Reklama

1. Nie ma mowy o zdradzie Zachodu

Wbrew pojawiającym się wcześniej prognozom Amerykanie nawet nie podjęli dyskusji o najważniejszych rosyjskich żądaniach. Waszyngton jednoznacznie stwierdził, że decyzja o tym, kto może w przyszłości stać się członkiem Sojuszu Północnoatlantyckiego, należy wyłącznie do państw NATO i potencjalnych kandydatów. Nie ma też mowy o wycofaniu ze wschodniej flanki NATO, w tym z Polski, zachodnich sił i instalacji wojskowych. Potwierdził to w rozmowie z DGP Bix Aliu, chargé d’affaires USA w Polsce. Co ważne, podobnie relacjonował rozmowy z Amerykanami szef rosyjskiej delegacji Siergiej Riabkow.

2. Zachód pozostaje jednością

Podczas Rady NATO–Rosja, a także w grudniu 2021 r., gdy Amerykanie konsultowali się z sojusznikami w Rydze na spotkaniu szefów dyplomacji państw Sojuszu, nie doszło do rozłamu. Niezależnie od tego, że różne państwa NATO mają odmienne niż Polska poglądy na temat relacji z Rosją, by wymienić choćby Francję, Niemcy, Turcję, Węgry czy Włochy, w kwestii pryncypiów Władimirowi Putinowi nie udało się doprowadzić do sporów. Zauważyli to rosyjscy komentatorzy. Politolog Aleksandr Jermakow powiedział „Wiedomostiom”, że jego zdaniem „umiarkowana retoryka Niemiec i Francji, jeśli się pojawi, nie zdoła przechylić szali na stronę Moskwy”.

3. Groźby się opłacają

Na tym dobre wiadomości się kończą. Rosjanie otrzymali nagrodę za pogróżki. Już wiosną ub.r. dzięki podobnemu kryzysowi, choć w znacznie mniejszej skali i bez podłączenia propagandy państwowej, udało im się zmusić Joego Bidena do osobistego spotkania z Putinem w Genewie. Żadnych konkretów wtedy nie ustalono, ale sam fakt rozmowy wystarczył Moskwie do triumfalnego uznania, że Waszyngton, jeśli go wystarczająco nastraszyć, pozwoli Rosjanom uwiarygodnić narrację, że ich kraj wraca do rangi najważniejszego partnera USA od rozstrzygania spraw globalnych. To oznacza, że po groźby pod adresem sąsiadów i Zachodu Kreml będzie sięgał jeszcze częściej i bardziej zdecydowanie.

4. Putinowi się spieszy

Przedstawiciele rosyjskiego MSZ oczekują jak najszybszego odniesienia się do żądań Moskwy. Przekaz płynący ze Wschodu jest jasny: Rosja wykazywała cierpliwość, latami przypominając swoje „niet” wobec poszerzania NATO, ale ten czas już minął. Ten pośpiech można wytłumaczyć dwojako. Krótkoterminowo Zachód jest najsłabszy od lat: Waszyngton po chaotycznym wycofaniu się z Afganistanu, Londyn po brexicie, Berlin po wyborach, Paryż tuż przed nimi i wszyscy ciągle podczas pandemii. Długoterminowo Rosja będzie tylko słabsza – ze względów demograficznych, ekonomicznych i relatywnych, związanych ze wzrostem ambicji i siły Chin. A i Putin nie młodnieje, więc jeśli chce się starać się o strategiczny sukces, to szybko.

5. Polska na celowniku

Jeśli Rosji uda się osiągnąć choć jeden cel, zachęci ją to do eskalacji żądań. Wcześniej czy później na stole pojawią się oczekiwania dotyczące bezpośrednio Polski, choć już teraz Moskwa chce, by w naszym kraju nie powstawały instalacje, które Kreml uznaje za zagrożenie (z punktu widzenia naszej dyplomacji warto zadbać o jak najmocniejsze publiczne potwierdzenie aktualności planów budowy bazy w Redzikowie). Riabkow przed Genewą wyraził oczekiwanie, że NATO wycofa się na granice z 1997 r. (Polska przystąpiła do Sojuszu dwa lata później). Poseł Piotr Tołstoj dodał, że Rosja powinna odbudować się w granicach z czasów caratu, a w mediach można było usłyszeć, że wśród trzech największych porażek związanych z upadkiem ZSRR były utrata Ukrainy, uczynienie z zachodniej Syberii regionu granicznego i Kaliningrad jako eksklawa. Od tego ostatniego stwierdzenia o krok do powrotu do propozycji eksterytorialnego korytarza z Białorusi, która pojawiała się w latach 90. Tym bardziej w naszym interesie leży odrzucenie rosyjskiego szantażu już teraz.