To było do przewidzenia - wysłuchanie publiczne na temat czterech projektów liberalizujących prawo do aborcji doprowadziło do przepychanek i awantur w Sejmie. Padło wiele argumentów obraźliwych i pogróżek pod adresem koalicji rządzącej, lekarzy i zwolenników prawa do przerywania ciąży. Organizatorzy debaty jednak nie żałują. - Wysłuchanie publiczne to ważny element stanowienia prawa i udziału obywateli w tym procesie - podkreśla wicemarszałkini Sejmu Monika Wielichowska z KO.
Wysłuchanie rozpoczęło się po godz. 10:00 i na początku było sennie. Sejmowa Sala Kolumnowa wypełniła się ledwie w jednej trzeciej, a głos zabrali przedstawiciele organizacji pozarządowych - i tych liberalnych, które walczą o prawa kobiet, i tych konserwatywnych, żądających odrzucenia wszystkich czterech propozycji (dwie z nich, KO i Lewicy zakładają legalną aborcję do 12 tygodnia, Trzecia Droga chce powrotu do tzw. kompromisu aborcyjnego; Lewica złożyła też projekt, który zmierza do zniesienia karania za pomoc w aborcji).
Padały znane już argumenty - z jednej strony o tym, że aborcja jest zabójstwem, z drugiej - że to prawo człowieka, za którym opowiadają się: UE, Rada Europa i WHO). Jak zwykle w tego typu dyskusjach pojawiały się również półprawdy lub zwykłe bzdury o “zespole poaborcyjnym”, czy rozwiązłości seksualnej, do której ma prowadzić antykoncepcja.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.