Wołodymyr Zełenski w poniedziałek wieczorem przybył do Stanów Zjednoczonych, gdzie dzisiaj ma rozmawiać z prezydentem Joem Bidenem, o ile spotkanie po raz kolejny nie zostanie przełożone ze względu na sytuację w Afganistanie. Pierwotnie wizytę w Białym Domu planowano na 30 sierpnia, po czym dwukrotnie przekładano ją o dobę.
Relacje amerykańsko-ukraińskie po objęciu władzy przez demokratę są dość szorstkie. Szczególne rozczarowanie w Kijowie wywołała majowa decyzja amerykańskiej administracji, by w geście wobec Niemiec nie poszerzać sankcji na gazociąg Nord Stream 2. Przedstawiciele władz Ukrainy, której grożą najdotkliwsze konsekwencje związane z prawdopodobnym przekierowaniem tranzytu gazu z Rosji z infrastruktury lądowej do podmorskiej, dowiedzieli się o tej decyzji z mediów, a jej uzasadnienie poznali z transmitowanego w internecie briefingu rzeczników Białego Domu. W odpowiedzi prezydent Zełenski zgodził się na bezprecedensowy wywiad dla portalu Axios, podczas którego wymienił swoje pretensje wobec Waszyngtonu.
– To prawdziwa broń w rękach Rosji. Nie bardzo rozumiemy, dlaczego pociski do tej broni miałyby zostać dostarczone przez tak wspaniały kraj, jak Stany Zjednoczone. Ile ukraińskich żyć kosztują stosunki amerykańsko-niemieckie? – pytał dramatycznym tonem Zełenski. Prezydent nie ukrywał nadziei, że Biden w ostatniej chwili, „niczym Michael Jordan”, zablokuje NS2. – Byłoby szkoda, gdyby tak się nie stało. Pozostanie poczucie, że w takich okolicznościach Rosja odniosła zwycięstwo nad USA – mówił. Dziś, kiedy jest już jasne, że Waszyngton pogodził się z dokończeniem rurociągu, ukraińscy oficjele tonują nastroje. – Jesteśmy niezadowoleni z decyzji Niemców i Amerykanów, ale rzeczywistości nie zmienimy. NS2 powstanie z sankcjami czy bez. Dla nas jest ważne, by teoretyczne wstrzymanie tranzytu gazu nie obniżyło naszego bezpieczeństwa – mówił w opublikowanym w poniedziałek wywiadzie w DGP Wasyl Bodnar, wiceszef ukraińskiej dyplomacji.
Rozczarowanie wywołał też fakt, że Biden nie zdecydował się na spotkanie z Zełenskim przed rozmowami z prezydentem Rosji Władimirem Putinem. Amerykańscy dziennikarze pisali, że taka rozmowa była planowana, ale została przełożona, gdy ukraińskie władze odwołały dobrze ocenianego przez USA dyrektora energetycznej spółki Naftohaz Andrija Kobolewa. Amerykanie zrozumieli desperacki sygnał Zełenskiego, przekazany za pośrednictwem prasy. Kilkadziesiąt godzin po publikacji Biden zadzwonił do ukraińskiego prezydenta i zaprosił go do siebie, choć wcześniej przez pięć miesięcy zwlekał z wykonaniem takiego telefonu, co wywoływało nad Dnieprem nieprzychylne komentarze. Wiceminister Bodnar tłumaczy, że relacje z USA są dobre, czego świadectwem ma być nie tylko zaproszenie do Białego Domu, ale i wizyta sekretarza stanu Antony’ego Blinkena w Kijowie 6 maja oraz udział delegacji USA w ubiegłotygodniowym szczycie Platformy Krymskiej w Kijowie, choć na niskim szczeblu sekretarza transportu.
Bodnar mówił DGP, że podczas wizyty w Waszyngtonie zostaną zawarte porozumienia, jednak nie chciał mówić o szczegółach, tłumacząc, że jako pierwsi powinni je przedstawić prezydenci. Jedną z takich umów może być ramowe porozumienie o współpracy obronnej, choć z Kijowa płyną sygnały, że Ukraińcy oczekują bardziej szczegółowej umowy. – Po pierwsze, trzeba zbudować zaufanie na najwyższym szczeblu. Po to potrzebujemy spotkania Bidena z Zełenskim. Po drugie, liczę na wznowienie prac komisji ds. partnerstwa strategicznego, której posiedzenia nie odbywają się od 2018 r. – mówił były ambasador Ukrainy w USA Wałerij Czały w rozmowie z „Jewropejśką prawdą”. Biorąc pod uwagę znaczenie, jakie Amerykanie za kadencji Bidena przywiązują do kwestii praworządności, Kijów może się też spodziewać pytań o reformy. Blinken mówił podczas lipcowej konferencji w Wilnie, że Biały Dom oczekuje m.in. zmian w sądownictwie, demilitaryzacji służb specjalnych i realnej walki z korupcją.
Ukraińskie władze deklarują, że ich strategicznym celem jest zaproszenie do NATO, a przynajmniej uzyskanie planu działań na rzecz członkostwa (MAP), czyli dokumentu określającego kalendarz na drodze do akcesji. Odkąd Niemcy i Francuzi zablokowali przyznanie MAP na szczycie Sojuszu w Bukareszcie w 2008 r., perspektywa członkostwa Ukrainy znacznie się jednak oddaliła. Nie tylko ze względu na rosyjską agresję i utratę części terytorium, ale i wewnętrzny klimat w NATO, niechętny poszerzaniu o kolejne państwa należące niegdyś do ZSRR. Dlatego Kijów stawia też sobie bardziej realne cele, w tym wzmocnienie współpracy wojskowej z dostawami broni na czele oraz wsparcie w reformach energetycznych. Podczas spotkania wiceszefa biura prezydenta Ukrainy Romana Maszowcia z przedstawicielami ambasady USA, które odbyło się w piątek w ramach przygotowań do wizyty, rozmawiano też o współpracy w dziedzinie cyberbezpieczeństwa oraz o przemyśle kosmicznym.