Reklama
Wartość przyjętej w sobotę tarczy antykryzysowej wynosi 900 mld dol. Demokraci optowali za wyższą kwotą, bliższą 2 bln dol. Prezydent elekt Joe Biden szedł jeszcze dalej i wspierał pakiet wartości 3 bln dol., który kontrolowana przez demokratów Izba Reprezentantów przegłosowała w maju, ale potem upadł w zdominowanym przez prawicę Senacie.
Uchwalona w sobotę pomoc przewiduje czeki warte 600–700 dol. na dowolny cel i 300 dol. tygodniowo na dodatkowe ubezpieczenie na wypadek bezrobocia. Ustawa zakłada również pomoc dla małych firm. Epidemiczna ustawa pomocowa ma zostać połączona z ustawą finansującą działanie rządu na rok finansowy 2021. Dzięki przyjęciu pakietu uda się uniknąć shutdownu, czyli zamknięcia części federalnej administracji. W minionych latach bywało to powodem destabilizacji państwa i kryzysu politycznego.
Kongres już dwukrotnie w grudniu dawał sobie dodatkowy czas na negocjacje w tej sprawie poprzez przegłosowywanie kilkudniowych prowizorycznych ustaw budżetowych zapewniających funkcjonowanie rządowych instytucji. Zgodnie z zawartym w sobotę wieczorem porozumieniem między przechodzącymi za miesiąc do opozycji republikanami a demokratami w pakiecie znajdą się wyczekiwane bezpośrednie transfery finansowe dla większości Amerykanów. W ciągu dwóch tygodni pierwsi obywatele USA powinni otrzymać środki. Wsparcie zostanie przyznane po wyjątkowo trudnej dla nich gospodarczo jesieni. Jak wynika z badań Uniwersytetu Chicagowskiego i Uniwersytetu Notre Dame, od czerwca do listopada prawie 8 mln Amerykanów wpadło w ubóstwo. Oprócz tego ponad 27 mln brakuje jedzenia, a ponad 13 mln nie spłaca na czas czynszu czy kredytu hipotecznego.
Te niepokojące statystyki ekonomiści wiążą z wyczerpaniem się pieniędzy z pomocy federalnej na czas epidemii uchwalonej przez Kongres w marcu. Przewidywała ona jednorazowe wypłaty 1200 dol. dla większości obywateli. Z badań wynika, że bezpośrednia pomoc finansowa ze strony państwa skuteczniej zapobiegała wzrostowi ubóstwa niż odmrażanie gospodarki, które wiązało się ze spadkiem bezrobocia. Zgodnie z założeniami pakietu pomoc w dobie rozszerzającej się pandemii COVID-19 ma obejmować także mające kłopoty małe firmy oraz szkoły.
Na powiększone czasowo zasiłki ponownie, tak jak wiosną, będą mogli liczyć bezrobotni. Dodatkowe pieniądze zostaną także przeznaczone na dystrybucję szczepionek. Z kolei 8 mld dol. trafi do linii autobusowych, a miliard do operatora pociągów pasażerskich Amtrak. Amerykańskie linie lotnicze, zgodnie z propozycją grupy parlamentarzystów, mogą liczyć na 17 mld dol. Środki te mają wystarczyć na przetrwanie firm przez cztery miesiące. W październiku American Airlines oraz United Airlines tymczasowo zwolniły ponad 32 tys. pracowników. Powrót tych osób do pracy uzależniły od rządowej pomocy.
Część demokratów obawiała się, że pod płaszczykiem wsparcia republikanie chcą pomóc wielkiemu kapitałowi. Wskazywali, że propozycja nie zapewnia Amerykanom odpowiedniej opieki zdrowotnej i żądali większych pieniędzy na bony, które najbiedniejsi mogą wymieniać na produkty w bankach żywności. Na Twitterze w USA popularnością cieszył się hashtag #NotDying4WallStreet (nie umrę za Wall Street). Republikanie odpowiadali, że z uwagi na tempo rozprzestrzeniania się koronawirusa konieczne jest przede wszystkim uspokojenie rynków finansowych. W czterech przegłosowanych w marcu pakietach Kongres rozdysponował prawie 3 bln dol., co łącznie stanowiło największy w historii bodziec finansowy dla amerykańskiej gospodarki o wartości 14 proc. PKB. Od wakacji trwały negocjacje nad kolejnym pakietem.
Wysyłanie czeków ludziom jest rozwiązaniem popularnym społecznie, ale według wyróżnionego Nagrodą Nobla z ekonomii Paula Krugmana nie wystarczy, by uchronić Amerykanów przed eskalacją kryzysu. – Bezrobotni otrzymują w USA średnio ok. 600 dol. zasiłku tygodniowo, tymczasem rządy państw europejskich postawiły na wsparcie dla firm, tworząc mechanizmy finansujące wynagrodzenia osób przymusowo urlopowanych, co ma zapobiec masowym zwolnieniom pracowników – tłumaczył Krugman, wskazując na odmienność filozofii wsparcia i sposobu myślenia o ekonomii w USA i w Europie.
Ekonomista wypowiedział się ostatnio kilkukrotnie w tej sprawie na łamach „New York Timesa”. Zdaniem noblisty wysoki poziom zadłużenia państw niekoniecznie musi być powodem do obaw, jeżeli w długim okresie zadłużenie będzie malało w stosunku do produktu krajowego brutto. Krugman podał przykład Wielkiej Brytanii, której zadłużenie po wojnie osiągnęło poziom 250 proc. PKB, by następnie spaść do 100 proc. na początku lat 60. i 50 proc. na początku lat 70. Jego zdaniem kryzys znacząco wpłynie na kulturę pracy i sposób prowadzenia biznesu, a także, mimo podejmowanych działań antykryzysowych, przyczyni się do wzrostu nierówności społecznych.