Donald Trump otwarcie deklaruje, że chce doprowadzić do upadku reżimu w Hawanie. – Trzeba będzie porozmawiać o Kubie – powiedział 3 stycznia, w dniu uprowadzenia prezydenta Wenezueli Nicolása Maduro. Sekretarz stanu Marco Rubio dodał wówczas, że na miejscu kubańskich władz „byłby zaniepokojony”. Pod koniec stycznia Trump ostrzegł, że wyspa powinna zawrzeć porozumienie ze Stanami Zjednoczonymi, „zanim będzie za późno”, bo „jest bliska upadku”.

Kuba odcięta od ropy. Czego chcą USA?

Trump dokręca śrubę, odcinając wyspę od dostaw ropy. Na początku stycznia USA zablokowały transport paliwa z Wenezueli, która przez lata była jej głównym dostawcą. Następnie Trump zagroził nałożeniem ceł na inne państwa eksportujące ropę do Hawany. W efekcie Meksyk również wstrzymał dostawy. Sama Kuba nie produkuje zaś wystarczającej ilości surowca, aby zaspokoić własne potrzeby.

Skutki są dotkliwe. Prezydent Miguel Díaz-Canel, polityczny następca dynastii Castro, porównuje sytuację do tzw. okresu specjalnego z lat 90., gdy po upadku ZSRR gospodarka pogrążyła się w głębokim kryzysie. Dziś przerwy w dostawach prądu sięgają 20 godzin na dobę, a w niektórych prowincjach dochodzi do całkowitych blackoutów.

Rząd wprowadził racjonowanie paliwa i skrócenie tygodnia pracy w przedsiębiorstwach państwowych do czterech dni. Odwołano zajęcia na uniwersytetach, przełożono wydarzenia sportowe i kulturalne. W poniedziałek władze ogłosiły, że kraj nie dysponuje już paliwem lotniczym dla linii obsługujących dalsze połączenia międzynarodowe. To uderzy w turystykę, która jest jednym z niewielu źródeł dewiz.

Presja Waszyngtonu wydaje się przynosić pierwsze efekty. Pod koniec ubiegłego tygodnia Díaz-Canel zadeklarował gotowość do dialogu „bez żadnych warunków wstępnych”. Nie wiadomo tylko, czy rozmowy do czegoś doprowadzą. Amerykanie mają żądać wolnych wyborów i uwolnienia więźniów politycznych. „To w praktyce oznaczałoby koniec reżimu” – uważa Christopher Sabatini z brytyjskiego think tanku Chatham House. „Waszyngton w istocie żąda od władzy podpisania własnego wyroku śmierci, i to w trakcie kryzysu humanitarnego” – napisał.

Kolejny test dla „doktryny Donroe”

Ofensywa jest w dużej mierze osobistym projektem Rubio, syna kubańskich imigrantów. Szef dyplomacji od lat prezentuje twarde stanowisko wobec komunistycznych władz i wspiera grupy prodemokratyczne, co przysparza mu poparcia wśród kubańskiej diaspory w USA. Trumpowi chodzi o przebudowę półkuli zachodniej w duchu „doktryny Donroe”. Jej istotą jest ograniczenie wpływów zewnętrznych mocarstw, przede wszystkim Rosji i Chin.

Trump stwierdził w ubiegłym tygodniu, że Kuba stanowi „nadzwyczajne zagrożenie” dla USA z powodu kontaktów z wrogimi państwami, w tym poprzez ich obecność wojskową i wywiadowczą. Kuba od dekad jest sojusznikiem Rosji i Chin w Ameryce Łacińskiej, a w ostatnich latach ta współpraca była wzmacniana. Według doniesień „The Wall Street Journal” w 2023 r. Chiny zawarły z Hawaną tajne porozumienie dotyczące utworzenia bazy wywiadu elektronicznego w Bejucal. Instalacja ta miałaby umożliwiać przechwytywanie komunikacji wojskowej, handlowej i cywilnej z południowo-wschodnich stanów USA.

Czy Pekin i Moskwa ruszą z pomocą Kubie?

Dlatego powodzenie amerykańskiej ofensywy byłoby poważnym ciosem dla globalnych ambicji Pekinu i Moskwy. Jak ocenił w swojej analizie Siergiej Suchankin z amerykańskiego Jamestown Foundation, pokazałoby, że Rosja i Chiny nie są w stanie skutecznie bronić sojuszników przed amerykańską presją. Jego zdaniem efekt domina mógłby objąć kolejne kraje regionu, takie jak Nikaragua. Nie oznacza to zarazem, że Chiny i Rosja ruszą Kubie z realną pomocą. Pekin i Moskwa są bardziej skupione na własnych strefach wpływu. „Nie sądzę, aby w przypadku próby zmiany reżimu w Hawanie zdecydowały się go bronić. Kuba leży w bezpośrednim sąsiedztwie USA. Psucie relacji z nimi wyłącznie w obronie Kuby byłoby nieopłacalne” – ocenił Sabatini.