Zarówno na poziomie strukturalnym, jak i personalnym resort ten jest w dzisiejszym układzie realizatorem koncepcji tworzonych gdzie indziej, a nie ich kreatorem. W aparacie administracyjnym brakuje podmiotu, który z jednej strony dysponowałby całościowym oglądem spraw związanych z energetyką i klimatem, a z drugiej miałby realne przełożenie na politykę.
Tę próżnię wypełniają przede wszystkim spółki Skarbu Państwa. Aktywa, jakimi dysponują, są dla polityków na tyle atrakcyjne, że najbardziej obrotni menedżerowie są w stanie uzyskać dostęp do najważniejszych uszu w państwie, a w efekcie to ich interesem dyktowane są często kluczowe dla polskiej transformacji energetycznej strategiczne decyzje. Zwłaszcza że politycy takich unikają w obawie, że mogłyby im one zaszkodzić w sondażach. Nie ma to jednak wiele wspólnego ze spójną polityką państwa, zamiast tego mamy do czynienia z mozaiką (sub)sektorowych rozwiązań mniej lub bardziej opornego dostosowywania się do wymogów UE. To w zasadzie Orlen zdecydował za polityków o zmianie paliwa w Ostrołęce C, a koncepcja wydzielenia aktywów węglowych, którą teraz rząd ma zamiar zrealizować w postaci Narodowej Agencji Bezpieczeństwa Energetycznego, pierwszy raz została upubliczniona przez szefa PGE.