Niepotrzebna zaoczna pyskówka między Emmanuelem Macronem a Mateuszem Morawieckim zakończyła się absurdalnym stwierdzeniem prezydenta Francji, że polski premier jest „antysemitą”. To oczywiście zdumiewające, że Macron, który sprzeciwia się nazywaniu Putina „rzeźnikiem”, lekką ręką rzuca niczym niepopartymi epitetami w premiera unijnego państwa. Nie zmienia to tego, że wojna w Ukrainie uwidoczniła głęboką wadliwość prowadzonej przez PiS polityki wobec UE. Politycy partii rządzącej regularnie oskarżają europejski główny nurt o pobłażliwość wobec Rosji, równocześnie jednak na forum UE blisko współpracują z ugrupowaniami, które są wobec Kremla o wiele bardziej wyrozumiałe. Co więcej, „Europa ojczyzn”, która się marzy politykom partii Kaczyńskiego i ich sojusznikom w Unii, może i ładnie brzmi w dyskusjach telewizyjnych, jednak w praktyce byłaby koszmarem dla polskich interesów. Polska byłaby w niej słabsza, a nie silniejsza. A Rosja mogłaby swobodnie rozgrywać jedne państwa przeciw drugim.
Holandia na lodzie