Możliwe, że Binjamin Netanjahu uniknie więzienia, ale zakończy polityczną karierę.

Binjamin Netanjahu nie może pozbyć się problemów od 2019 r. To wtedy postawiono mu zarzuty dotyczące korupcji oraz nadużyć. W centrum sprawy były m.in. preferencyjne traktowanie dużej izraelskiej firmy telekomunikacyjnej czy przyjmowanie prezentów o wartości setek tysięcy dolarów. Spór o winę „Bibiego” stał się dominującym tematem na izraelskiej scenie politycznej; kolejne wybory w państwie żydowskim były właściwie referendami nad postacią dominującego w tym kraju przez lata polityka. Odrzucając wezwania do ustąpienia i stając wraz ze swoim Likudem w wyborcze szranki, Netanjahu wiedział, że ich stawka wykracza poza jego przyszłość na stanowisku premiera. Polityczni rywale widzieli go w więzieniu.
Lider izraelskiej prawicy, który w swojej długiej karierze wielokrotnie dowodził, że potrafi walczyć jak lew i grać łokciami, z początku skutecznie mobilizował swoją wyborczą bazę i sprawnie lawirował w negocjacjach na rozdrobnionej scenie politycznej Izraela. Ostatecznie jednak, po serii czterech wyborów w ciągu trzech lat, przegrał i 13 czerwca 2021 r. odszedł z rządu. Jedna sprawa się nie zmieniła – Netanjahu konsekwentnie odmawiał przyznania się do winy, przekonując, że oskarżany jest wyłącznie z pobudek politycznych.
To – jak donoszą izraelskie media – może się niedługo zmienić. Były premier negocjuje obecnie ugodę ze swoim nemezis, izraelskim prokuratorem generalnym Avichaiem Mandelblitem. Za zmianę podstawy oskarżenia miałby przyznać się do części win. W ten sposób uniknąłby kary więzienia i zamiast tego odbyłby prace społeczne. W rozmowach między stronami największą kością niezgody pozostaje zapis oskarżający Netanjahu o „niemoralność”. Szef Likudu chce się go pozbyć, gdyż zgodnie z izraelskim prawem skazanie za to oznacza wykluczenie z polityki na siedem lat. Ciężko wyobrazić sobie, by nie oznaczało to przedwczesnego końca politycznej kariery dla 72-letniego byłego szefa państwa.
Wiele wskazuje, że obserwujemy mniej lub bardziej rychły zmierzch „Króla Bibiego”, tytana światowej polityki ostatnich dekad. Łącznie najdłuższej urzędującego premiera w historii państwa żydowskiego (15 lat), bijącego poprzedni rekord Dawida Ben Guriona. Oskarżanego o językowe manipulacje wybitnego mówcy, przyjmowanego owacją na stojąco przez Kongres USA i od lat budzącego grozę wśród przeciwników Izraela na Bliskim Wschodzie. Zdolnego do publicznego besztania Baracka Obamy za porozumienie nuklearne z Iranem czy bezpośredniego wręcz sterowania amerykańską polityką za urzędowanie w Białym Domu Donalda Trumpa.
Wewnętrznie dla Izraela ewentualna ugoda oznaczałaby zakończenie opery mydlanej wokół oskarżeń. Rozpoczęłaby także rywalizację o przywództwo w Likudzie, na którego czele Netanjahu stoi nieprzerwanie od 2005 r. W partii narasta frustracja. Dziennik „Yedioth Ahronoth” cytował w niedzielę anonimowe źródło z ugrupowania uskarżające się na to, że lider nie angażuje się w prace Knessetu i nie organizuje spotkań. „Zajęty jest jedynie atakami na członków partii na dziecinnych filmikach na TikToku. To nie jest dobry sposób przewodzenia opozycji” – informuje źródło. Walki o przywództwo Netanjahu nie odda łatwo. Wśród prawicowego elektoratu jest ceniony za stanowczość i osiąganie celów, jego otoczenie przekonuje wręcz, że pełni on mesjanistyczną rolę, by ochraniać Żydów. Na lewicy jest natomiast postacią znienawidzoną od wczesnych lat 90. XX w.; nie zapomina się tu jego roli w podburzaniu tłumu i zajadłej krytyki porozumień z Oslo przed zabójstwem w 1995 r. przez żydowskiego nacjonalistę premiera Icchaka Rabina.
Niezależnie od przynależności politycznej, choć z różnych powodów, większość Izraelczyków opowiada się przeciwko ugodzie. Tak wynika z opublikowanych w niedzielę kilku sondaży. Prawica jest przeciwko, gdyż wierzy, że były premier jest niewinny i w końcu to udowodni. Na lewej stronie dominuje natomiast przekonanie, że władza sądownicza nie powinna stosować wobec niego żadnej taryfy ulgowej. „Nikt nie zagrażał izraelskiej praworządności bardziej niż Netanjahu. To człowiek, który używał pozycji premiera do zastraszania prawników i sędziów, śledczych i dziennikarzy. To człowiek, który z osobistych pobudek pracował nad zniszczeniem publicznego zaufania do podstaw demokracji. Nie ma prawa do układów i ułatwień. Leży to w interesie publicznym” – przekonywał na Twitterze izraelski minister zdrowia Nitzan Horowitz.
Były premier gra o utrącenie zarzutu o niemoralność