Ulice Łodzi oraz Lublina należą do najbardziej zatłoczonych na świecie – wynika z TomTom Traffic Index 2026. DGP poznał szczegóły dorocznego raportu, którego oficjalna publikacja nastąpi 21 stycznia. Poziom zatłoczenia Łodzi to 73 proc., co oznacza, że średni czas podróży w godzinach szczytu jest o 73 proc. wyższy niż w warunkach płynnego ruchu (gdy czas przejazdów jest najniższy). W niechlubnym rankingu Łódź zajęła czwarte miejsce na świecie. Pierwsza trójka to miasto Meksyk (75,9 proc.), Bengaluru (74,4 proc.) oraz Dublin (72,9 proc.). W pierwszej dziesiątce najbardziej zatłoczonych miast na świecie jest także Lublin (70,4 proc.). Z kolei spośród 10 najbardziej zatłoczonych miast europejskich aż sześć leży w Polsce. W porównaniu z poprzednim rokiem wskaźnik pogorszył się we wszystkich 12 polskich miastach analizowanych przez TomTom.

Polacy są silnie przywiązani do posiadania własnego auta

– Liczba samochodów w Polsce w przeliczeniu na mieszkańca należy do jednych z najwyższych w Europie. Polacy są silnie przywiązani do posiadania własnego auta, co przekłada się na rosnące korki w miastach – mówi DGP Lech Mergler, współtwórca Kongresu Ruchów Miejskich. Według danych Eurostatu w Polsce na 1 tys. mieszkańców przypada 629 aut osobowych. Średnia unijna to 578. Mergler dodaje, że transport publiczny nie zawsze stanowi realną alternatywę. Tempo rozwoju sieci połączeń bywa niewystarczające. W wielu miejscach brakuje buspasów, przez co autobusy i tak utkną w tym samym korku co samochody.

Według Niny Józefiny Bąk, dyrektorki Clean Cities Campaign w Polsce, wysoka liczba samochodów wynika m.in. z niedostatecznej oferty transportu publicznego, utrzymywania tranzytu przez obszary śródmiejskie i projektowania ulic w sposób sprzyjający szybkiej jeździe: z szerokimi pasami ruchu i wysokimi limitami prędkości. – Takie rozwiązania obniżają przepustowość ulic, bo zwiększają liczbę kolizji i zakłóceń ruchu. Kluczową rolę odgrywa również suburbanizacja. Coraz więcej osób mieszka poza granicami dużych miast. Samochód staje się dla nich jedynym realnym środkiem dojazdu do pracy czy usług – dodaje.

Patryk Białas ze stowarzyszenia BoMiasto, przewodniczący komisji klimatu i środowiska rady miasta Katowice, mówi, że w miastach królują krótkie przejazdy autem tam, gdzie dałoby się dojść pieszo albo dojechać komunikacją. – Efekt? W godzinach szczytu średnie prędkości spadają do 20–30 km/h, czyli warunków stałego zatoru. A właśnie w korkach emisje z samochodów, szczególnie NO₂ i pyłu PM2,5, są najwyższe w przeliczeniu na kilometr – komentuje. Podkreśla, że korek to „nie tylko strata czasu, to fabryka smogu”, który z kolei przyczynia się m.in. do wzrostu ryzyka depresji, pogorszenia chorób serca i układu nerwowego.

Z kolei Nina Bąk podkreśla, że przez zatłoczenie dróg ulice stają się mniej przyjazne. – Spada obecność pieszych, co osłabia lokalny handel i życie społeczne. W dłuższej perspektywie centra miast tracą atrakcyjność jako miejsca do życia – dodaje rozmówczyni DGP.

Pięć dni straty w roku przez stanie w korkach. Potrzebujemy zmiany priorytetów w polityce transportowej?

TomTom Index pokazuje, że w Polsce przejechanie 10 km najwięcej czasu zajmuje we Wrocławiu (średnio 30 min). W Poznaniu jest to 28 min, w Łodzi – niecałe 27 min. Wpływa na to nie tylko poziom zatłoczenia dróg, ale także rodzaj ulic, przepustowość czy ograniczenia prędkości. Biorąc pod uwagę to kryterium, polskie miasta są poza światową czy nawet europejską czołówką. W Europie prym wiodą Londyn (ponad 36 min), Dublin oraz Bruksela, a na świecie Barranquilla (ponad 36,5 min), Londyn oraz Bengaluru.

Mimo to polscy kierowcy, którzy dwa razy dziennie przejeżdżają 10 km podczas godzin szczytu, w trakcie roku tracą nawet 5 dni i 19 godzin (w Poznaniu). We Wrocławiu jest to 5 dni i 18 godz., a w Łodzi – 5 dni i 15 godzin.

Globalne zatłoczenie w 2025 r. wzrosło o 5 pkt proc., z 20 do 25 proc. – Obserwowana tendencja wymaga podjęcia pilnych działań w zakresie inteligentnego planowania mobilności, inwestycji w transport publiczny i wspólny, ulepszonych technologii zarządzania ruchem oraz skoordynowanej polityki – mówi Ralf-Peter Schäfer, wiceprezes ds. informacji o ruchu drogowym i podróżach w firmie TomTom.

Według Niny Józefiny Bąk do zmniejszenia zakorkowania miast trzeba zmiany priorytetów w polityce transportowej oraz podniesienia konkurencyjności transportu zbiorowego wobec samochodu, m.in. poprzez buspasy i priorytet na skrzyżowaniach. – Równie ważne jest uspokojenie ruchu: zwężanie pasów, obniżanie prędkości i porządkowanie tranzytu, tak by nie przecinał centrów miast. Do tego dochodzą polityki parkingowe, rozwój bezpiecznej infrastruktury pieszej i rowerowej oraz lepsze planowanie przestrzenne, które ogranicza zależność od samochodu – uważa dyrektorka Clean Cities Campaign. ©℗

Poziom zatłoczenia miast w 2025 r. (proc.)
ikona lupy />
Poziom zatłoczenia miast w 2025 r. (proc.) / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe