Choć Umowa Partnerstwa (UP) zakłada wydatkowanie kwoty 76 mld euro, to jednak mówi się o niej dużo mniej niż o Krajowym Planie Odbudowy. Ale również o niej może zrobić się głośno, bo nie dość, że za chwilę ruszą formalne negocjacje dokumentu z Brukselą, to jeszcze część naszych rozmówców przewiduje, że Komisja Europejska zastosuje ten sam mechanizm obstrukcyjny, co w przypadku KPO. Taki scenariusz byłby dla naszego kraju wyjątkowo bolesny, bo UP zakłada trzykrotnie większe środki unijne dla Polski niż to, co w ramach grantów zamierzamy pozyskać przy KPO.
– Na pewno będą problemy. W sporze z Polską dla Komisji Europejskiej kluczowa jest sprawa Krajowej Rady Sądownictwa. PiS zapewne cofnie się w przypadku samej Izby Dyscyplinarnej, ale nie w sprawie KRS. I to będzie rzutowało na rozmowy – uważa polityk Porozumienia, do niedawna koalicjanta PiS.
Podobnego zdania jest europoseł PO Jan Olbrycht. – Przy negocjacjach KPO pojawia się kwestia niedyskryminacji, kontroli i przejrzystości wydatkowania środków europejskich oraz sądownictwa. KE także wyraźnie daje do zrozumienia, że jeśli sprawa LGBT nie wyjaśni się na gruncie instrumentu REACT-EU, który już częściowo wstrzymano, to to samo będzie z Umową Partnerstwa – mówi europoseł.
Reklama
Także ważny polityk PiS przyznaje, że klimat na linii Warszawa–Bruksela jest fatalny. – Obie strony są chyba sobą zmęczone, sprawy zabrnęły za daleko i nie widać dobrego wyjścia z sytuacji. W dodatku Komisja, tocząc z nami spór o praworządność, sama sięga po wątpliwie prawne metody, bo np. wstrzymuje KPO, mimo że terminy wynikające z rozporządzenia unijnego minęły – przyznaje rozmówca DGP. Jak dodaje, wciąż nie wiadomo, kiedy Bruksela uwolni polski KPO. – Dochodzą do nas sprzeczne sygnały. W tym przypadku mamy do czynienia z twardą polityką. A jeśli chodzi o Umowę Partnerstwa, to tu problematyczna jest kwestia tych słynnych uchwał LGBT w niektórych województwach, o których weryfikację prosił niedawno samorządy wiceminister funduszy Waldemar Buda – dodaje rozmówca DGP z rządu. Potencjalnym punktem zwrotnym, który polepszyłby te relacje, byłoby przestrzeganie orzeczeń TSUE (o karach za niezaprzestanie wydobycia węgla w Turowie, co nakazał TSUE, piszemy w tekście niżej) i przedłożenie przez polski rząd ustawy reformującej polskie sądownictwo. Na to jednak na razie niespecjalnie się zanosi. – Z ustawą jesteśmy w lesie – przekonuje osoba z rządu.
Urzędnik zajmujący się funduszami unijnymi na poziomie jednego z województw ocenia, że Umowa Partnerstwa może być wynegocjowana, ale w części. – Nie zdziwię się, jeśli Unia dogada się z polskim rządem co do całości dokumentu, ale zrobi zastrzeżenie, że nie będzie negocjować z kilkoma regionami, które przyjęły uchwały LGBT – ocenia.
Resort funduszy i polityki regionalnej zdaje się nie podzielać tych wszystkich wątpliwości. – Zgodnie z art. 12 rozporządzenia ogólnego nr 2021/1060 Komisja Europejska może zgłosić uwagi do projektu Umowy Partnerstwa w ciągu trzech miesięcy. Natomiast w ciągu czterech miesięcy od przedłożenia Umowy Partnerstwa Komisja Europejska ma przyjąć decyzję zatwierdzającą dokument. Pierwsze środki, jakie napłyną do Polski w ramach polityki spójności, będą stanowiły płatności zaliczkowe. Komisja Europejska wypłaci je po przyjęciu poszczególnych programów. Przewidujemy, że nastąpi to na początku 2022 r. – deklaruje resort.
Tyle że nie tylko w kontekście klimatu rozmów, lecz także czasowo sytuacja wygląda mniej korzystnie niż przed rozpoczęciem poprzedniej unijnej siedmiolatki na lata 2014–2021. Wtedy Umowa Partnerstwa przygotowana przez Polskę została zaakceptowana w maju 2014 r. jako jedna z pierwszych w całej UE. Mimo to wszystkie programy operacyjne UE zostały przyjęte dopiero w okresie grudzień 2014 – luty 2015. Pojawiła się też „luka inwestycyjna” w trakcie przechodzenia z jednej perspektywy unijnej (2007–2013) w drugą (2014–2020). Podczas gdy w 2014 r. transfery finansowe z UE do Polski osiągnęły historyczny poziom 17,1 mld euro, to w roku 2016 spadły poniżej 10 mld euro, a odbicie nastąpiło dopiero w 2017 r. Teraz też mieliśmy do czynienia z przeciągającymi się negocjacjami unijnego rozdania na lata 2021–2027, a Umowę Partnerstwa dopiero zamierzamy przedłożyć, w dodatku bez perspektyw na szybkie dogadanie się z Komisją Europejską. ©℗