Choć nowy pakt jest negocjowany od 2020 r., to rozmowy nabrały tempa dopiero w wyniku wojny za wschodnią granicą Polski. Łącznie od 24 lutego do UE przybyło 6,5 mln uchodźców z Ukrainy, z czego 2,5 mln wróciło z powrotem do kraju. Na 4 mln uchodźców, które pozostały, 3,2 mln ma ochronę tymczasową, która nadaje im de facto takie same prawa jak obywatelom państwa członkowskiego. Ogromna większość z nich trafiła do państw granicznych, w tym Polski, Węgier czy Rumunii, które choć nie zgłaszały konieczności relokacji, to podnosiły argumenty finansowe. Obecna propozycja Komisji łączy nieco te dwie kwestie.
Mechanizm solidarnościowy proponowany przez Brukselę oznaczałby nieprzymusową relokację – poszczególne państwa same deklarowałyby gotowość do przyjęcia danej liczby migrantów i uchodźców. Obecna propozycja zakłada roczny horyzont uwzględniający ok. 10 tys. osób docierających do UE głównie przez Morze Śródziemne, w którego trakcie nikt nie mógłby wycofać się ze swojej deklaracji. Te z państw, które nie decydowałyby się na przyjęcie migrantów, mogłyby wnieść wkład finansowy, który poprzez fundusze unijne trafiałby do najbardziej obciążonych krajów. Sęk w tym, że mechanizm według założeń Brukseli miałby opierać się na algorytmie, który uzależniałby podziały dotyczące przyjęcia uchodźców od PKB per capita w danym państwie oraz wielkości populacji.