Reklama
Polski rząd ma wykonać pierwszy formalny krok w kierunku reformy systemu handlu emisjami (w skrócie ETS), który – będąc podatnym na spekulacje rynkowe – przyczynia się do wzrostu kosztów wytworzenia energii. Premier Mateusz Morawiecki na rozpoczynającym się dzisiaj szczycie Unii Europejskiej zamierza wyjść z propozycją reformy systemu. Chodzi przede wszystkim o odcięcie dostępu do ETS instytucjom finansowym, o czym mówił w tym tygodniu sam Morawiecki.
– Dzisiaj mamy do czynienia z narastającym zjawiskiem spekulacji na tym rynku. Banki, fundusze inwestycyjne, emerytalne, powiernicze, różni gracze rynku finansowego mogą wejść na ten rynek i zakupić uprawnienia do emisji. Pojawiają się nowi gracze z gigantycznymi portfelami i wpuszczają ogromny strumień pieniędzy do tego systemu, i cena uprawnień rośnie – opisywał szef rządu.
Polska już wcześniej położyła na stole pakiet pomysłów, które uszczegóławiają propozycje reformy ETS. To m.in. wprowadzenie limitu transakcyjnego uprawnień do emisji lub podatku od transakcji dla podmiotów finansowych albo ograniczenie dostępu do rynku ETS dla emitentów. Alternatywa to wyłączenie dostępu do aukcji dla niektórych instytucji finansowych w I kw. każdego roku. Na stole leży też wprowadzenie maksymalnej kwoty oferty na aukcjach uprawnień czy objęcie tymczasową ochroną konkretnych instalacji ETS, które mogą mieć znaczący wpływ na ubóstwo energetyczne (np. elektrociepłownie). To pakiet szczegółowych rozwiązań, ale dyskusja na szczycie będzie miała bardziej ogólny charakter. – Chodzi o kontrolę cen uprawnień, walkę ze spekulacją na rynku pozwoleń czy sprzeciw wobec powtarzania błędów ETS w przypadku objęcia tym systemem mieszkalnictwa i transportu – podkreśla jeden z naszych rozmówców.
Premier zamierza pokazać, jak rośnie udział w rynku ETS instytucji finansowych, dla których są one instrumentem do zarabiania pieniędzy. Według tych danych udział instytucji finansowych zwiększył się między 2020 a 2021 r. z 21 do 27 proc. W tym udział samych funduszy inwestycyjnych zwiększył się o ponad 100 proc. – z 4 do 9 proc. Pojawiają się jednak głosy, że faktycznie udział instytucji finansowych nie urósł, gdyż część uprawnień kupowały dla swoich klientów. Jednocześnie ceny ETS urosły z ponad 30 euro za tonę na początku roku do 80 euro obecnie, a niedawno przebiły nawet poziom 90 euro.

Reklama
Jeden z naszych rozmówców z rządu wyobraża sobie scenariusz, w którym instytucje finansowe zobowiązałoby się do pozbycia się, w określonym terminie, nabytych wcześniej uprawnień emisyjnych. – Wtedy ceny uprawnień momentalnie zaczną spadać – przekonuje rozmówca DGP.
Trudna ocena skuteczności
– Są różne pomysły, wyłącznie instytucji finansowych to jeden z nich. Trudno powiedzieć, jak by to zadziałało. Jest też koncepcja korytarzy cenowych (ustalenie ceny minimalnych i maksymalnych – red.). Wreszcie ostatnia opcja to metoda przeczekania. Jeśli obecne ceny to bańka cenowa, to minie. Trudno rozstrzygnąć, która z metod jest skuteczna – mówi Maciej Bukowski, ekonomista z think tanku WiseEuropa.
Polska należy do krajów najbardziej narażonych na przerzucanie kosztów danin na cenę energii elektrycznej, a przez to na ogólny wzrost cen. To efekt tego, że mamy silnie niezdekarbonizowany system energetyczny i ciepłownictwo, zwłaszcza w miastach średniej wielkości. Polski rząd już wcześniej podnosił argument szybujących cen uprawnień na unijnym forum. Po unijnym szczycie w październiku podniesione przez Polskę zastrzeżenia doprowadziły do tego, że Komisja Europejska zleciła Europejskiemu Urzędowi Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych (ESMA) zbadanie, czy na rynku ETS dochodzi do spekulacji. ESMA we wstępnym raporcie jednak ich się nie dopatrzyła, uznając, że ceny uprawnień są kształtowane zgodnie z ramami prawnymi Unii. Z wnioskami ESMA nie zgadza się polski rząd. Minister klimatu Anna Moskwa przed dwoma tygodniami na posiedzeniu ministrów klimatu krajów UE krytykowała fakt, że raport nie wiąże wysokich cen energii z cenami uprawnień. Dzisiaj przewodnicząca KE Ursula von der Leyen przedstawi jego wyniki przywódcom.
I trudne poszukiwanie sojuszników
Polski rząd ma przed sobą niełatwe zadanie, bowiem pozostaje raczej osamotniony, jeśli chodzi o zastrzeżenia do systemu ETS. Może liczyć na poparcie Czech, ale premier Andrej Babiš weźmie udział w europejskim szczycie po raz ostatni. Uwagi co do udziału funduszy inwestycyjnych zgłaszała także Hiszpania. Nie ma jednak drugiej gospodarki w Unii tak silnie uzależnionej od węgla, choć nie oznacza to, że polskie argumenty dotyczące szoku cenowego nie znajdą zrozumienia, bo Polska jest istotnym krajem, jeśli chodzi o realizację unijnych celów klimatycznych.
Na pewno na dzisiejszym spotkaniu liderów nie zapadną przełomowe decyzje w sprawie ETS. Jak informuje źródło UE, przywódcy powrócą do debaty o wysokich cenach energii, która będzie mieć również wymiar geopolityczny ze względu na Mołdawię i Ukrainę. – Nie spodziewam się wielkich rozstrzygnięć, będzie to raczej część procesu – mówi. Inny nasz rozmówca w Brukseli zauważa, że jeśli w UE zostanie podjęta kwestia reformy ETS, to raczej będzie to „korekta systemu”.
Tymczasem w polskiej debacie padały radykalne pomysły, np. wyjścia Polski z systemu czy jego zawieszenia. W zeszłym tygodniu Sejm przegłosował uchwałę, która wyraża poparcie dla wniosku o „natychmiastowe zawieszenie funkcjonowania unijnego systemu lub wyłączenie Polski z tego systemu do czasu jego reformy”. O taki scenariusz najbardziej zabiegają ziobryści. – Premier jest związany uchwałą izby niższej polskiego parlamentu. Nie wyobrażam sobie, by teraz tego zobowiązania nie zrealizował – mówi polityk Solidarnej Polski. Tyle że to propozycja, która ma raczej krajowy wymiar i wpisuje się w polityczne cele wewnątrz prawicy, trudno wyobrazić sobie jej akceptację przez Brukselę.
Rząd chce tańszej energii i żywności
Kroki wokół unijnego ETS to tylko jedno z działań, jakie w ostatnim czasie podejmuje rząd w walce z drożyzną. Od 20 grudnia zacznie obowiązywać pierwsze z rozwiązań w ramach rządowej tarczy antyinflacyjnej – wysokość akcyzy na paliwa zostanie wtedy obniżona do minimalnego poziomu dopuszczalnego w Unii Europejskiej (tak będzie do 20 maja 2022 r.). W przyszłym roku pojawią się także dodatki osłonowe dla tzw. wrażliwych odbiorców energii – dopłaty wyniosą od 400 do 1437,5 zł w zależności od liczebności rodziny. Od stycznia planowane jest także m.in. zniesienie akcyzy na energię elektryczną i obniżenie stawki VAT na prąd z 23 na 5 proc. Mateusz Morawiecki zadeklarował też chęć wdrożenia tymczasowej obniżki VAT na żywność, jednak tu konieczne są ustalenia z Komisją Europejską. Ta kwestia również może być dziś przedmiotem dyskusji na unijnym szczycie.
Pozostaje pytanie, na ile takie tymczasowe rozwiązania przysłużą się walce z inflacją w dłuższej perspektywie. Na razie ta jest najwyższa od 21 lat. Jak wczoraj podał GUS, ceny towarów i usług konsumpcyjnych w listopadzie wzrosły rok do roku o 7,8 proc. (więcej o tym piszemy na A7). To jednak niejedyna zła wiadomość. Najpóźniej w piątek Urząd Regulacji Energetyki (URE) ma zakończyć postępowanie taryfowe w związku ze złożonymi przez wytwórców energii wnioskami na przyszły rok. Sam prezes URE mówił, że skala podwyżki może być dwucyfrowa. Z naszych nieoficjalnych rozmów wynika, że w przypadku energii elektrycznej należy się liczyć z podwyżką rzędu 20 proc., a w przypadku gazu opałowego nawet 30–40 proc. ©℗
Polska jest w Unii raczej osamotniona, jeśli chodzi o krytykę ETS. Tymczasem w kraju ziobryści naciskają na radykalne działania w tej sprawie