Po wybuchu wojny ruszyła pani na granicę polsko -ukraińską, analizując zagrożenie handlem ludźmi. Jakie są pani obserwacje?
Należy pamiętać, że to, co dzieje się na wschodniej granicy Polski, nie jest wyjątkowe. Kryzys humanitarny i masowe ewakuacje to zawsze ryzyko, ponieważ ludzie są bezbronni. Stoją w obliczu niepewnego i niestabilnego losu. Podmioty zaangażowane w pomoc od początku zdawały sobie z tego sprawę. Teraz konieczne będzie znalezienie równowagi między wspieraniem lokalnej mobilizacji (wolontariuszy ‒ red.) a zapewnieniem takich zabezpieczeń, które pozwolą złagodzić wszelkie niezamierzone konsekwencje migracji.