Premier Mateusz Morawiecki będzie mógł liczyć na poparcie Niemiec w obliczu kryzysu na granicy z Białorusią. Takie zapewnienie otrzymał od ustępującej kanclerz Angeli Merkel podczas czwartkowej wizyty w Berlinie. Z pewnością zdania nie zmieni także jej następca Olaf Scholz, który wkrótce zasiądzie w fotelu kanclerskim, a z którym również spotkał się szef polskiego rządu.
Równolegle trwają prace nad kolejnymi sankcjami wymierzonymi w Alaksandra Łukaszenkę. Na liście tym razem ma się znaleźć około 30 osób i podmiotów zaangażowanych w wywołanie kryzysu na granicy, w tym białoruski minister spraw zagranicznych Uładzimir Makiej oraz linie lotnicze Bieławia. Jak jednak donosił Reuters, Niemcy znalazły się w grupie krajów, które optowały za tym, by wyłączyć białoruskiego przewoźnika, bo ten w obawie przed sankcjami właśnie przestał transportować do Mińska obcokrajowców z Bliskiego Wschodu. Morawiecki przekonywał w Berlinie do obostrzeń i jako opcję na przyszłość wskazał zablokowanie przewozu towarów między Polską a Białorusią.
Priorytetem powinna być jedność UE, która musi się koncentrować na wspólnych ryzykach - z takim przekazem pojechał do Berlina Mateusz Morawiecki. Polski premier przekonywał, że w obecnej sytuacji dyskusje o przestrzeganiu zasad praworządności przez rząd w Warszawie są tematem zastępczym. Jednak nowy rząd Niemiec tego tematu nie porzuci. Wskazuje na to podpisana w zeszłym tygodniu umowa koalicyjna między trzema partiami. Niemcy nie poprą planów odbudowy państw, które nie spełniają warunku niezawisłości sędziowskiej. Nie wskazano wprost na Polskę, ale to właśnie nam z powodu problemów z sądownictwem Komisja Europejska zablokowała Krajowy Plan Odbudowy. Pytanie, jak tę deklarację odbierze Bruksela, w której właśnie decydują się losy zaliczki dla Polski w wysokości 4,7 mld euro.
Reklama
Nowa koalicja chce ograniczyć rolę jednomyślności w Radzie UE
Nowy rząd zamierza też wspierać Brukselę w uruchamianiu kolejnych mechanizmów mających na celu ochronę rządów prawa. Sam też będzie działać na rzecz postępów w ramach procedury z Art. 7 w Radzie UE, w której decyzje podejmują państwa członkowskie. Niemcy pod rządami Scholza będą też zachęcać KE do wszczynania procedur o naruszenie prawa UE o szerszym, bardziej fundamentalnym zakresie, które miałyby obejmować ustrojowe zagrożenia dla praworządności. Wiele o postawie nowej niemieckiej ekipy mówi też zapis o poparciu dla przystąpienia UE do Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, a więc dokumentu Rady Europy, który dzień przed podpisaniem umowy koalicyjnej podważył polski Trybunał Konstytucyjny.

Reklama
Agnieszka Łada-Konefał, wicedyrektorka Niemieckiego Instytutu Spraw Polskich w Darmstadt, spodziewa się dużo ostrzejszej postawy Niemiec, jeśli chodzi o praworządność, ale uważa też, że w Berlinie „cały czas będzie wyciągnięta ręka do dialogu”. - To nie będzie postawa konfliktowa, bo - to także podkreślono - Niemcy będą wspierać instytucje unijne, a nie działać na własną rękę. W interesie Niemiec nie leży kolizja z rządem polskim, bo ich celem jest utrzymanie jedności UE. Merkel balansowała, bo zależało jej na spójności i unikaniu podziałów. Ta linia będzie kontynuowana - mówi.
To właśnie dążeniem do zachowania jednomyślności podyktowana była ugodowa polityka Merkel wobec Polski i Węgier. Nowemu rządowi może jednak nie zależeć na kompromisie za wszelką cenę. W umowie koalicyjnej zapisano dążenie do ściślejszej integracji i wzmacniania organów unijnych. Długofalowym celem jest federalizacja UE, a o jednomyślności Unii - jak zauważa Kai-Olaf Lang z niemieckiej Fundacji Nauka i Polityka - koalicjanci powiedzieli niewiele. Ekspert podkreśla, że Berlin nie jest zainteresowany budowaniem podziałów w UE, ale z drugiej strony nowa koalicja oczekuje, że Unia będzie działać skutecznie.
- Niemcy nie chcą, by jednomyślność oznaczała stagnację. Jeśli pogłębienie integracji będzie możliwe jedynie w węższych kręgach, to nowy rząd zapewne będzie na to otwarty - mówi ekspert. Pierwszym polem takiej zawężonej współpracy może stać się polityka zagraniczna UE, w której dominująca zasada jednomyślności (np. jeśli chodzi o sankcje) niekiedy paraliżuje unijne decyzje. Niemieccy koalicjanci są gotowi podejmować więcej decyzji większością głosów. A więc Berlin zgadza się na to, by dla większej sprawności Unia zaczęła odchodzić od zasady kompromisu i konsensusu hołubionego przez ustępującą kanclerz.
Polska ofensywa w sprawie wschodniej flanki
Premier Mateusz Morawiecki rozmawiał z liderami 11 krajów europejskich, odwiedził dziewięć europejskich stolic, m.in. Paryż, Londyn, Berlin. Z kolei prezydent Andrzej Duda w czwartek w Brukseli spotkał się z Jensem Stoltenbergiem, sekretarzem generalnym Sojuszu Północnoatlantyckiego. Polska ofensywa dyplomatyczna jest związana z próbą stworzenia jak najszerszego wsparcia politycznego i militarnego dla wzmocnienia wschodniej flanki NATO. Jest to pokłosie kryzysu na granicach polsko-białoruskiej i litewsko-białoruskiej oraz bardzo dużej koncentracji wojsk Federacji Rosyjskiej przy granicy z Ukrainą. Duda po spotkaniu ze Stoltenbergiem poinformował, że zaproponował sekretarzowi NATO zwiększenie gotowości sił Sojuszu Północnoatlantyckiego na wschodniej flance. W ostatnich dniach doszło także do rozmowy szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego Pawła Solocha z Jackiem Sullivanem, doradcą ds. bezpieczeństwa prezydenta USA.
W piątek w Londynie premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson wyraził solidarność z Polską. Wielka Brytania sama zmaga się z kryzysem migracyjnym po tym, gdy 27 migrantów utonęło w kanale La Manche, próbując przepłynąć z Francji na Wyspy.
Magdalena Cedro, Maciej Miłosz