Wraz z przemieszczaniem się fali wezbraniowej na północ stanem klęski żywiołowej zostały objęte pierwsze samorządy w województwie lubuskim. W sobotę zmieniono rozporządzenie Rady Ministrów, dodając do listy m.in. gminę Szprotawa oraz Żagań. Do Głogowa kulminacja fali wezbraniowej dotarła w niedzielę po południu, dziś ma się znaleźć w Nowej Soli, a w kolejnych dniach trafi m.in. do Szczecina. W niedzielę przed południem IMGW odnotowało przekroczenie stanu alarmowego na 28 stacjach hydrologicznych, a stanu ostrzegawczego – na 21. Tydzień wcześniej dotyczyło to odpowiednio 89 i 45 pkt.
Uszczelnianie wałów trwa zarówno na terenach przygotowujących się do kulminacji, jak i tych, gdzie największe zagrożenie już minęło. Przesiąki nadal pojawiały się m.in. we Wrocławiu.
– Nawet przy niższym poziomie wody w rzece Odrze, niż oczekiwano, doszło do przesiąków wałów, które mogły spowodować zalanie terenów położonych przy rzece i poniżej. Wynika to z tego, że woda długo przetrzymywana na międzywalu oddziałuje na wały i mogą one rozmoknąć – tłumaczy prof. Mirosław Wiatkowski, hydrolog z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Dodaje, że nawet gdy dochodziło do przesiąków, to wały były szybko zabezpieczane przez wojsko i ludzi workami z piaskiem.
Wrocław już w weekend odetchnął z ulgą, choć według IMGW dopiero dziś stan wody powinien być poniżej alarmowego. Prezydent miasta Jacek Sutryk stwierdził jednak, że „zasadnicze niebezpieczeństwo minęło”. Zachęcił więc do usuwania niepotrzebnych worków z piaskiem zabezpieczających restauracje czy kamienice i przekazania ich na północ i zachód kraju. Do sobotniego wieczora wysłano ich już 28 tys. (560 t).
– W ograniczeniu skutków powodzi pomogła nam pogoda. Gdyby we Wrocławiu, przed przejściem fali powodziowej i w trakcie, wystąpiły opady nawalne, to pojawiłyby się dodatkowe niekontrolowane dopływy z uszczelnionego miasta do rowów i cieków, przez co Odra przyjmowałyby dodatkową wodę – mówi prof. Wiatkowski. – W przyszłości aby być lepiej przygotowanym do takich zdarzeń na terenie miasta, konieczne są inwestycje w błękitno-zieloną infrastrukturę, w tym zbiorniki retencyjne, które zatrzymają wodę, dzięki czemu nie spłynie ona bezpośrednio do rzeki – dodaje profesor.
Odbudowa+
Na terenach dotkniętych powodzią rząd zapowiedział projekt Odbudowa+. „Wszystko zostanie nie tylko odbudowane, ale będzie lepsze i nowocześniejsze niż przed powodzią” – deklaruje premier. Według niedzielnych, wstępnych szacunków wojewody dolnośląskiego tylko w tym województwie straty wyniosły co najmniej 5,4 mld zł.
Z kolei minister edukacji Barbara Nowacka poinformowała, że na terenie objętym stanem klęski żywiołowej znajduje się ponad 3 tys. placówek (z czego 431 zostało zamkniętych), w których uczy się 412 tys. osób. Jest dla nich zaplanowany program zielonych szkół, w ramach których będą mogły spędzić wyjazd np. w centralnych ośrodkach sportu. Program koordynuje Fundacja Rozwoju Systemu Edukacji, włączyły się w niego zarówno miasta, jak i firmy prywatne. Na piątkowym spotkaniu z samorządowcami wiceminister edukacji Henryk Kiepura przedstawił też plany resortu w sprawie pomocy dla uczniów. Ministerstwo Edukacji pracuje nad dwoma rozporządzeniami, które umożliwią wypłacanie zasiłków celowych na ucznia w wysokości 1 tys. zł, a także dofinansowanie wyjazdów terapeutyczno-wakacyjnych w wysokości 1540 zł.
W piątek poinformował o powołaniu Marcina Kierwińskiego (PO) na pełnomocnika rządu ds. odbudowy obszarów dotkniętych powodzią. Według dr Jowanki Jakubek-Lalik z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego powołanie pełnomocnika jest dobrym rozwiązaniem. – Potrzebujemy długofalowego planu odbudowy zniszczonych miejscowości czy zakładów użyteczności publicznej, a nie tylko pomocy doraźnej – mówi. – Jest to działanie wielosektorowe, potrzeba więc sprawnej koordynacji między różnymi resortami. Realizacja tego zadania będzie najważniejszym testem skuteczności administracji publicznej, zarówno rządowej, jak i samorządowej – dodaje doktor.
Unijne pieniądze na odbudowę
Ursula von der Leyen zapowiedziała we Wrocławiu uruchomienie pomocy dla terenów dotkniętych powodziami z dwóch źródeł – Funduszu Solidarności oraz Funduszu Spójności. W tym drugim przypadku nie tylko Polska, lecz także m.in. Czechy, Austria, Słowacja czy Rumunia będą mogły skorzystać ze znacznie szybszej możliwości wykorzystania unijnych pieniędzy przeznaczonych na spójność. W zwykłej procedurze inwestycje podlegałyby refinansowaniu, tzn. że otrzymalibyśmy dopiero zwrot za ich realizację. W dodatku niepełny zwrot, ponieważ inwestycja maksymalnie w 85 proc. musiałaby być finansowana przez UE, a w pozostałych przez państwo. Zgodnie z ogłoszeniem szefowej KE 10 mld euro dla wszystkich państw, z tego 5 mld euro tylko dla Polski, nie będzie podlegało wspomnianym regułom. Dzięki temu nawet 100 proc. inwestycji będzie mogło zostać sfinansowanych z pieniędzy unijnych i nie będą one musiały być prefinansowane przez państwo. Wypłata pierwszych pieniędzy z tej puli to, jak przekonują urzędnicy z Brukseli, kwestia tygodni.
Nieco inaczej wygląda użycie środków z Funduszu Solidarności, czyli głównego instrumentu do wspierania regionów objętych klęskami żywiołowymi lub humanitarnymi. Powstał on w następstwie powodzi w Europie Środkowo-Wschodniej w 2002 r. To jednak znacznie mniejsze sumy – początkowo zapewniono w funduszu na lata 2021–2027 jedynie 1,2 mld euro, ale w wyniku rewizji obowiązującej dziś siedmiolatki zwiększono go łącznie do 2,7 mld euro. Ponadto zasady wypłacania tych pieniędzy są znacznie bardziej długotrwałe niż szybkie transfery ze środków na spójność. W przypadku Funduszu Solidarności to państwo wnioskuje o konkretną kwotę do Komisji Europejskiej, która opiniuje wniosek i przekazuje go do Rady (ministrów państw członkowskich) oraz Parlamentu Europejskiego. Łącznie proces opiniowania przez kolejne instytucje może zająć nawet kilka miesięcy. Jedynym rozwiązaniem umożliwiającym szybki transfer do potrzebującego kraju jest zasada pozwalająca przyznać po pozytywnej opinii Brukseli 25 proc. wnioskowanej kwoty, jednak nie więcej niż 100 mln euro.
Nie wiadomo, czy rząd zdecyduje się na użycie części pieniędzy z Krajowego Planu Odbudowy. Szefowa resortu funduszy Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz zapowiedziała w minionych dniach przekierowanie 1,5 mld zł z funduszy europejskich na remont domów jednorodzinnych, naprawę infrastruktury energetycznej i sieci wodno-kanalizacyjnych w gminach dotkniętych przez katastrofę, ale nie wskazała, o jakie fundusze chodzi. Oficjalnie na razie nie pojawiły się zapowiedzi użycia pieniędzy z KPO. Eksperci są również podzieleni w tej kwestii i nie ma jednoznacznej wykładni, czy w prosty sposób można transferować pieniądze z KPO na odbudowę po powodzi. Obecnie bowiem cele i kamienie milowe musiałyby się pokrywać w pewnym sensie z celami inwestycyjnymi na terenach dotkniętych katastrofą. W innym przypadku potrzebna byłaby prawdopodobnie nowelizacja samego KPO.
Zlecone zarządzanie kryzysowe
Wcześniej do zarządzania kryzysowego na terenach najbardziej dotkniętych powodzią MSWiA powołało specjalnych koordynatorów. W pierwszej kolejności dotyczyło to Stronia Śląskiego i Lądka-Zdroju, a następnie – Głuchołazów i Lewina Brzeskiego. Zostali nimi komendanci Państwowej Straży Pożarnej.
– W tej decyzji chodzi o większe wsparcie dla samorządu. Dotyczy to zarządzania kryzysowego, usuwania skutków powodzi. Potrzeba tutaj wzmocnienia pozycji, jeszcze lepszej koordynacji – mówił szef MSWiA podczas piątkowego sztabu kryzysowego.
Służb, których pracę trzeba skoordynować po ustąpieniu wody, jest wiele – od geodetów, inspektorów inspekcji sanitarnej przez inżynierów sprawdzających stan budynków, policję czy straż miejską, aż po organizacje pozarządowe oferujące pomoc humanitarną. ©℗