Europejska polityka ekologiczna wchodzi do Polski od strony, której mało kto się spodziewał. Jej założenia dotkną nas wszystkich, a dotyczyć będą wody dostarczanej do naszych domów. I choć brzmi to ładnie i zachęcająco, to za dostosowanie się do nowych przepisów Polska zapłaci grube miliardy złotych, a część opłat z pewnością przerzucona zostanie na mieszkańców. Przepisy jeszcze w tym roku.

Idea proponowanej unijnej reformy wodnej jest szczytna i wydaje się nieść za sobą same korzyści, bowiem Bruksela postanowiła pochylić się nad jakością dostarczanej do naszych domów wody pitnej i zrobić wszystko, by jak najmniejsze były jej straty.

Rewolucja w wodzie pitnej. Chcą ograniczyć straty

Unijna dyrektywa dotycząca wody pitnej nie jest nowa, bowiem powstała w 2020 r., jednak przez ostatnie lata Polska zbytnio się nią nie przejmowała. Dopiero gdy pod koniec 2023 r. pojawiły się ze strony Brukseli groźby, że brak konkretnych działań spowoduje, iż Polska może być pozwana do TSUE, w Ministerstwie Infrastruktury zabrano się do szybszej pracy. I powstały założenia przepisów, o których już niedługo zrobi się głośno.

Pomysł uregulowania problemów z dostarczaną do domów wodą wziął się między innymi stąd, że zanim dotrze ona do każdego z nas, dochodzi do wielkich strat i wycieków. Cyfry rzeczywiście pokazują, że nie jest kolorowo.

-Jak wynika z raportu Europejskiej Federacji Krajowych Stowarzyszeń Usług Wodnych jedna czwarta całej wody pitnej w UE nigdy nie dociera do konsumentów. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego straty wody w Polsce w 2022 r. wyniosły ponad 300 mln m³ , a ich udział w łącznej ilości wody dostarczonej wyniósł 15,6 proc – mówi Gazecie Prawnej Przemysław Koperski, wiceminister infrastruktury.

I aby temu zapobiec, konieczne jest zainwestowanie potężnych pieniędzy w modernizację sieci i stały monitoring wycieków. A na tym wydatki się nie skończą.

Dziesiątki miliardów na wodę pitną. Kto zapłaci?

Unijne przepisy chcą uszczelnić nie tylko system dostarczania wody do domów, ale też zaostrzają normy dopuszczalnych zanieczyszczeń. To zaś wymagać będzie kolejnych inwestycji.

- Monitorowane będą substancje zaburzające funkcjonowanie układu hormonalnego, produkty lecznicze i mikroplastik znajdujące się na liście obserwacyjnej – mówi wiceminister Koperski.

To zaś, jak alarmują organizacje zrzeszające samorządy, które odpowiadają za większość dostarczanej do naszych domów wody, wymagać będzie kolejnych, wielkich inwestycji w infrastrukturę. Z tym zaś w wielu przypadkach może być problem, bowiem przedsiębiorstwa wodno-kanalizacyjne borykają się z pożyczkami i kredytami, zaciąganymi na potrzeby wcześniejszych modernizacji oczyszczalni, czy stacji uzdatniania wody. I jeśli zmusi się je do kolejnych, milionowych inwestycji, niezbędne będzie przerzucenie części opłat na odbiorców wody.

W Ministerstwie Infrastruktury, które pracuje obecnie nad implementowaniem unijnej dyrektywy, wyliczono, że cały program dostosowania polskich sieci do unijnych wymogów kosztować będzie 44 mld. zł, z czego nakłady na sieć dystrybucji wody wyniosą blisko 24 mld. zł.

- Planowany termin wejścia w życie przepisów implementujących dyrektywę, czyli przepisów projektu nowelizacji ustawy o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i zbiorowym odprowadzaniu ścieków oraz niektórych innych ustaw, to III lub IV kwartał 2024 r. Pełne wdrożenie dyrektywy nastąpi wraz z wejściem w życie aktów wykonawczych do tej ustawy – mówi wiceminister Koperski.