Reklama
W minionym tygodniu pojawiły się doniesienia np. o nauczycielach czy policjantach – a więc kluczowych grupach zawodowych dla każdej władzy – którzy przy pierwszych tegorocznych wypłatach stracili nawet po kilkaset złotych. Rząd twierdzi, że to kwestia rozliczeń podatkowych i że nawet jeśli ktoś teraz dostał mniej, to w ciągu kilku tygodni uzyska „wyrównanie” na mocy przygotowanego w MF rozporządzenia korygującego. Niemniej wrażenie chaosu pozostaje. Wielu podatników w nowym roku dowiedziało się o czymś takim jak PIT-2 (co wystarczy sprawdzić w trendach wyszukiwań Google). Część z nich rozważa, czy nie lepiej „uciec” od ulgi dla klasy średniej (jeśli przekroczą próg, będą musieli zwracać nienależne odliczenie). Już nie tylko w opozycji, ale w samym obozie władzy słychać opinie, że być może cały ten Polski Ład, zamiast łatać bez końca, lepiej przepisać na nowo.
Zapewnienia PiS, że większość na reformie zyska lub przynajmniej nie straci, mogą się okazać za mało chwytliwe na tle pojawiających się informacji o jej praktycznych negatywnych skutkach. I to nawet jeśli przykłady te dotyczą mniejszości społeczeństwa lub mają charakter tymczasowy. W dzisiejszych czasach nie zawsze liczy się liczebność, lecz to, kto najgłośniej krzyczy.
I PiS doskonale o tym wie. Z naszych rozmów z przedstawicielami obozu władzy wyłania się dominujący pogląd, że kwestia ładu została komunikacyjnie przegrana. Wejście w życie reformy przypomina trochę premierę „Cyberpunka” – długo oczekiwanej gry, która początkowo była niegrywalna z uwagi na liczbę błędów. Ekonomiści dodają, że zamiast uproszczenia systemu, mamy zastąpienie jednego potwora Frankensteina drugim. Co więcej, w dobie tak wysokiej inflacji Polski Ład dla większości obywateli okaże się co najwyżej formą częściowej rekompensaty strat, a nie realnym zyskiem. Natomiast ci, którzy na reformie mieli stracić, stracą jeszcze więcej.
Stawka jest wysoka, bo premierostwo Mateusza Morawieckiego w dużej mierze zasadza się na Polskim Ładzie. Słaby start reformy chwieje jego pozycją, ale na razie na wymianę raczej się nie zanosi. Błędy w Ładzie są korygowane na bieżąco, a poza tym gryzłoby się to z wypowiedziami Jarosława Kaczyńskiego, że Polski Ład „nie miał szczęścia”, a wymiana premiera to „szalony pomysł”. Bardziej prawdopodobny jest jakiś manewr PiS wobec ziobrystów, bo to oni mocno biją w Polski Ład. Widzi to zresztą Kaczyński, który w wywiadzie dla „Sieci” twierdzi, że atak na Ład „wyszedł także z wewnątrz”. Radio Zet donosi, że Solidarna Polska może być wyrzucona z koalicji, a część jej posłów skaptowana przez PiS. To miałoby wyciszyć koalicyjne spory o Ład, a także utorować drogę do porozumienia z Komisją Europejską, choćby w sprawie odblokowania Funduszu Odbudowy dla Polski. Sami ziobryści nie wierzą w ten scenariusz. Ich zdaniem konsekwencją ich wyrzucenia ze Zjednoczonej Prawicy byłby nowy klub w Sejmie (Solidarna Polska to 19 szabel), zmiana marszałka i rządy mniejszościowe. – A utrata większości, aby skapitulować przed Berlinem i Brukselą, dla prawicowego wyborcy będzie kompromitacją – odgraża się jeden z ziobrystów.
W sondażach nie widać, by Polski Ład dał jakiś bonus dla PiS. Według serwisu eWybory.eu partia zakończyła ubiegły rok ze średnim wynikiem sondażowym na poziomie 33 proc. Ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego wchodzi w 2022 r. z bardzo niebezpiecznym dla siebie bagażem – podatkowym zamieszaniem, wysoką inflacją, pełzającą piątą falą pandemii czy aferą wokół systemu inwigilacji Pegasus. Z jednej strony może to przekreślić szanse PiS na historyczną, trzecią kadencję i dać dodatkowe paliwo opozycji. Z drugiej – aktualna sytuacja w kraju coraz bardziej uprawdopodabnia tezę, że wcześniejsze wybory, np. wiosną, nikomu nie byłyby na rękę – ani PiS, który traci szansę na samodzielną większość, ani opozycji, której lider Donald Tusk już zasugerował, że nie ma sprzyjających warunków do przejmowania władzy w 2022 r.