Reklama
Starcia z demonstrantami w Warszawie podczas Marszu Niepodległości, postrzelony w twarz gumową kulą fotoreporter, pałowanie dziennikarzy, zatrzymywanie czy gazowanie posłów. To tylko niektóre interwencje policji na demonstracjach 11 listopada i podczas Strajku Kobiet, które odbiły się szerokim echem. Głośno było też o antyterrorystach, których interwencja w cywilnych ubraniach z użyciem pałek teleskopowych wzbudziła wiele kontrowersji. Od tych wydarzeń minęło kilka miesięcy. Sprawdziliśmy, czy i jak zakończyły się postępowania dotyczące zachowania policjantów.
– W przypadku czynności prowadzonych przez właściwych przełożonych w Komendzie Stołecznej Policji, w komendach rejonowych oraz w komendach powiatowych przeprowadzono łącznie 28 postępowań. Sześć z nich były to postępowania dyscyplinarne, które są związane z naruszeniem dyscypliny służbowej polegającej na niedopełnieniu obowiązku służbowego, tj. braku reakcji na ujawnione czyny zabronione – wyjaśnia nadkomisarz Sylwester Marczak, rzecznik prasowy komendanta stołecznego Policji. W tych postępowaniach dyscyplinarnych uznano winę funkcjonariuszy, ale w pięciu przypadkach odstąpiono od wymierzenia kar dyscyplinarnych. W jednym postępowaniu wymierzono karę: jest nią upomnienie. Czyli przełożony wyjaśnił funkcjonariuszowi, że jeśli takie zachowanie się powtórzy, to wtedy konsekwencje będą bardziej surowe.
Co z pozostałymi 22 postępowaniami? – Pięć czynności wyjaśniających pozostaje w toku, dotyczą one m.in. wydarzeń styczniowych przed Trybunałem Konstytucyjnym. W przypadku pozostałych czynności zakończyły się niepotwierdzeniem popełnienia czynu stanowiącego przewinienie dyscyplinarne. Policjanci realizujący czynności brali pod uwagę całokształt okoliczności związanych z poszczególnymi interwencjami – odpowiada Marczak.
Jeśli chodzi o postępowania w sprawie działań funkcjonariuszy na Marszu Niepodległości, to ich wynik jest zgodny z tym, co Mariusz Kamiński, minister spraw wewnętrznych i administracji, mówił już dwie godziny po zakończeniu demonstracji. – Biorąc pod uwagę agresywne zachowanie niektórych uczestników manifestacji, konieczne było użycie środków przymusu bezpośredniego. Za każdym razem były one adekwatne do sytuacji – oświadczył wówczas polityk.
Ale zachowaniem policji na głośnych protestach zainteresowały się też inne organy, które nie podlegają MSWiA. – W Prokuraturze Okręgowej w Warszawie oraz w jednostkach jej podległych zarejestrowano 18 postępowań związanych z działaniami funkcjonariuszy Policji podczas zabezpieczania manifestacji na terenie Warszawy – wyjaśniała już na łamach DGP jej rzeczniczka prasowa Aleksandra Skrzyniarz. Wiadomo, że prowadzono np. postępowanie dotyczące przekroczenia uprawnień polegających na użyciu broni palnej gładkolufowej wobec dwóch pokrzywdzonych. Dotychczas zakończono dziewięć z 18 postępowań. We wszystkich wydano postanowienia o odmowie wszczęcia oraz umorzeniu postępowania. I wszystkie z wciąż trwających postępowań prowadzone są w sprawie (in rem).
– Trudno mi to oceniać, poczekam, aż sprawa trafi na sejmową komisję spraw wewnętrznych, wtedy będzie wiadomo coś więcej. W tym momencie nie da się nawet stwierdzić, czy te postępowania dotyczyły właściwych osób – komentuje poseł Marek Biernacki z Koalicji Polskiej, były minister spraw wewnętrznych.
Inaczej sprawę widzi Barbara Nowacka, posłanka Koalicji Obywatelskiej, którą na jednym z protestów Strajku Kobiet funkcjonariusze z bliskiej odległości potraktowali gazem. – W tej sprawie złożyłam zawiadomienie do prokuratury, byłam przesłuchiwania, ale nie poinformowano mnie, co dalej, czy ktoś poniósł konsekwencje. W moim przekonaniu widać brak woli działania ze strony prokuratury i policji – stwierdza polityczka. – Nad agresywnymi funkcjonariuszami rozłożono polityczny parasol. Postępowania prowadzone są częściej przeciw uczestnikom protestów, wiele z tych osób jest przesłuchiwanych i karanych. To jest ewidentna nierównowaga: państwo ściga obywateli, a chroni nadużywających środków przymusu bezpośredniego policjantów.
Według raportu przygotowanego przez ekspertów rzecznika praw obywatelskich podczas interwencji przy Strajku Kobiet ze strony funkcjonariuszy dochodziło do nieuzasadnionego stosowania gazu, kajdanek, bicia pałkami i obelg. Żadnego uzasadnienia nie miało też wywożenie zatrzymywanych poza Warszawę, ponieważ „w tym czasie w warszawskich pomieszczeniach dla osób zatrzymanych były wolne miejsca”.