Odejście trójki posłów sprawia, że klub PiS będzie miał 229 posłów, co formalnie oznacza utratę większości w Sejmie.

"Postanowiliśmy opuścić klub parlamentarny Prawo i Sprawiedliwość i powołać własne, niezależne koło parlamentarne pod nazwą Wybór Polska" - poinformował poseł Girzyński na konferencji prasowej. Dodał, że przewodniczącą koła będzie Janowska, Czartoryski zostanie wiceprzewodniczącym, a on - sekretarzem.

Girzyński zastrzegł, że koło to "nie jest żadna działalność koncesjonowana". "Wiemy, że taka w ostatnim czasie jest modna" - dodał. Zapewnił, że nie powołują koła, aby "wewnątrz tzw. Zjednoczonej Prawicy targować się i mieć jakąś silniejszą pozycję przetargową".

"Czynimy tak dlatego, że chcemy naszą postawą (...) stworzyć nadzieję dla tych wszystkich, którzy poczuli się przez PiS, tak jak my, w pewnym momencie zostawieni, którzy poczuli, że ideały, które były tej partii bliskie 20 lat temu, gdy powstawała, kilka lat temu, kiedy wygrywała kolejne wybory, są czymś dla nas cennym, do czego się odwołujemy" - podkreślił.

Zastrzegł, że koło nie będzie opozycją totalną. "Będziemy przyglądali się merytorycznie wszystkim ustawom, które wpływają, propozycjom personalnym i w taki sposób będziemy do tego podchodzili - bez żadnego uprzedzenia do jednej i do drugiej strony sceny politycznej" - zapowiedział.

Posłanka Janowska przedstawiając powody swego odejścia z klubu PiS przywołała m.in. podejście rządu do górnictwa i energetyki konwencjonalnej, choć - jak stwierdziła - z innymi hasłami PiS szło do wyborów, oraz obsadzanie spółek Skarbu Państwa. "Długo się zastanawiałam nad tą decyzją i została ona podjęta bardzo ciężko, ale niestety nie mogę w czymś takim uczestniczyć" - powiedziała.

Również poseł Czartoryski stwierdził, że rezygnacja z członkostwa w klubie PiS to trudna decyzja, tym bardziej, że pięciokrotnie zdobywał mandat poselski z list PiS. "Jest to trudne, ale czasami przychodzi taki moment, że godność człowieka jest ważniejsza ponad to, co jest lojalnością wobec organizacji" - dodał.

Swą decyzję uzasadniał m.in. sprawą elektrowni w Ostrołęce, a także zaniedbaniami w sprawie pomocy przedsiębiorcom dotkniętym przez pandemię Covid-19. Podkreślał też, że małe firmy płacą wysoki ZUS. "Jesteśmy skłonni bardzo poważnie zastanowić się nad tym, żeby ktoś, kto zakłada przedsiębiorstwo, mógł płacić dobrowolny ZUS" - powiedział podając przykład Niemiec.

Zaznaczył, że przedsiębiorcy obawiają się podniesienia podatku liniowego (to jedna z form opodatkowania dochodu przedsiębiorcy, dochód opodatkowany jest tu stawką 19 proc. "To jest prawie 800 tys. przedsiębiorców, którzy ledwo przeżyli koronawirusa i Covid, i dzisiaj boją się, że ten podatek wzrośnie z 19 do 28 proc." - dodał Czartoryski.

Girzyński podkreślał, że dla niego najważniejszą wartością jest wolność. "Jeżeli cokolwiek mogło mnie skłonić do tego, aby pożegnać się z PiS, to to, że ta najważniejsza chyba wartość zostanie zakwestionowana. Ona od pewnego czasu na moich oczach jest kwestionowana w wielu obszarach" - powiedział.

W tym kontekście wskazał na obszar przedsiębiorczości. "Wydawało mi się, że jeżeli ta grupa społeczna dała PiS władzę w 2005, a ponownie w 2015 roku, to o nią PiS będzie dbało w sposób szczególny. Niestety, perspektywa jaka została naszkicowana w tzw. Nowym Ładzie jest zaprzeczeniem tej fundamentalnej wartości. To jest rozwiązanie, które docelowo doprowadzi do tego, że będziemy mieli w Polsce dwóch pracodawców: państwo i wielkie, międzynarodowe korporacje. Nie będzie miejsca dla małych firm" - ocenił Girzyński.

W kontekście wolności stwierdził też, że nie ma zgody na jakąkolwiek "segregację sanitarną" obywateli w związku z tym, że część z nich nie chce się zaszczepić przeciw COVID-19. "Nie ma naszej zgody na segregowanie ludzi" - powiedział. Zarzucił też rządowi wprowadzanie obostrzeń epidemicznych z dnia na dzień.

Girzyński mówiąc o utracie większości w Sejmie przez PiS podkreślił, że odejście posłów z koła i z partii będzie "pomarańczowym światłem, aby ze złej drogi zawrócić". "Jeżeli PiS z tej drogi nie wróci to jesteśmy przekonani, że nasze koło parlamentarne będzie rozszerzało, także o innych posłów PiS, bo to niezadowolenie wiem jak wiele osób podziela" - powiedział.

Rzeczniczka PiS komentuje odejście posłów

Do tej decyzji odniosła się ma konferencji prasowej rzeczniczka PiS Anita Czerwińska. Zwróciła ona uwagę, że ta decyzja byłych posłów PiS była "nagła".

Oceniła, że w przypadku posła Girzyńskiego ma ona "związek ze sprawą, która była parę dni temu bardzo szeroko komentowana". "Chodzi o to, co wydarzyło się w biurze Adama Hofmana (jest on partnerem w agencji R4S - PAP). Państwo wiedzą, jest taki związek, nie jest tajemnicą, że panowie są w relacjach towarzyskich, czy wcześniej zawodowych" - powiedziała.

Mówiąc o decyzji posła Czartoryskiego, rzeczniczka PiS zasugerowała - choć, jak zauważyła, sam Czartoryski o tym nie mówił ogłaszając odejście z klubu PiS - że "toczy się sprawa". "Nie wiemy jaki będzie finał tej sprawy, natomiast poseł formułował takie oczekiwanie wobec szefostwa partii i klubu, żeby tę sprawę omawiać. Niestety politycy nie mogą ingerować w niezależne postepowanie" - powiedziała.

"Jeśli chodzi o poseł Janowską wydaje się, że doszło tutaj do nieporozumienia i będziemy starali się to wyjaśnić" - powiedziała.

Dopytywana, czy tym samym sugeruje, że odejście posłów z klubu PiS, jest ucieczką przed konsekwencjami prawnymi i ewentualnymi zarzutami ze strony prokuratury, Czerwińska odpowiedziała: "Nie wiem tego. My nie znamy szczegółów tych postępowań. Natomiast ta nagła reakcja - jesteśmy pewni - ma z tym związek".

Na konferencji prasowej na uwagę, że formalnie rząd nie ma w Sejmie już większości, rzeczniczka PiS odparła: "Formalnie nie mamy, natomiast liczy się to, jak posłowie zagłosują".

Podkreśliła, że "to jest decyzja posłów, jak zagłosują". "Ostatnie głosowania pokazały, że mamy większość, powiedziałabym, że całkiem niezłą" - powiedziała Czerwińska.

"Natomiast przyszłe głosowania - te najważniejsze dla nas, czyli Polski Ład, to, co proponujemy, jesteśmy przekonani, że znajdzie to akceptację także poza Zjednoczoną Prawicą. Bo nie wyobrażam sobie, by ktoś głosował np. przeciwko rozwiązaniu związanemu z kwotą wolną od podatku" - powiedziała rzeczniczka PiS.

Na uwagę, że to oznacza konieczność dyskutowania z konkretnymi posłami przy każdym głosowaniu, odparła, że "nie ma w tej chwili takiej sytuacji". "Jest stabilna większość, tak, że ta sprawa jakoś nie powinna w żaden sposób odbić się" - oceniła.

Komentarz Platformy Obywatelskiej

O tę decyzję oraz o to, czy oznacza to, że rząd stracił właśnie większość, pytany był w piątek w Sejmie rzecznik PO Jan Grabiec. "Jesteśmy w symbolicznym momencie, w którym PiS traci większość w Sejmie i rząd nie ma stabilnej większości, jaką miał od sześciu lat" - powiedział polityk PO.

"Zawsze, przy najbardziej dramatycznych głosowaniach dotyczących ważnych spraw dla Polski okazywało się, że ta jedność klubu PiS jest na tyle spójna, że większość tych spraw była przegłosowana. Ale widzimy od ponad roku stopniowy rozpad tej większości. I wewnątrz, i odchodzenie posłów na zewnątrz" - wskazywał Grabiec. W jego opinii "to jest taki symboliczny moment, który oczywiście nie kończy tego procesu, bo on dopiero zacznie się nakręcać".

"Co prawda, zapewne (prezes PiS) Jarosław Kaczyński zdoła uzyskać pojedyncze głosy wspierające PiS przy kolejnych ustawach, ale po pierwsze będzie musiał zapłacić za to coraz wyższą cenę, a po drugie - wcale nie jest pewne, czy do wszystkich ustaw uda się sklecić jakąś doraźną większość" - kontynuował Grabiec.

Jego zdaniem rząd "będzie miał coraz większe kłopoty w zapewnieniem większości dla swoich ustaw, zwłaszcza jeśli one będą naruszały standardy konstytucyjne, jeśli będą naruszały zasady praworządności, a wiemy przecież, że takie były plany rządzących".

"Treść i ton wystąpień tych osób, które wyszły z klubu PiS, świadczą o tym, że krytyka tego, co działo się w klubie PiS, co dzieje się w rządzie, jest bardzo głęboka" - ocenił. W jego opinii, być może uda się skłonić tych posłów do "jeszcze kilku, może kilkunastu głosowań, ale z całą pewnością PiS nie jest dziś w stanie przeforsować żadnej swej wielkiej obietnicy, żadnego wielkiego planu, chociażby skoku na media niezależne, chociażby skoku na samorządy czy innych pomysłów dotyczących chociażby podnoszenia podatków".

Grabiec ocenił też, że pozycja premiera Mateusza Morawieckiego "tak naprawdę jest pozycją bardzo słabą dziś". "Z takich kryzysów, polegających na utracie większości, zwykle starają się partie wychodzić, zmieniając rząd. Tak więc być może jest to zwiastun tego, że w ciągu najbliższych miesięcy może dojść do upadku rządu Morawieckiego i do próby sklecenia jakiejś większości dla nowego premiera" - ocenił.

Posłanka KO Kamila Gasiuk-Pihowicz napisała z kolei na Twitterze, że "Zjednoczona Prawica gnije od środka od dawna". W jej opinii jednak "dzisiejszy ruch trzech posłów to zagrywka taktyczna, a nie zmiana politycznej orientacji".

"Będą pewnie nie raz popierać rząd, ale za każdym razem negocjując coś dla siebie. Ale moment formalnej utraty większości mimo wszystko symboliczny" - oceniła.