby mogły w 10 minut odesłać ubiegającego się o azyl w USA; przy wykorzystaniu innych przepisów czas wydłuża się do ponad godziny. Cofnięcie Title 42 skutkować więc będzie przeciążeniem urzędników oraz tymczasowych przygranicznych ośrodków. Przewiduje się, że wielu migrantów nie znajdzie miejsca w przepełnionych schroniskach i będzie zmuszonych dołączyć do tych koczujących w namiotach czy pod mostami.

Wszystko skomplikują rosnące już liczby tych, którzy chcą dostać się do USA. Już teraz od San Diego w Kalifornii po Brownsville w Teksasie są odnotowywane przyrosty, obecnie granicę próbuje przekraczać ok. 8 tys. migrantów dziennie. Troy Miller, szef federalnej agencji Urzędu Celnego i Ochrony Granic, ostrzegał w Kongresie, że po zakończeniu obowiązywania Title 42 liczba ta sięgnie nawet 10 tys. dziennie, dwa razy więcej niż dobowa średnia z marca. Do wzrostów przyczyniają się w znacznej mierze przemytnicy i meksykańskie kartele, którzy w swojej propagandzie szeroko informują o rychłej liberalizacji amerykańskich przepisów, zachęcając w ten sposób do podjęcia ryzykownej podróży na północ.

Już teraz kilka przygranicznych miast w Teksasie wprowadziło stan wyjątkowy, a lokalne władze apelują do Waszyngtonu o pomoc. W ramach wsparcia prezydent Biden zadecydował na razie o wysłaniu na południe kraju dodatkowych 1,5 tys. żołnierzy, do których zadań będzie należeć dokumentacja, patrole oraz transport migrantów. Dla republikanów, którzy chcieliby w większości obowiązywania Title 42 na stałe, to jednak kropla w morzu potrzeb. A dla części demokratów to zbyt wiele. „Na zachodniej półkuli już mamy kryzys humanitarny. A wysłanie wojskowych jedynie sygnalizuje, że migranci są zagrożeniem, które nasze oddziały powinny ograniczyć. A to przecież nie jest prawdą” – mówił szef senackiej komisji spraw zagranicznych demokrata Bob Menendez.

Równolegle do zaangażowania wojska administracja próbuje prawnie przygotować się do nowych okoliczności. Za nielegalne przekroczenie granicy ma grozić dłuższy, nawet pięcioletni zakaz wjazdu do USA. Poszerzana ma być też systematycznie możliwość legalnego osiedlenia się w Stanach Zjednoczonych. Niedawno władze w Waszyngtonie ogłosiły, że utworzą specjalne ośrodki w Ameryce Łacińskiej, zaczynając od Kolumbii i Gwatemali. Tam mają być sprawdzane dokumenty migrantów i podejmowana decyzja o ewentualnym przesiedleniu do USA, Kanady lub Hiszpanii. Oprócz tego w ramach umowy ogłoszonej 2 maja Meksyk zgodził się dalej przyjmować 30 tys. migrantów miesięcznie z Kuby, Haiti, Nikaragui i Wenezueli. Ze swojej strony Stany Zjednoczone zobowiązały się natomiast przyjąć w sumie 100 tys. osób z Hondurasu, Gwatemali i Salwadoru, pod warunkiem że wykażą one, że mają w USA bliską rodzinę.

Mimo niepokojących okoliczności przedstawiciele administracji Bidena starają się, jak mogą, by w publicznych wypowiedziach nie używać w kontekście granicy słowa „kryzys”. Odważniejsze są natomiast demokratyczne władze największych miast, które już szykują się na zwiększoną liczbę migrantów w ich metropoliach. Na przykład Nowy Jork rozważa ustawienie specjalnych namiotów w Central Parku lub przystosowanie dla przybyszów spoza kraju jednego z hangarów na międzynarodowym lotnisku Johna F. Kennedy’ego. Władze miasta szacują, że po wygaśnięciu Title 42 do Wielkiego Jabłka przybywać może aż 800 migrantów dziennie. I to jeśli republikańscy gubernatorzy z Florydy czy Teksasu nie zdecydują się do miast na północy wysyłać autobusów z migrantami, co miało już miejsce wielokrotnie w przeszłości. Wszystko więc wskazuje na to, że kwestia migracji i południowej granicy będzie jedną z najważniejszych osi podziału na amerykańskiej scenie politycznej oraz kluczowym tematem w kampanii przed wyborami prezydenckimi w 2024 r. Sprawę podnoszą szczególnie politycy republikańscy, w tym Trump, który Title 42 nazywał jedną ze swoich lepszych decyzji. ©℗