Dodał, że „najważniejszym osiągnięciem negocjacji jest porozumienie, iż Iran nigdy, pod żadnym pozorem, nie będzie miał materiału jądrowego, który mógłby posłużyć do budowy bomby”.
De facto przekazał światu, że Teheran zgodził się na kapitulację. To dość nieortodoksyjne posunięcie, by mediator ujawniał szczegóły rozmów. Omańczyk zapewne uznał, że to ostatnia deska ratunku, która może pomóc uniknąć wielkiej wojny na Bliskim Wschodzie.
Tak się jednak nie stało. Następnego dnia rano Izraelczycy i Amerykanie rozpoczęli zmasowane ataki na Republikę Islamską, a Irańczycy odpowiedzieli uderzeniami m.in. na Zjednoczone Emiraty Arabskie, Katar, Arabię Saudyjską i Jordanię. Trudno przewidzieć, w jakim kierunku potoczy się ten konflikt. Być może świat czeka kolejna długa wojna, która pochłonie tysiące ofiar w kilku krajach. Niewykluczone jednak – choć mniej prawdopodobne – że już za kilka dni wszystkie strony zdecydują się na deeskalację. Donald Trump pozostawia sobie wszystkie opcje otwarte. – Mogę wejść na pełną skalę i przejąć nad tym wszystkim kontrolę albo zakończyć to w dwa-trzy dni i powiedzieć Irańczykom: „Do zobaczenia za kilka lat, jeśli zaczniecie odbudowywać swoje programy nuklearne i rakietowe” – stwierdził w rozmowie z portalem Axios.
Na razie pewne jest tylko jedno: celem Trumpa jest obalanie przywódców państw uznawanych przez niego za wrogie – niezależnie od tego, czy kierowane wobec nich zarzuty są prawdziwe. Dla lokatora Białego Domu nie miało ostatecznie znaczenia ani to, czy Nicolás Maduro faktycznie był zaangażowany w przemyt narkotyków do USA, ani czy Ali Chamenei prowadził Iran w kierunku pozyskania broni jądrowej.
Trumpa nie interesowało również to, czy działa zgodnie z prawem, a według ekspertów nie działał. „Amerykańskie i izraelskie uderzenia na Iran naruszają prawo międzynarodowe. Użycie siły wobec państwa jest zakazane na mocy Karty Narodów Zjednoczonych, z wyjątkiem działań w samoobronie lub operacji autoryzowanych przez Radę Bezpieczeństwa. Samoobrona musi być odpowiedzią na bezpośrednie, nieuchronne zagrożenie – a nic nie wskazuje, by takie zagrożenie istniało wobec USA lub Izraela. Nie ma też żadnego upoważnienia ze strony Rady Bezpieczeństwa” – ocenia prawniczka Celeste Kmiotek z Atlantic Council.
Fakt, że w obu przypadkach Trump osiągnął swoje cele – doprowadził do uprowadzenia Maduro oraz wykorzystał Izraelczyków do zabicia Chameneiego – i nic nie wskazuje na to, by miał ponieść jakiekolwiek konsekwencje, może jedynie wzmocnić jego apetyt na więcej. Otwarcie grozi już zresztą kolejnym państwom. – Rząd Kuby prowadzi z nami rozmowy. Są w poważnych tarapatach (…). Nie mają pieniędzy, nie mają niczego. Ale rozmawiają z nami i być może dojdzie do przyjaznego przejęcia Kuby – stwierdził ostatnio.
Nietrudno sobie wyobrazić, co to może oznaczać dla Europy, skoro jeszcze niedawno amerykański przywódca groził siłowym przejęciem Grenlandii. Co gorsza, wszystkiemu przygląda się z Kremla Władimir Putin, który z pewnością wyciąga z posunięć Trumpa wnioski dla siebie.