Teoretycznie dziś możemy poznać nazwiska osób, które będą zajmować czołowe stanowiska w Unii Europejskiej przez kolejne pięć lat.
Nie tyle nawet poznać, ile otrzymać potwierdzenie, że państwa członkowskie zaakceptowały podział wynikający z powyborczego układu sił. Po rozpoczynającym się dziś nieformalnym szczycie powinniśmy wiedzieć, kto pokieruje Komisją Europejską, Parlamentem Europejskim, Radą oraz unijną dyplomacją. I bardzo dużym zaskoczeniem byłoby, gdyby Polsce przypadła w ramach tej układanki jakakolwiek z ww. funkcji. Choć Donald Tusk zrobił właściwie wszystko, co mógł, a dodatkowo dostał kilka bonusowych kart od losu, żeby wywindować swoją pozycję negocjacyjną wysoko.
Po pierwsze, w dobie złej passy centrowych partii w UE wygrał wybory w kraju i dowiózł Europejskiej Partii Ludowej drugą największą reprezentację na X kadencję. Po drugie, osiągnął najlepszy wynik spośród szefów największych państw w UE. Jedyną partią spośród rządzących w państwach członkowskich oprócz PO, która wygrała wybory, są Bracia Włosi pod wodzą premier Giorgi Meloni. Po trzecie – i tu dochodzimy do kart bonusowych – najwięksi teoretycznie unijni gracze (mowa o Emmanuelu Macronie i Olafie Scholzu) wychodzą z wyborów politycznie zdewastowani. Po czwarte, w tym zestawieniu tylko Tusk ma doświadczenie prowadzenia podobnych negocjacji, kiedy sam pięć lat temu przekazywał przewodniczenie w Radzie Europejskiej Charlesowi Michelowi.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.