Federacja Rosyjska niezmiennie pozostaje uzależniona od wydobycia i eksportu surowców naturalnych (lub efektów ich przetwórstwa), co sprawia, że globalne wysiłki na rzecz walki ze zmianami klimatu mają dla tego państwa fundamentalne znaczenie gospodarcze. Celowo pomijam tu inne aspekty, takie jak topnienie wiecznej zmarzliny. Coraz większą świadomość tego stanu rzeczy wykazują zarówno najważniejsi przedstawiciele rosyjskiego biznesu, jak i same władze w Moskwie. W ramach rządu są właśnie powoływane grupy robocze ds. adaptacji do nowych realiów. Wydaje się, że najbliższe 10–15 lat oznaczają dla Rosjan de facto konieczność zielonej pieriestrojki, jeśli nie w zakresie technologii, to z pewnością przynajmniej w odniesieniu do geografii eksportu.
Rosyjskie spółki – choć nie wszystkie i w różnym tempie – już teraz zaczynają dostosowywać ofertę do aktualizowanych wymogów regulacyjnych oraz nowych oczekiwań klientów i sektora finansowego (chodzi m.in. dostęp do ESG, kredytów odpowiedzialnych społecznie). Dobrym przykładem mogą być eksporterzy skroplonego gazu ziemnego (LNG), Gazprom i Novatek, którzy redukują ślad węglowy swojej produkcji czy oferują wręcz neutralne klimatycznie ładunki LNG (Gazprom zrealizował taką dostawę wiosną). Z drugiej strony wytwórcy stali (Siewierstal, Mietałłoinwiest), aluminium (Rusał) czy potentaci naftowo-paliwowi (Tatnieft, Gazprom Nieft, Łukoil, w mniejszym stopniu Rosnieft) składają konkretne deklaracje cięć emisji, planując np. projekty wodorowe lub zmiany technologii wydobycia. Niektóre działania łatwo klasyfikować jako greenwashing, jednak faktem jest, że bez innowacji i redukcji śladu węglowego Rosjanie będą z czasem po prostu tracić kolejnych klientów lub nawet całe rynki zbytu, co wymusza realne zmiany.
Działania nawiązujące do zielonej transformacji zaczynają podejmować także decydenci, choć unikają oni stawiania sobie ambitnych celów klimatycznych. W tym kontekście warto wskazać kilka pomysłów, jak przyjęty w czerwcu obowiązek raportowania przez przedsiębiorstwa poziomu emisji lub pilotażowy system handlu uprawnieniami do emisji na Sachalinie. Kluczowy jednak wydaje się rozwój technologii wodorowych. Można mieć wrażenie, że Rosjanie liczą, iż wodór stanie się czymś na kształt nowej ropy – towarem, który będą mogli skutecznie eksportować do odbiorców na całym świecie. Zgodnie z wcześniejszymi deklaracjami oraz treścią opublikowanej niedawno Koncepcji rozwoju energetyki wodorowej Federacja Rosyjska chce stać się przodującym dostawcą wodoru, zajmując nawet ćwierć światowego rynku. Jeżeli przyjąć zakładany przez Rosjan wolumen eksportu (15–50 mln ton rocznie w perspektywie 2050 r.) i hipotetyczną przyszłą cenę wodoru 2 dol. za kg, okazałoby się, że w przypadku Rosji ten segment handlu zagranicznego miałby być wart nawet 30–100 mld dol. rocznie. Dla porównania w latach 2019–2020 eksport gazu z Rosji opiewał łącznie na 25–40 mld dol. rocznie, a eksport ropy naftowej – na 75–120 mld dol. rocznie.
W założeniach rosyjski niskoemisyjny wodór ma być w głównej mierze produkowany z gazu ziemnego (z uwzględnieniem technologii przechwytywania dwutlenku węgla czy poprzez nieskomercjalizowaną jeszcze pirolizę metanu) lub z wykorzystaniem energii atomowej, w mniejszej zaś oparty na odnawialnych źródłach energii. Niezależnie od technologii, sukces eksportowy Rosjan będzie zależał od kilku czynników, przede wszystkim rozwoju światowych rynków oraz postępów we wdrażaniu innowacji. Na razie nie jest przesądzone, czy handel wodorem zyska globalny charakter na wzór ropy naftowej i LNG, czy też obrót nim będzie zawężony do klastrów państw lub regionów.
Ponadto rosyjskie spółki nie podjęły jeszcze decyzji inwestycyjnych dla ogłaszanych pomału projektów eksportowych. Konkretne wydają się plany Novateku budowy terminalu w Arktyce, z którego wodór pod postacią amoniaku miałby trafiać do Azji, lub En+, działającego w sektorze hydroenergetyki. Firmy te jednak wciąż szukają inwestorów dla swoich przedsięwzięć. Podobnie Gazprom: choć rosyjski gigant stworzył wyspecjalizowaną spółkę córkę oraz lobbuje za częściowym wykorzystaniem infrastruktury Nord Stream 1 i Nord Stream 2 do celów wodorowych, wciąż jest daleki od wiążących decyzji. Pierwsze inwestycje będą miały charakter pilotażowy i powstaną dopiero za dobrych kilka lat.
Rosjanie nie będą mogli zignorować zielonej transformacji, jednak nie sposób przesądzać, jak szybko i skutecznie zaadaptują się do postępujących zmian. Z jednej strony wydaje się, że władze będą unikać daleko idących reform zmierzających do redukcji emisji, której koszty musiałyby być przecież ponoszone przez społeczeństwo. Z drugiej strony transformacja kluczowych sektorów gospodarki ma dziś dla Rosjan znaczenie strategiczne. Gra toczy się de facto o przyszłość budżetu państwa i powiązane z Kremlem spółki z pewnością będą mogły liczyć na ulgi podatkowe i mechanizmy wsparcia. Tak odbywa się choćby rosyjska ekspansja w sektorze LNG. Jedno jest pewne: warto analizować ten wektor rozwoju Federacji Rosyjskiej. Obserwacje mogą mieć duże znaczenie dla prognozowania przyszłości w Rosji i naszym regionie Europy. ©℗