W sieci na temat śmierci ośmioletniego chłopca wszystko już zostało powiedziane, ujawnione. I osądzone. Ludzie wymieniają się danymi osobowymi, adresami, zdjęciami nie tylko ojczyma Kamila, jego „matki”, ale też ciotki, wujka. Samozwańczy szeryfowie rzucają, co należy uczynić, by winnych nie ominęła kara. A ta musi być dotkliwa.

W sieci są też dane dyrektorki szkoły, do której chodziło dziecko, wychowawczyni. Są namiary na pracowników socjalnych, na sędziów sądu rodzinnego, którzy mieli na wokandzie sprawę rodziny chłopca.

Trwa też dyskusja o biologicznym ojcu. Czy na pewno jest tak kryształową postacią, za jaką teraz chce uchodzić. Bo w końcu, z jakichś powodów, dziecko nie było przy nim, tylko przy matce.

Tymczasem dziś pewników nie ma za wiele. Wiemy, że zmarło dziecko, do czego przyczynili się jego bliscy. Ci, którzy mieli mu dać poczucie bezpieczeństwa, a zamiast tego katowali. Reszta jest w sferze domysłów. Bardzo ryzykownych. I jeśli będziemy dalej krajem szeryfów, a nie społeczeństwem, które potrafi uderzyć się w pierś i powiedzieć „zawiedliśmy”, to nasza żądza krwi i odwetu będzie wybuchała od tragedii do tragedii.

Tragedie polskich dzieci

Gehenna tego dziecka trwała od urodzenia, choć opiekunowie w mediach społecznościowych pokazywali się jako kochająca rodzina. Rodzina, która była pod kontrolą MOPR, miała kuratora, asystenta rodziny. Dziecko było nawet czasowo w pieczy zastępczej ze względu na problemy matki, jednak decyzją sądu dom dostał drugą szansę. Dziecko trafiło do szpitala z ciężkimi obrażeniami głowy i mimo że lekarze walczyli o jego życie, zmarło.

To historia trzyletniej Zuzi. Zmarła dwa lata temu. Jeszcze niemal dwa lata wcześniej zmarła dziewięciomiesięczna Blanka. W sprawie jej „mamy” w marcu tego roku zapadł wyrok – 25 lat więzienia za zabójstwo. W tle każdej z tych tragedii jest pytanie: czy można było jej uniknąć?

Kamil

Wróćmy do Kamila. „Sądy badają dokumenty, które spływają z różnych instytucji. MOPS zawiadomił, szkoła też zawiadomiła, ale zanim system, machina ruszyła, zabrakło kogoś, kto by pojechał i sprawdził, zapytał dziecko” – to komentarz Mikołaja Pawlaka, RPD.

Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro polecił zmianę oceny zarzucanego sprawcy czynu, z usiłowania zabójstwa na zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem. Przekonywał, że „za tak bestialską zbrodnię na bezbronnym dziecku powinna zapaść najsurowsza kara. Niestety, w Polsce mamy tylko dożywocie”.

Premier Mateusz Morawiecki zastrzegał, że nie chce, aby tragedia nabrała charakteru politycznego. „Nie chcę, by była pretekstem do przerzucania się odpowiedzialnością. Ale państwo musi robić wszystko, co możliwe, by nie dopuścić do takich tragedii w przyszłości. Wydałem już odpowiednie polecenia ministrom Maląg i Czarnkowi” – pisał na TT.

Ten ostatni zareagował szybko, przypominając premierowi, że kuratorium miesiąc temu, kiedy sprawa wyszła na jaw, przeprowadziło kontrolę doraźną, z której wynika, że szkoła zachowała się w porządku – na wszystkie przejawy patologiczne reagowała, informowała służby miejskie opieki społecznej. Zdaniem ministra Czarnka nie ma potrzeby szkoleń dla nauczycieli, by byli czujniejsi.

Co może zrobić państwo?

Premier we wpisie na TT napisał: „Państwo musi robić wszystko, by nie dopuścić do takich tragedii w przyszłości”. I chociaż pozostali cytowani wyżej zafiksowali się albo na surowości kary, albo na uznaniu, że system pomocy istnieje, to jednak znów wrażenie jest mylne. Otóż, drodzy politycy, system nie zadziałał, bo dziecko zmarło. I można powtarzać, że szkoła informowała, że ośrodek pomocy miał na uwadze. Ale jak długo będziemy się oszukiwać?

Panie premierze, jeśli mówi pan o potrzebie działań ponad politycznymi podziałami, to jest rozwiązanie w zasięgu ręki. Gotowa ustawa, która najpierw miała być inicjatywą ustawodawczą Prezydenta RP, ale utknęła w martwym (jakże to dziś wymowne) punkcie. Ustawa, która zakłada analizę przyczyn śmierci dziecka z punktu widzenia funkcjonowania całego otoczenia ofiary. Czyli obiegu informacji, tempa reakcji, składanych wniosków i egzekwowania ich realizacji. Ze strony szkoły, MOPS, policji, sądu, opieki medycznej. Nie z perspektywy akt w procesie karnym, nie wyrywkowo poszczególnych jego elementów. Rzecznik praw dziecka komentował, że system jest, tylko ludzie są ślepi. Otóż taka analiza, na podstawie której wyciągałoby się wnioski, uszczelniało przepisy, zmieniało procedury, byłaby remedium na ich ślepotę. ©℗