Krótko przed godziną 16 dyżurny Komendy Miejskiej Policji w Rzeszowie odebrał informację o spadającym śmigłowcu. Podkom. Magdalena Żuk potwierdziła, że zgłoszenie dotyczyło Cierpisza, miejscowości leżącej na pograniczu powiatu łańcuckiego i rzeszowskiego. Na miejsce natychmiast skierowano patrole policji oraz jednostki straży pożarnej.

Zarówno policjanci, jak i strażacy musieli dotrzeć do lasu położonego na stromych zboczach i przecinającego drogi dojazdowe. W terenie zalegała wyjątkowo gęsta mgła, znacząco ograniczająca widoczność. Z tego powodu dojazd trwał dłużej niż zwykle, a odnalezienie rozbitej maszyny wymagało zorganizowanego przeszukania większego obszaru.

St. bryg. Marcin Betleja podkreślił trudność akcji: — Śmigłowiec spadł w miejscu, do którego dojazd jest znacznie utrudniony ze względu na ukształtowanie terenu oraz warunki pogodowe.

Gęsta mgła, kilkadziesiąt pojazdów i całkowita blokada drogi do Cierpisza

Gdy ratownicy dotarli w rejon katastrofy, na miejscu znajdowało się już kilkadziesiąt pojazdów służb. Las i drogi wokół niego zostały zamknięte dla ruchu. Policja natychmiast wstrzymała możliwość przejazdu w kierunku Cierpisza i wyznaczyła objazdy. Osoby postronne nie miały prawa wejść w zabezpieczony obszar.

Reporterzy z portalu Nowiny24 , którzy relacjonowali działania na żywo, zwracali uwagę na wyjątkowo niesprzyjające warunki. Mgła była na tyle gęsta, że widoczność ograniczała się do kilku metrów. W terenie — oprócz radiowozów — widoczne były quady, pojazdy terenowe i ciężki sprzęt straży pożarnej używany do stabilizacji terenu i oświetlenia miejsca katastrofy.

Dodatkowym utrudnieniem była lokalizacja wraku — w gęstym lesie, na zboczu, gdzie nie było możliwości bezpośredniego wjazdu pojazdów ratowniczych. Strażacy przenosili część sprzętu pieszo.

Dwie osoby nie żyją. Ofiary to spokrewnieni mieszkańcy powiatu przeworskiego

Po dotarciu do wraku służby natychmiast potwierdziły najgorszy scenariusz — obie osoby obecne na pokładzie śmigłowca zginęły na miejscu. Funkcjonariusze niezwłocznie zabezpieczyli teren, a prokurator rozpoczął swoje czynności.

Mł. asp. Tomasz Domka z Komendy Powiatowej Policji w Łańcucie podał, że ofiarami katastrofy byli dwaj spokrewnieni ze sobą mężczyźni. Według informacji przekazanych dziennikarzom Radia Rzeszów mieli oni 41 i 44 lata. Obaj mieszkali na terenie powiatu przeworskiego.

Maszyna, którą lecieli, to śmigłowiec Robinson R44, czteromiejscowy lekki statek powietrzny produkowany od 1992 r. Popularny w Polsce wśród prywatnych właścicieli oraz firm szkoleniowych, był już wcześniej przedmiotem badań w sprawach wypadków, jednak przyczyny każdej katastrofy tego typu są analizowane indywidualnie.

Śledztwo pod nadzorem prokuratora. Pracuje też Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych

Zabezpieczanie wraku i przyległego terenu trwało aż do późnego wieczora. Służby musiały pracować bardzo ostrożnie, ponieważ konstrukcja śmigłowca rozpadła się na kilka części, a niektóre elementy znajdowały się kilkanaście metrów od głównego wraku. Biegli z zakresu lotnictwa rozpoczęli dokumentowanie położenia szczątków i ich uszkodzeń.

Policjanci pracowali pod nadzorem prokuratora, który przeprowadził pierwsze oględziny miejsca zdarzenia. Jednocześnie poinformowano, że okoliczności katastrofy zostaną zbadane przez Państwową Komisję Badania Wypadków Lotniczych. Komisja standardowo analizuje m.in. przebieg lotu, parametry pogodowe, stan techniczny maszyny, doświadczenie pilota i charakter ostatnich manewrów.

Wstępne ustalenia nie zostały jeszcze ujawnione, ale wiadomo, że mgła mogła mieć wpływ na przebieg lotu. Jednak biegli nie wykluczają również potencjalnych usterek technicznych czy błędów proceduralnych. Dopiero pełna analiza PKBWL pozwoli na podanie oficjalnej przyczyny tragedii.