Reklama
30 marca „New York Times” napisał, że Rosjanie pozostawili 4 tys. żołnierzy w pobliżu granicy z Ukrainą po zakończonych tydzień wcześniej ćwiczeniach. Ukraińcy podają jeszcze większe liczby. Głównodowodzący ukraińską armią gen. Rusłan Chomczak oświadczył, że Moskwa przerzuciła na Krym oraz do graniczących z Ukrainą od północy obwodów briańskiego i woroneskiego 25 batalionowych grup taktycznych. – Rosja nie jest zagrożeniem dla żadnego kraju świata, w tym dla Ukrainy. Rosyjska armia przemieszcza się po rosyjskim terytorium w tych kierunkach, jakie uważa za stosowne, w sposób, jaki uważa za potrzebny, by zapewnić bezpieczeństwo naszemu państwu – odparł rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow. Oficjalna wersja mówi o przygotowaniach do ćwiczeń Zapad-2021, które mają się rozpocząć we wrześniu.
W odpowiedzi amerykańskie dowództwo podwyższyło stan gotowości swoich oddziałów w Europie, a wysocy rangą urzędnicy – sekretarze stanu i obrony, prezydencki doradca ds. bezpieczeństwa oraz szef sztabu – zaczęli dzwonić do ukraińskich odpowiedników z zapewnieniami o wsparciu. Kulminacją tej telefonicznej dyplomacji była piątkowa, ponadpółgodzinna rozmowa prezydentów Joego Bidena i Wołodymyra Zełenskiego, pierwsza, odkąd demokrata wprowadził się do Białego Domu. „Prezydent Biden potwierdził niezachwiane wsparcie Stanów Zjednoczonych dla suwerenności i integralności terytorialnej Ukrainy w kontekście trwającej agresji Rosji na Donbasie i Krymie” – czytamy w komunikacie jego administracji. Niedawno Waszyngton zatwierdził dodatkowe 125 mln dol. pomocy wojskowej dla Ukrainy, obejmującej m.in. przekazanie dwóch kutrów patrolowych i radaru.
Ruchom wojsk towarzyszy ofensywa propagandowa, która przypomina tę z ostatniej gorącej fazy wojny ukraińsko-rosyjskiej z zimy 2015 r. Koordynatorka rosyjskiej propagandy Margarita Simonjan wezwała Kreml do aneksji Doniecka i Ługańska. Mobilizację własnych oddziałów ogłosiły nominalne władze samozwańczych Donieckiej i Ługańskiej Republik Ludowych (DRL i ŁRL), oskarżając Kijów o szykowanie ofensywy. – W przypadku dużego konfliktu armie DRL i ŁRL osłonią wielkie miasta i spróbują wytrwać do przyjścia pomocy z Rosji – mówił rosyjskiemu tygodnikowi „Ekspiert” Ołeksandr Chodakowski (w czasie wojny 2014–2015 jeden z najważniejszych dowódców polowych sił prorosyjskich) w numerze, w którym redakcja zastanawia się, „po co Ukrainie nowa wojna”. Antyzachodniej kampanii towarzyszą oskarżenia pod adresem Polski – piątkowe „Wiedomosti” na pierwszej stronie oskarżyły Warszawę o prowokacje wymierzone w budowany na dnie Bałtyku rurociąg Nord Stream 2.
Moskwa daje do zrozumienia, że wzrost napięcia jest związany z sankcjami wprowadzanymi przez Ukrainę. Na czarną listę trafił niedawno lider prorosyjskiej opozycji Wiktor Medwedczuk, a kontrolowane przez niego telewizje informacyjne zostały wyłączone. W sobotę Zełenski dodał do tej listy rosyjską Federalną Agencję ds. Wspólnoty Niepodległych Państw, Rodaków Mieszkających za Granicą i Międzynarodowej Współpracy Humanitarnej. Urząd, oficjalnie zajmujący się pracą na rzecz Rosjan mieszkających poza ojczyzną, w 2014 r. pomagał w koordynacji działań rosyjskiej agentury i separatystów w południowej i wschodniej części Ukrainy. „Jeśli radykalnie nastawieni ukraińscy politycy liczą, że ujdzie im płazem to, co zamierzają zrobić w DRL i ŁRL, to się mylą. Nie ujdą im płazem decyzje związane z zamknięciem opozycyjnych kanałów telewizyjnych i partii politycznych” – groził przewodniczący rosyjskiej Dumy Wiaczesław Wołodin.
Choć wojna informacyjna zdaje się sugerować, że napięcie na linii frontu osiągnęło bezprecedensowe rozmiary, statystyki tego nie potwierdzają. Owszem, z miesiąca na miesiąc rośnie liczba przypadków łamania zawieszenia broni, ale nie osiągnęto na razie poziomów sprzed lipca 2020 r., gdy obie strony uzgodniły wprowadzenie tzw. reżimu ciszy. W marcu ukraińskie wojska meldowały o 248 przypadkach naruszenia rozejmu przez Rosjan, podczas gdy w lutym było ich 180, w styczniu – 175, zaś w grudniu 2020 r. – 166. To znacznie więcej od najspokojniejszego pod tym względem sierpnia 2020 r., gdy odnotowano 48 takich sytuacji, ale mniej niż w lipcu 2020 r., gdy ukraińskie pozycje zostały ostrzelane 343-krotnie, i w poprzedzających lipiec miesiącach. Reżim ciszy już nie obowiązuje, a sytuacja na razie wróciła do status quo z lat 2015–2020.