Reklama
Pakiet antykryzysowy to najważniejsza inicjatywa pierwszych stu dni nowej administracji. Obejmuje wypłatę bezzwrotnego świadczenia w wysokości 1400 dol. dla wszystkich Amerykanów, którzy zarabiają poniżej 75 tys. dol. rocznie, zasiłki dla bezrobotnych warte 300 dol. tygodniowo, a także 350 mld dol. (1,3 bln zł) pomocy dla stanów, w których wskutek pandemii spadły dochody podatkowe.
To trzeci taki pakiet przyjęty w Waszyngtonie w ciągu roku. Poprzednie przegłosowano, kiedy prezydentem był Donald Trump, i również obejmowały czeki dla gospodarstw domowych oraz zasiłek dla bezrobotnych. Przyjęcie nowego pakietu to sukces Joego Bidena, ale i ostrzeżenie na przyszłość: nie każdy pomysł Białego Domu będzie z taką łatwością przechodził przez parlament. W podzielonym dokładnie pół na pół Senacie za każdą inicjatywą muszą opowiedzieć się wszyscy demokraci; nie może zabraknąć ani jednej szabli. O taką jednomyślność nie jest łatwo, co pokazała debata nad pakietem.
Języczkiem u wagi okazał się senator Joe Manchin z Wirginii Zachodniej, w której w listopadowych wyborach wygrał Trump. Manchin nie ukrywał, że nie podoba mu się pomysł podniesienia minimalnej stawki godzinowej w całych USA do 15 dol. I choć pomysł ostatecznie z przyczyn proceduralnych nie trafił do pakietu, Manchin wykorzystał wagę swojego głosu, by wymusić na kolegach z partii dalsze ustępstwa. W ten sposób zasiłki dla bezrobotnych skurczyły się o 100 dol. i będą wypłacane krócej. Niższe czeki trafią również do zamożniejszych Amerykanów (pełna kwota 1400 dol. jest wypłacana do wspomnianego limitu zarobków, później zaś stopniowo się kurczy).
Głosowanie nad pakietem pokazało również, że mimo deklaracji współpracy padających z ust przedstawicieli obu ugrupowań o ponadpartyjny kompromis będzie bardzo trudno. Ustawa przeszła głosami samych demokratów; nie poparł jej ani jeden republikanin. Konserwatywni senatorowie chcieli przyjąć pakiet o wartości jednej trzeciej propozycji Bidena. Demokraci uznali, że taka kwota nie wystarczy, by postawić nękaną przez pandemię gospodarkę na nogi.
Ostatecznie pakiet przyjęto za pomocą specjalnej ścieżki legislacyjnej, dzięki której ustawy można w Senacie przegłosowywać zwykłą większością głosów. Normalnie byłoby potrzebnych 60, ale przepaść między partiami pokazuje, że próg ten będzie trudno osiągnąć w przypadku innych inicjatyw, którymi ma się zająć Kongres, w tym reformy systemu imigracyjnego, zmian w prawie wyborczym i pakietu infrastrukturalnego. To oznacza kiepskie perspektywy dla Bidena: pakiet może być przez jakiś czas jego jedynym zwycięstwem legislacyjnym. ©℗