Zamieszanie wokół sobotniego wystąpienia ministra Marcina Kierwińskiego to dopiero początek kłopotów, jakie czekać mogą tego polityka. W ocenie specjalisty, nawet przedstawienie przez niego twardych dowodów niewiele zmieni. Ludzie już wiedzą swoje. - Argument „swojego chłopa” już raczej nie działa – mówi Gazecie Prawnej dr Mirosław Oczkoś, ekspert do spraw wizerunku i ocenia, co teraz może zrobić minister spraw wewnętrznych.

Wokół ministra Marcina Kierwińskiego rozpętała się prawdziwa burza, a wszystko rozpoczęło sobotnie pojawienie się polityka na centralnych obchodach Dnia Strażaka.

Kolejne kłopoty Ministra Kierwińskiego

Słuchając przemówienia szefa polskich policjantów i strażaków, zwrócono uwagę na dziwny sposób, w jaki minister formułował swe myśli. Niewyraźne mowa i przeciąganie końcówek słów spowodowały, że po Polsce lotem błyskawicy zaczęła rozprzestrzeniać się wersja, iż polityk był, delikatnie mówiąc, niedysponowany. Nie na wiele zdały się nieco późniejsze występy ministra Kierwińskiego przed kamerami i trwające od dwóch dni zaprzeczenia, iż nie był pod wpływem alkoholu. Sensacyjnej wersji nie zahamowało nawet przedstawienie przez polityka negatywnego wyniku badań alkomatem oraz poniedziałkowe tłumaczenia na antenie Radia Zet.

- Był jakiś problem z nagłośnieniem i straszny pogłos. Proszę zwrócić uwagę, że mówiący po mnie Waldemar Pawlak zatykał ucho od strony, gdzie było nagłośnienie, bo sam mówił o tym, że ten pogłos był nie do zniesienia – tłumaczył Marcin Kierwiński.

W ocenie eksperta od spraw wizerunku, mleko się już rozlało, a minister Kierwiński znalazł się w bardzo trudnej sytuacji.

- W Polsce obowiązuje ten stereotyp, że jak ktoś niewyraźnie mówi, to musi być na bani, po wprowadzeniu czegoś. A drugi stereotyp, który się przewija bardzo często, tu uproszczone wnioskowanie. Teraz jest duży kłopot, żeby z tego wyjść. Bo z jednej strony, załóżmy, że był „czysty”, to jak teraz ma to udowodnić? A z drugiej strony, jakby był pod wpływem, to zaraz by powiedziano, że robił wszystko, aby się wybronić, bo był na bani. I to jest tak zwana pętla PR-owa, bo gdyby niczego nie zrobił, to by potwierdził, a jak się tłumaczy, to potwierdza jeszcze bardziej – ocenia w rozmowie z Gazetą Prawną dr Mirosław Oczkoś, ekspert do spraw marketingu politycznego.

Marcin Kierwiński ma problem, by ludzie uwierzyli

I choć wydawać by się mogło, że jeszcze niedawno w Polsce podobne wpadki polityków, które wiązano ze spożywaniem alkoholu, wiele im nie szkodziły, teraz sytuacja nieco się zmieniła.

- Argument „swojego chłopa” już raczej nie działa. Jest młode pokolenie i czasy Jelcyna dawno minęły, ale też i Kwaśniewskiego. Wtedy też media inaczej postępowały, bo nie nagłaśniały tego, ale teraz, w dobie mediów społecznościowych nie można o tym nie mówić. I nawet gdy wszystko wskazuje na to, że był „czysty”, to teraz trudno jest wybrnąć z tego, że nie jest się wielbłądem dwugarbnym. Oczywiście, że teraz takie wypadki politycznie mogą zaszkodzić – mówi Mirosław Oczkoś.

Marcin Kierwiński nie zamierza jednak odpuścić. Wobec wszystkich tych, którzy otwarcie twierdzili, że był on pod wpływem alkoholu, zapowiedział wyciągnięcie prawnych konsekwencji. Zapewnia też, że tego typu oskarżenia to całkowita bzdura.

- Ci, którzy mnie znają wiedzą, że ja bardzo mało w ogóle piję i jestem człowiekiem bardzo, bardzo w tego typu sprawach ostrożnym i wyważonym – przekonywał na antenie Radia Zet minister Kierwiński