Nowo wybrana deputowana białoruskiego parlamentu Hanna Kanapacka przyznaje, że wyborów nie można uznać za uczciwe.
To było nieoczekiwane. Rozumiemy, że nie było mowy o uczciwym podliczeniu głosów. Ale to nie zmienia faktu, że wykonaliśmy ogromną pracę, by mogli uznać nas za zwycięzców. Gdyby zorganizowano uczciwe wybory, bez dwóch zdań byśmy je wygrali. Rozmawiałam z ludźmi, zawsze szliśmy z otwartą przyłbicą. Na moich ulotkach był mój numer telefonu. Wiele osób dzwoni i gratuluje mi sukcesu. Weszliśmy między ludźmi. A tak od strony prywatnej, wiadomość o zwycięstwie przyjęłam z ogromnym bólem głowy. Dopiero zaczynam się orientować, że moje życie się zmieniło. Wszystkie sprawy rodzinne i zawodowe odkładałam na poniedziałek po wyborach. A teraz się okazało, że po wyborach nie będzie lżej. Emocje były bardzo różne, od kompletnej niewiary, że to możliwe, aż po strach, że nie podołam. A kilku kolegów z partii się obraziło.
No, pani Jarmoszyna (szefowa komisji wyborczej – red.) przez zaciśnięte zęby musiała przeczytać moje nazwisko na konferencji prasowej (śmiech). Ale komisja okręgowa mi pogratulowała.
To punkt widzenia, który szanuję. Nie wszyscy muszą się ze mną zgadzać.
Władze handlują z Zachodem i musiały kogoś wyznaczyć. Rozumieliśmy, że muszą zrobić poważny krok, żeby kupić Zachód. Władze wybierały. Ale nie mogły przepuścić kogoś, kto i tak nie miałby szans na uczciwe zwycięstwo.
To, że będę jedna na sali obrad, nie znaczy, że będę sama w parlamencie. Szłam na wybory z zespołem profesjonalistów – polityków, prawników, ekonomistów. Mam nadzieję, że razem będziemy mogli przywrócić parlamentowi funkcję ustawodawczą. Nie musimy pisać na kolanie ustaw, mamy je gotowe. Mamy program strukturalnych reform życia politycznego i gospodarczego. Nikt nie ma wątpliwości, że sytuacja w kraju jest zła. Przyznają to i prezydent, i rząd. Państwu potrzebne są zmiany. Nie wiemy tego, ale może władze zgodziły się na część naszych propozycji? Może Łukaszenka chce się podzielić odpowiedzialnością z opozycją?
Zmianą ordynacji wyborczej, by moi partyjni koledzy mogli w uczciwym wyścigu wygrywać za dwa lata wybory lokalne. Po drugie, ustawami ekonomicznymi. Obniżką podatków od przedsiębiorstw, wycofaniem dekretu o bumelantach (przewidującego kary za niepodejmowanie pracy – red.), ustanowieniem jasnych reguł dla biznesu, rezygnacją z punktowych ulg – ulgi powinny być albo dla wszystkich, albo dla nikogo. I budową niezawisłego sądownictwa, bo zmiany nie będą możliwe bez gwarancji dla własności i inwestycji.
Nie jesteśmy aż tak bogatym państwem, by sobie na to pozwolić. Człowiekowi trzeba stworzyć warunki do pracy i zarabiania. Jeśli ktoś ma dwie nogi i dwie ręce, w takich warunkach zarobi tyle, żeby wystarczyło na mieszkanie, samochód, wypoczynek, edukację i medycynę. A dopiero jeśli ma ograniczone możliwości, państwo powinno mu pomóc.
Bliskich relacji gospodarczych z Rosją nikt nie będzie zrywał. W nowym domu każdy próbuje się zaprzyjaźnić z każdym sąsiadem. Przy czym w tych relacjach z Rosją doszliśmy już do granicy. Musimy więc odrobić te 20 straconych lat w relacjach z Europą. To stamtąd idą nowe technologie.
To bardzo poważny czynnik. Jesteśmy zainteresowani tym, aby społeczność międzynarodowa zainteresowała się Białorusią. Mamy powody do obaw.
Nie. W kampanii chodziło nam o przyciągnięcie zwolenników. Brak uczciwego liczenia głosów nie daje nam możliwości oceny, na ile się to udało. Ale wszyscy pracowali, ile mogli.
Będę deputowaną w parlamencie, któremu władza nie dała możliwości, by mógł zostać uznany na arenie międzynarodowej. Ale niezależnie od tego, będę próbować podwyższyć jego status w kraju i za granicą.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu