Reklama
Więźniowie i jeńcy samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej (DRL), przetrzymywani na terenie dawnej fabryki materiałów izolacyjnych w Doniecku, popularnie zwanej Izolacją, są regularnie poddawani torturom i nieludzkiemu traktowaniu. Dzisiaj ma zostać opublikowany raport „Izolacja. Głosy z piwnicy” przygotowany na zlecenie europosłanki PiS, byłej szefowej MSZ Anny Fotygi i frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów. Dokument opiera się na świadectwach 16 byłych więźniów donieckiej Izolacji, kierowanej przez resort bezpieczeństwa państwowego. DRL nigdy nie przyznała oficjalnie, że w Izolacji istnieje więzienie.
– Zmuszali mnie do stania bez przerwy z workiem na głowie. Pozwolili mi pójść do toalety, ale nie byłem w stanie siadać. Miałem połamane żebra, chodziłem jak orangutan. Tortury trwały jakieś jeden, dwa miesiące, do połowy zimy 2016/2017. Prowadzili mnie do piwnicy z workiem na głowie, w kajdankach, potem mnie rozbierali, kładli na stół, przywiązywali i zaczynali katowanie prądem elektrycznym. Gdy ciągnęli mnie, półmartwego schodami do celi, uderzałem się w kostki i kolana, ale dla nich był to tylko dodatkowy sposób męczenia mnie. Opuchły mi nogi, były czarne, posiniaczone, obrzękłe, zlazła z nich cała skóra, odsłoniły się ścięgna, były tylko kawałki mięsa – mówi cytowana w raporcie ofiara C1 (ze względów bezpieczeństwa autorzy nie podają danych osobowych świadków zbrodni).
Więźniowie przetrzymywani w Izolacji byli też wykorzystywani do pracy przymusowej, np. przy rozładunku materiałów budowlanych, a nawet do ćwiczeń przeprowadzanych przez paramilitarne oddziały DRL, m.in. specnaz podległy bezpiece. – Brał on udział w zatrzymaniu szpiegów, dywersantów na terytorium DRL, rozganianiu demonstrantów, wykorzystywany do zadań specjalnych. Oni ćwiczyli właśnie na terytorium Izolacji. Jako 29 podręczne ofiary wykorzystywano zatrzymanych. Na przykład bili nas, imitując zatrzymanie przestępców. Organizowali „pacyfikacje demonstracji”: wyprowadzali nas tłumnie na podwórze, ustawiali tak, jakbyśmy szli na demonstrację za Ukrainę, i nabiegali na nas z kijami, powalali na ziemię i wbijali w asfalt – opisywał C1.
W niektórych zeznaniach pojawiają się informacje o imitowaniu egzekucji, znane także z innych źródeł. – Przyprowadzili nas do hałdy na terenie Izolacji. Ustawili i powiadomili, że teraz będą strzelać, ale nie rozstrzelali nas. Było ok. 10 bojowników. Prowadzili nas w szyku, poganiali, grozili. Było nas ok. 20 – mówił C10. – Nie celowali, by nas zastrzelić, ale strzelali wokół, wyżej bądź niżej, po bokach, albo ślepakami, ale było strasznie i nikt nie miał gwarancji, że któryś ze specnazowców nie wystrzeli specjalnie w nas lub nie pomyli się, chybi i trafi w nas – dodawał C1. Na pierwszym etapie wojny wiosną 2014 r. filmy z inscenizowanych egzekucji były wykorzystywane przez kontrolowane przez Rosjan oddziały do demoralizowania ukraińskich żołnierzy i mieszkańców Zagłębia Donieckiego lojalnych wobec państwa.
Na terenie Izolacji są przetrzymywane zarówno osoby skazane wyrokami sądów podlegających władzom donieckiego parapaństwa, jak i zatrzymani na podstawie przepisów pozwalających bezpiece na przetrzymywanie ludzi przez 30 dni bez zgody sądu. Nawet tak restrykcyjne przepisy są jednak łamane; doniecka (i ługańska) bezpieka potrafi przetrzymywać zatrzymanych miesiącami. Na co dzień w obu parapaństwach Donbasu zapadają też wieloletnie wyroki za szpiegostwo na rzecz Ukrainy. 6 maja mieszkaniec Lisiczańska dostał karę 12 lat. Separatyści wtrącili go do aresztu po tym, jak Ukraińcy przekazali go im w ramach wymiany jeńców. Zarzucono mu, że został zwerbowany przez ukraińskie służby, gdy siedział w areszcie w kontrolowanej przez władze centralne części Donbasu.
Przez tzw. piwnice, jak bywają nazywane improwizowane areszty, przeszło kilka tysięcy osób. Jak mówił zastępca prokuratora generalnego Ukrainy Hiunduz Mamedow, w samej Izolacji siedziało w sumie 3500 osób, w tym 1600 cywilów. Dla niektórych jedynym ratunkiem jest perspektywa uwzględnienia w rzadkich przypadkach wymiany jeńców. Władze ukraińskie starają się ustalać tożsamość katów z Izolacji i wytaczać im zaoczne procesy. W kwietniu zarzuty in absentia postawiono trzem mężczyznom, których tożsamość ujawnił międzynarodowy zespół dziennikarzy śledczych Bellingcat. Wszystkich trzech miał widzieć wśród personelu Izolacji więziony w niej przez pewien czas dziennikarz Stanisław Asiejew. Według niego w 2019 r. otrzymali oni rosyjskie obywatelstwo w ramach akcji paszportyzacji mieszkańców okupowanej części Donbasu. Raport Fotygi z kolei wymienia z imienia i nazwiska siedem osób zaangażowanych w torturowanie więźniów.
– Poprzez tę publikację kontynuujemy wspólnie pracę wicemarszałek Sejmu Małgorzaty Gosiewskiej, która w 2016 r. złożyła do Międzynarodowego Trybunału Karnego w Hadze raport o rosyjskich zbrodniach na wschodzie Ukrainy. Jednak tamten dokument obejmował jedynie pierwsza fazę konfliktu, tymczasem od początku rosyjskiej agresji na Donbasie do niewoli trafiło łącznie niemal 4000 obywateli Ukrainy – mówi nam Monika Andruszewska, współautorka publikowanego dzisiaj raportu. – To dobry moment na polski wkład w dokumentację tego dramatu, bo prezesem MTK został właśnie polski sędzia Piotr Hofmański, zaś od 2022 r. Polska także będzie przewodniczyć w Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie – dodaje dziennikarka, która napisała raport razem z ukraińskim prawnikiem Witalijem Chekałą, zajmującym się pomocą byłym jeńcom z terenów okupowanych.
W samej Izolacji siedziało w sumie 3500 osób, w tym 1600 cywilów