Zielony Ład był i jest traktowany jako koło zamachowe europejskiej gospodarki – mówi Bartłomiej Balcerzyk, szef Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce.

Niektórzy spodziewali się, że przewodnicząca von der Leyen zasygnalizuje opóźnienie tempa wdrażania zielonej transformacji, tymczasem mamy zapowiedź nowych projektów finansowania np. OZE – UE utrzyma wszystkie klimatyczne cele?

To wystąpienie było specyficzne, bo podsumowywało kadencję przewodniczącej, ale i było zarysowaniem wyzwań, wśród których niezmiernie ważnym jest przeciwdziałanie zmianom klimatycznym. Nie widzę w tym przemówieniu elementów, które sugerowałyby wspomniane spowolnienie. Zielony Ład był i jest traktowany jako koło zamachowe europejskiej gospodarki wraz z rozwojem nowych technologii i przedsiębiorczości.

Drugim z takich kół ma być powrót produkcji przemysłowej do UE, co miało być finansowane z nowego instrumentu europejskiej suwerenności – przewodnicząca KE nie wspomniała jednak o nowych środkach na rzecz przemysłu?

Przemówienie miało charakter bardziej globalnego spojrzenia na wyzwania i kierunki rozwoju, stąd pewnie nie pojawiły się konkretne propozycje finansowe. Natomiast w kontekście przemysłu warto zwrócić uwagę na kwestie konkurencyjności i relacji z partnerami międzynarodowymi. KE popiera Europę otwartą, konkurencyjną, ale na podstawie uczciwych zasad. Stąd wyraźne zwrócenie się w kierunku Chin, wobec których UE rozpocznie dochodzenie w sprawie subsydiowania produkcji samochodów elektrycznych. Celem jest ochrona przemysłu europejskiego.

To postępowanie wobec Chin jest jednorazowym działaniem czy można się spodziewać podobnych dochodzeń w przyszłości? UE wydaje się iść ramię w ramię z USA.

Wydaje mi się, że to nie będzie jednorazowa akcja, tylko początek zwrócenia uwagi na rzeczywisty problem. Jeśli KE zidentyfikuje podobne problemy w innych sektorach, wówczas nie wykluczamy podobnych postępowań. Jeśli natomiast chodzi o podejście do polityki chińskiej, to nie jest ono tożsame z podejściem administracji amerykańskiej, ale nie da się ukryć, że przesunęliśmy się bardziej w kierunku Waszyngtonu, niż miało to miejsce dotychczas w relacjach z Pekinem. Przewodnicząca użyła kilkukrotnie takiego sformułowania, że chodzi nam o zmniejszanie ryzyka, a nie ucinanie współpracy z Chinami, i takie podejście będzie kontynuowane.

A będzie kontynuowane dotychczasowe wsparcie Ukrainy? Nie usłyszeliśmy za dużo konkretów w tej sprawie. Można odnieść wrażenie, że zapał do pomocy Ukrainie słabnie w państwach członkowskich.

Naturalne jest, że państwa bardziej oddalone od Ukrainy patrzą na wojnę w nieco inny sposób. UE i jej instytucje utrzymują solidarność europejską i musimy w tej sprawie działać razem. Nie pojawiło się zbyt dużo konkretów, bo one już zostały ujęte w ramy prawne – pomoc finansowa do Ukrainy płynie, wsparcie administracyjne, ale i militarne również, stąd nie było potrzeby dodatkowego wymieniania tych wszystkich pakietów pomocowych. Jeśli natomiast chodzi o proces rozszerzenia, to jemu towarzyszy również dyskusja nie tylko o przyszłości państw kandydujących, lecz także o przyszłości całej Unii – na ile będzie można sterować tak dużą organizacją co najmniej 30 państw.

Jak ten proces będzie postępował do końca bieżącej kadencji Ursuli von der Leyen? Możemy się spodziewać jego spowolnienia czy tempo np. ukraińskiego akcesu zostanie utrzymane?

Nie usłyszałem niczego, co by sugerowało, że następuje spowolnienie. Wiele będzie zależało od postawy Ukraińców, ale UE była zaangażowana w Ukrainie już przed wojną, mieliśmy tam trzecią pod względem wielkości delegaturę Unii na świecie. Te programy już były wdrażane, zanim został złożony wniosek o członkostwo, więc szlaki zostały przetarte, a zbliżenie Ukrainy do Unii będzie nadal postępować.

Proces rozszerzenia już pokazał kilka newralgicznych obszarów UE i pojawiają się głosy o konieczności reform instytucji, podstawowych polityk, a może nawet zmian traktatów – te dyskusje zostaną zainicjowane jeszcze w obecnej kadencji?

W orędziu nie było mowy o wielkich formalnych działaniach zmierzających do reform traktatowych, ja nie zakładam takich działań w obecnej kadencji. Natomiast pytanie, które pojawia się w dyskusjach, w tym dyskusjach wewnętrznych o to, jak będzie wyglądała Unia po akcesji Ukrainy, jest ciągle w mocy. Komisja zobowiązała się przejrzeć różne obszary swojej działalności w kontekście funkcjonowania powiększonej Unii i przedstawić wynik tych prac.

Jednym z takich obszarów jest rolnictwo – czy propozycja konsultacji ze środowiskami rolników to odpowiedź na kryzys wokół ukraińskiego zboża, czy element jakieś szerszej strategii Komisji?

To jest pomysł niezależny od ukraińskiej akcesji, choć na pewno w toku dyskusji ten temat się pojawi. To pomysł niezależny, bo dotyczy znacznie szerszego zjawiska – Komisja chce stawiać na dialog z różnymi środowiskami i partnerami przy wypracowywaniu swoich strategii, żeby uniknąć nieporozumień w trakcie prac legislacyjnych. Propozycje konsultacji dotyczą zresztą większej liczby środowisk, bo także przedsiębiorców czy strony społecznej, ale oczywiście sprawa Ukrainy będzie zajmowała w takich dyskusjach istotne miejsce.

Elementem takich sektorowych dyskusji jest też raport o stanie praworządności, który będzie mógł teraz obejmować także państwa aspirujące do UE, ale miałem wrażenie, że słowa o konieczności przestrzegania wspólnych wartości były skierowane raczej do starych członków UE, w tym do Polski.

To jest sygnał do nowych państw, które aspirują do UE, to rodzaj wyciągnięcia ręki i zasygnalizowania, że chcemy współpracować. Z drugiej strony to pokazanie jasno tego, czym jest UE i jakich wartości należy przestrzegać, bo raporty zawierają też rekomendacje. Jeśli chodzi o sytuację w Polsce, to mam wrażenie, że wszystko zostało już powiedziane. Jeśli chodzi o KPO, to karty leżą na stole, dlatego nie było bezpośredniego odniesienia podczas orędzia do Polski, choć oczywiście te słowa były skierowane do wszystkich członków UE, którzy naruszają zasady praworządności.

Drugim z takich punktów zapalnych na linii Bruksela– –Warszawa wydaje się migracja – KE śledzi kwestię polskiego referendum? Jest to jakoś uwzględniane w pracach nad reformą polityki migracyjnej i czy ostatecznie koniec tego roku to aktualna data na przyjęcie paktu o migracji i azylu?

Ta data nadal jest w mocy, a migracja pozostanie jednym z priorytetów. KE bardzo dobrze orientuje się w sytuacji politycznej w Polsce i śledzi tę dyskusję. Referendum nie wpłynie na kalendarium prac nad paktem, ale oczywiście regularnie jako przedstawicielstwo informujemy o konsekwencjach, o nastawieniu rządu, o reakcjach społecznych, więc ta dyskusja jest brana pod uwagę podczas prac, choć warto zaznaczyć, że toczą się one w wielu aspektach i na wielu płaszczyznach, a nie tylko pod kątem mechanizmów relokacji i przyjmowania migrantów. ©℗

Rozmawiał Mateusz Roszak