Le Pen doskonale odwołuje się do wewnętrznych problemów Francji, ale to Macron przejmie w drugiej turze większość elektoratu Jean-Luca Mélenchona – przekonuje dr Aleksander Olech, ekspert Instytutu Nowej Europy.

dr Aleksander Olech, ekspert Instytutu Nowej Europy / Materiały prasowe
Co powinien zrobić Macron, by zapewnić sobie wygraną w drugiej turze? Jego otoczenie zapowiada więcej jeżdżenia po kraju, wyjście na ulice. To dobre rozwiązanie?
Wychodząc na ulice, Macron musi pamiętać, że Le Pen już tam jest. Ona przed pierwszą turą robiła cuda, jeśli chodzi o zaangażowanie najmłodszych wyborców. To nie była tylko młodzież chrześcijańska, ale też osoby w hidżabach czy o kolorze skóry innym niż biały. W ogóle Macron i Le Pen do drugiej tury weszli niejako z urzędu, nie odbyła się między nimi żadna debata. Przydałoby się więc, by prezydent klarownie przedstawił swój program.
Po pierwsze jednak, to Macron postawi pewnie na swoją główną broń - politykę zagraniczną. Przed pierwszą turą nie korzystał w ogóle ze wsparcia zagranicznych przywódców. Teraz Francja jako pierwszy kraj wysyła do Ukrainy zespół specjalistów, którzy mają badać rosyjskie zbrodnie. Prezydent Wołodymyr Zełenski dziękował mu za dialog, za wspieranie jego kraju. Ciepłe słowa od światowych przywódców mogą odegrać znaczną rolę. W końcu Macron wypomni też Le Pen mocniej kwestie Rosji. Francja nie wyłamała się z sankcji i to daje mu możliwość, by przypomnieć rywalce, że mimo iż ostatnio dystansuje się od Putina, to ma z nim dobre kontakty.
Po drugie, Macron musi zaoferować coś grupie pracującej. Pierwsza tura pokazała, że urzędujący prezydent zdominował sondaże wśród osób po 65. roku życia, na emeryturze. Jego programy dla startujących przedsiębiorców to jednak za mało, musi zaoferować nowe rozwiązania. Jako znakomity bankier i ekonomista obiecywał szerokie reformy socjalne, ale nie podjął się ich. Francuzom zależy po prostu na Francji, zależy na ciepłej wodzie w kranach i taniej energii.
Trzecią sprawą jest to, że Macron powinien zacząć słuchać ludzi. Prezydent pięknie i długo mówi, ale nie chce wchodzić w dyskusje, unika konkretnego odpowiadania na pytania dziennikarzy.
W pierwszych dniach po inwazji Rosji na Ukrainę sondaże Macrona nieznacznie wzrosły. W kwietniu widzieliśmy tendencję spadkową. Czy to jest związane z polityką zagraniczną Pałacu Elizejskiego?
Macron jest nieskuteczny, jego telefony są nieskuteczne. Te działania nie przynoszą Francuzom żadnej korzyści. Oprócz tego pojawiły się też doniesienia o dostarczaniu Rosji przez Francję broni. O ile Paryż podpisał kontrakty wojskowe przed 2015 r., to dostarczał uzbrojenie jeszcze po tej dacie.
Francuzi widzą też kolejne grupy uchodźców czy migrantów, nie tylko z Ukrainy i Afganistanu, ale i z Sahelu, skąd Francja się wycofuje. W znacznej mierze z powodu problemów z migracją poszli w tym roku za Le Pen, która przestała być tak radykalna jak kilka lat temu. Taką rolę przejął Éric Zemmour, którego kampania to gotowy scenariusz na film. Jego kandydatura pozwoliła wygładzić Le Pen. Między innymi dzięki temu osiągnęła taki wynik. Ale należy też zauważyć, że na koniec Francuzi zaufali bardziej Macronowi, opowiedzieli się za spokojem. Le Pen nie pomogły z pewnością słowa o NATO, o opuszczeniu zintegrowanych struktur wojskowych Sojuszu.
Czy przed drugą turą Le Pen ma jakiekolwiek rezerwy, paliwo do rozwoju? Jaką może przybrać strategię? Umiarkowaną czy bardziej agresywną?
Macron próbuje kreować się na wycieńczonego sytuacją w Ukrainie, pokazuje, że nie ma czasu na politykę wewnętrzną. To dla Le Pen szansa. Ona doskonale odwołuje się do spraw wewnętrznych, które trapią Francuzów - bezpieczeństwa energetycznego, reformy sądów, kwestii migracji, reformy strefy Schengen. Musi to podtrzymać. I musi połączyć strategię z 2017 r. z tą sprzed pierwszej tury w tym roku. Pięć lat temu była ostra, nie bała się wejść w spór. Teraz odgrywa bardziej rolę uśmiechniętej cioci, dużo jest uśmiechów, żartów, przytulania. Ale jeśli nie odwoła się do błędów Macrona, np. w polityce w Sahelu czy przy utracie kontraktu militarnego z Australią, to nie ma szans wygrać. Powinna się trzymać dewizy „dla Francuzów”. Podkreślać, że widzi spójną, jedną Francję, a Macron mówi o Europie.
Prócz otoczenia Zemmoura próżno szukać większych słów poparcia dla Le Pen. Nie mamy do czynienia z politycznym kordonem sanitarnym?
Większość mediów francuskich nazywa Le Pen „skrajną prawicą”. Media zagraniczne też tak ją opisują. To w Europie Zachodniej kojarzy się z nacjonalizmem, to negatywna konotacja. W ogóle to we Francji prawie 53 proc. głosów uzyskali kandydaci uznawani za skrajnych.
Tak, Le Pen nie ma konkretnego, wymiernego wsparcia od innych kandydatów. Moim zdaniem Macron spokojnie przejmie 10-15 pkt proc. z ponad 20 proc., które w pierwszej turze uzyskał Jean-Luc Mélenchon. Chociaż programowo Mélenchonowi bliżej do Le Pen niż do Macrona. Macrona uratował starszy elektorat. Gdybyśmy wzięli pod uwagę tylko głosy młodych, od 18. do 35. roku życia, to w drugiej turze mielibyśmy pojedynek Mélenchon kontra Le Pen.
Czyli nie wierzy pan w masowe przekonanie przez Le Pen wyborców Mélenchona?
Elektorat Mélenchona jest bardzo zróżnicowany. Le Pen nie przekona wszystkich, nie ma tak zdywersyfikowanej polityki. W departamentach zamorskich Mélenchon zdeklasował wręcz innych kandydatów. Le Pen musiałaby zrewolucjonizować swoją politykę wobec departamentów zamorskich. Wątpię, by udało jej się to zrobić w dwa tygodnie. Powstrzymać centrystów może tylko zamach lub skandal migracyjny. Wtedy Macron automatycznie odpada z gry jako ten, który nie umie poradzić sobie z islamem. ©℗
Rozmawiał Mateusz Obremski