Do kwoty podstawowej dochodzą odsetki oraz koszty sądowe i zastępstwa procesowego (w notatkach wskazano limit 22,5 tys. euro). Spór toczy się na gruncie prawa belgijskiego, bo tak skonstruowano unijne kontrakty ramowe. I choć formalnie dotyczy on umowy na szczepionki, w praktyce dotyka polityki finansowej państwa, relacji z Komisją Europejską oraz długiego cienia „Pfizergate”, czyli pytań o transparentność negocjacji UE z producentem.
Spór z Pfizerem o 6 mld zł zaczyna się w Brukseli: co dokładnie jest przedmiotem pozwu?
Punktem zapalnym są wydarzenia z 12 kwietnia 2022 roku. Wtedy Rzeczpospolita Polska, reprezentowana przez Ministerstwo Zdrowia, poinformowała Pfizer Inc. oraz Komisarza UE ds. Zdrowia i Bezpieczeństwa Żywności, że nie przyjmie kolejnej dostawy szczepionek. Kluczowe: nie chodziło o spór o skuteczność preparatów. W notatkach zapisano wprost, że eksperci byli zgodni, iż szczepionki uratowały miliony istnień. Problemem była nadpodaż i ryzyko, że kolejne dostawy trafią do utylizacji.
Odmowa odbioru oznaczała faktyczne zerwanie realizacji umowy z maja 2021 roku, podpisanej przez Polskę w ramach wspólnego mechanizmu zakupowego UE. Skala kontraktów była bezprecedensowa: pierwotnie mowa była o 900 mln dawek (plus opcja na kolejne 900 mln), a ostatecznie zakontraktowano 1,1 mld dawek o wartości ponad 21 mld euro (około 90 mld zł). To właśnie przy takich wolumenach nawet „nadwyżka” liczona w dziesiątkach milionów dawek przekłada się na miliardy złotych ryzyka finansowego po stronie państw.
W 2023 roku Pfizer oraz BioNTech – partner produkcyjny – zdecydowały się pozwać Polskę. Domagają się 5,65 mld zł niezapłaconych za 60 mln nieodebranych dawek. Do tego dochodzą: odsetki, koszty sądowe oraz koszty zastępstwa procesowego (z ograniczeniem do 22,5 tys. euro – jak zapisano w notatkach). W obiegu publicznym kwota jest najczęściej zaokrąglana do około 6 mld zł i tak funkcjonuje w debacie politycznej oraz medialnej.
Z perspektywy argumentacji Warszawy kluczowe jest to, co działo się z realnymi zapasami. W 2022 r. w magazynach Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych znajdowało się ponad 20 mln niewykorzystanych szczepionek. Logika resortu zdrowia była prosta: przyjęcie kolejnych partii oznaczałoby, że nowe preparaty musiałyby zostać wyrzucone.
Ten wątek – materialny, „magazynowy” – jest w procesie istotny nie tylko jako uzasadnienie polityczne. To element budowania tezy, że strony (państwo i producent) widziały, iż produkt nie będzie wykorzystany, a więc wymuszanie dalszych dostaw i płatności rozmijało się z celem, dla którego umowę zawierano w szczycie pandemii.
Trzeba pamiętać, że kontrakty zawierane na początku pandemii powstawały w warunkach presji czasu, niepewności i rywalizacji o dostęp do dawek. Stąd w umowach, nie znalazł się mechanizm „bezpiecznika”, czyli możliwości odstąpienia uzależnionej od rozwoju pandemii i rzeczywistego zużycia szczepionek. To dzisiaj jest jednym z najczęściej podnoszonych systemowych błędów.
Siła wyższa i wojna w Ukrainie: najważniejszy argument Polski i najbardziej ryzykowny test w sądzie
Najważniejszym filarem obrony Polski ma być argument „siły wyższej”, powiązany z wojną w Ukrainie.
Logika jest następująca: rosyjska agresja wymusiła natychmiastową mobilizację finansów i zasobów państwa, a wydawanie miliardów złotych na preparaty, o których było wiadomo, że nie zostaną wykorzystane, nie miało uzasadnienia.
To właśnie na tym polu rozegra się najtwardsza część sporu: sąd będzie oceniał, czy wojna i jej skutki spełniają przesłanki siły wyższej w rozumieniu prawa właściwego dla umowy, oraz czy istnieje wystarczający związek między tym zdarzeniem a niewykonaniem zobowiązań kontraktowych.
Jeden z wysoko postawionych funkcjonariuszy rządowych, który przyglądał się sprawie, stawia sprawę ostro: „Nie możemy dopuścić do tego, żeby duże europejskie państwo liczące 38 mln obywateli przegrało w sądzie z prywatną firmą na kwotę tej skali. Byłoby to naprawdę trudne, zwłaszcza w obecnej sytuacji finansowej i rozmów na temat deficytu w budżecie”. Dodaje też ważne porównanie: kwota w sporze przekracza roczne wydatki na ratownictwo medyczne czy na leki dla osób 65 plus.
Ten sam rozmówca zwraca uwagę, że choć formalnie temat dotyczy Ministerstwa Zdrowia, to w praktyce angażował więcej instytucji: „Szukaliśmy różnych scenariuszy rozwiązania problemu. Jednak na tym etapie czeka nas po prostu proces. A Pfizer to twardy zawodnik”.
Prawo belgijskie i proces w Brukseli: reguły gry, które zwiększają ryzyko
Sprawa toczy się na gruncie prawa belgijskiego, co ma znaczenie nie tylko formalne, ale i taktyczne. Reprezentujący Polskę prawnicy z kancelarii Strelia – Joanna Kolber i Jean-Pierre Fierens – zwracali uwagę, że postępowanie powinno być oceniane według belgijskiego prawa materialnego i procesowego, bo to właśnie te reguły wskazano w umowach.
W tym kontekście kluczowe jest ryzyko finansowe związane z ewentualną apelacją. Jeśli zapadnie niekorzystny wyrok w I instancji, a Polska będzie się odwoływać, i tak może zostać zobowiązana do wcześniejszej płatności. Dopiero po ewentualnym wygraniu sporu w kolejnym etapie pojawia się możliwość ubiegania się o zwrot pieniędzy. To oznacza presję na płynność i budżet, niezależnie od tego, jak finalnie zakończy się proces.
Trzy scenariusze: wygrana na „sile wyższej”, ugoda albo przegrana
Wśród osób analizujących sprawę krążą trzy realne scenariusze.
Pierwszy – najlepszy dla Polski – to uznanie przez sąd, że rzeczywiście doszło do działania siły wyższej. Taki wynik oznaczałby nie tylko uniknięcie miliardowego obciążenia, ale też stworzyłby precedens dla innych państw.
Drugi scenariusz to ugoda z Pfizerem, wypracowana na etapie sądowym. W tej sprawie odbywały się spotkania z firmą jeszcze w ostatnich dniach przed rozprawą. Ugoda może ograniczyć ryzyko skokowego obciążenia budżetu, ale jej warunki musiałyby być na tyle akceptowalne, by państwo nie wyglądało na stronę, która „płaci za magazynowanie i utylizację”.
Trzeci – najgorszy – to przegrana i konieczność zapłaty części albo całości roszczenia, powiększonego o odsetki i koszty. Ten wariant jest szczególnie problematyczny, bo wcześniej zabezpieczone środki już nie istnieją.
6 mld zł „na wszelki wypadek” zniknęło
Do 2023 r. pieniądze na potencjalne odszkodowanie były zabezpieczone: 6 mld zł znajdowało się w Funduszu COVID-owym jako środki de facto znaczone. W 2023 r. fundusz został jednak zlikwidowany, a te środki wydano na bieżące leczenie pacjentów.
Dziś to podnosi temperaturę sporu. Przy deficycie budżetowym balansującym na granicy uzgodnień z Komisją Europejską, każdy miliard ma znaczenie. Resort finansów unika komentarzy, odsyłając do Ministerstwa Zdrowia, a resort zdrowia nie chce mówić o szczegółach przed zakończeniem rozprawy.
Polska, Węgry i Rumunia: dlaczego tylko część państw poszła na otwarty konflikt?
Poza Polską odbioru kolejnych dawek odmówiły także Rumunia i Węgry.
Węgry mają już za sobą wstępne przesłuchanie. Jak relacjonuje osoba zaznajomiona z pozwem przeciwko Budapesztowi, po takim posiedzeniu sprawa trafia na wokandę, ale zwykle mija dużo czasu, zanim odbędzie się kolejna rozprawa – strony przygotowują w międzyczasie wnioski i linię obrony. Cały proces może potrwać nawet dwa lata.
Rumunia również została pozwana, a jej strategia obrony jest koordynowana z Polską. Bukareszt odmówił przyjęcia 28 mln dawek o wartości 550 mln euro. Rzecznik rządu Rumunii Mihai Constantin przekazał, że pierwsza rozprawa ma odbyć się pod koniec lutego.
W imieniu Pfizera argumentację przedstawia m.in. Karolina Nowaczyk-Tomasik z polskiego oddziału koncernu: „Współpracujemy z państwami członkowskimi UE od wielu miesięcy i podjęliśmy liczne próby dostosowania się do potrzeb każdego z nich. Niestety, wysiłki te okazały się nieskuteczne w przypadku niektórych krajów, a Pfizer i BioNTech nie miały innego wyboru niż wszczęcie postępowania sądowego w celu wyegzekwowania naszych praw wynikających z umowy”.
Renegocjacje i aneks do 2026 r.: co udało się zmienić, a czego nie?
Polska walczyła o możliwość renegocjacji umowy od 2022 r., gdy stało się jasne, że będzie kłopot z nadwyżkami. Komisja Europejska długo była niechętna, twierdząc, że zmiany są niemożliwe. Ostatecznie przygotowano aneks, który rozkładał dostawy do 2026 r., zmniejszał je o 20–30 proc. i dopuszczał możliwość zapłacenia części kwoty za nieodebrane dawki.
Jednak osoby obserwujące rozmowy KE–Pfizer zwracały uwagę, że nawet to nie rozwiązywało problemu w sposób logiczny: „Nadal to był absurdalny projekt. Chodziło przede wszystkim o to, żeby zmienić logikę myślenia: nie przekazywać szczepionek, które będą i tak wylewane do zlewu. Polska apelowała, aby dostawy zostały wydłużone w czasie i dzięki temu docierałyby wtedy, kiedy będą realnie potrzebne. Proponowała także zamianę na inne leki”.
Pfizer, akcjonariusze i „trouble makerzy”: dlaczego koncern nie chce odpuścić?
Z punktu widzenia Pfizera chodzi o pieniądze i przewidywalność finansową. Spółka giełdowa rozlicza się przed inwestorami. Preparaty przeciw COVID-19 dały firmie rekordowe zyski i miały stać się dłuższym „silnikiem” przychodów. Jednocześnie problemem było zbliżanie się do wygaśnięcia patentów na inne, bardzo dochodowe leki, co zwiększało presję na utrzymanie wyników.
W tym kontekście pojawia się obawa przed zarzutami działania na szkodę spółki: „Bali się, że mogliby być oskarżeni o działanie na szkodę firmy”. Pada też określenie, jakim Pfizer miał nazywać kraje najbardziej konfliktowe: „trouble makerami”.
Mimo tego, nawet przy utrzymaniu kontraktów z większością państw, Pfizer zaliczał spadki. Według danych z amerykańskiej giełdy przywoływanych za Yahoo Finance, w grudniu 2025 r. cena akcji miała osiągnąć poziom z 2013 r. To nie przesądza o wyniku procesu, ale pokazuje, dlaczego koncern może prowadzić twardą politykę egzekwowania umów.
Pfizergate i SMS-y: wyrok Sądu UE oraz efekt polityczny
Spór o pieniądze toczy się równolegle do sporu o transparentność. Sąd UE w Luksemburgu wydał wyrok w sprawie odmowy udostępnienia dziennikarzowi „The New York Times” treści SMS-ów wymienianych w 2021 r. między Ursulą von der Leyen a Albertem Bourlą. Sąd uznał, że Komisja Europejska złamała zasady przejrzystości i „nie przedstawiła wiarygodnego wyjaśnienia uzasadniającego odrzucenie wniosku dziennikarza”.
Komisja w oświadczeniu po wyroku wskazała: „Przejrzystość zawsze miała pierwszorzędne znaczenie dla Komisji i przewodniczącej von der Leyen. Będziemy nadal ściśle przestrzegać solidnych ram prawnych, które obowiązują w celu egzekwowania naszych zobowiązań”.
W ocenie „New York Timesa” stawka jest szersza niż pojedyncza korespondencja. Rzeczniczka dziennika Nicole Taylor mówiła: „Opinii publicznej nadal odmawia się informacji na temat warunków jednego z największych zamówień publicznych w historii Unii. Urzędnicy publiczni nie powinni mieć możliwości unikania nadzoru poprzez korzystanie z alternatywnych form komunikacji”.
EPPO, Liège i polskie manewry wokół śledztwa: gra o czas i o narzędzia prawne
Polska rozważała i podejmowała działania na ścieżce karnej w Belgii, gdzie toczy się postępowanie dotyczące domniemanych nieprawidłowości w negocjacjach wokół umów. Mechanizm jest w Belgii specyficzny: „W belgijskim prawie karnym procesowym istnieje zasada, która mówi, że jeśli wszczęto postępowanie cywilne, takie jak roszczenie o zapłatę, i opiera się ono na tych samych faktach, co toczące się dochodzenie karne, wówczas sąd cywilny musi najpierw poczekać na decyzję sądu karnego”.
Wiosną 2024 r. Polska na chwilę wycofała się ze sprawy w Liège – według relacji było to powiązane z próbą poprawy relacji z UE i negocjacjami o pieniądze z KPO – ale potem do sprawy wróciła.
W styczniu 2025 r. Izba Postępowania Przygotowawczego w Liège uznała skargi z roszczeniami strony cywilnej za niedopuszczalne. 20 stycznia 2025 r. decyzję zaskarżono do Sądu Kasacyjnego. Czy Polska była wśród odwołujących się państw – nie wiadomo, bo Ministerstwo Zdrowia nie odpowiedziało.
Konsekwencje prawne dla Polski: realny rachunek, zanim zapadnie wyrok
W praktyce konsekwencje prawne sprowadzają się do kilku punktów. Po pierwsze: ryzyko obowiązku zapłaty kwoty rzędu 6 mld zł (z odsetkami i kosztami), przy braku wcześniejszej rezerwy w Funduszu COVID-owym. Po drugie: możliwość konieczności płatności przed rozstrzygnięciem apelacyjnym. Po trzecie: precedens dla wspólnych zakupów UE i relacji państw z producentami leków.
Ostatnia analogia, która krąży wśród osób analizujących temat, dotyczy Turowa. Tam Polska zapłaciła Czechom 45 mln zł. Tu stawka jest wielokrotnie większa – i przeciwnikiem nie jest inne państwo UE, tylko prywatny koncern.
Źródła:
- Dziennik Gazeta Prawna
- Rynek Zdrowia
- Sąd Unii Europejskiej w Luksemburgu
- Komisja Europejska
- Politico
- Yahoo Finance