W sobotę przed południem rozpoczęło się w Warszawie posiedzenie Rady Politycznej PiS. Obrady są poświęcone podsumowaniu roku rządów koalicji PO-PSL. PiS nie ukrywa, że bardzo krytycznie ocenia rządy swoich następców.

Rocznica rządów gabinetu Donalda Tuska przypada w niedzielę. Na sobotnim posiedzeniu Rady Politycznej prezes PiS Jarosław Kaczyński w swoim wystąpieniu wystawić ma rządowi "cenzurkę". "Generalnie będzie to wystąpienie krytyczne" - zapowiadał Jarosław Kaczyński.

W rozmowie z PAP szef PiS oceniał, że rok rządów PO-PSL cechuje "wysoka niesprawność", co - jak mówił - jest dla niego największym zaskoczeniem. Według prezesa PiS, niesprawność rządu doskonale ilustruje stan prac nad wykorzystaniem środków unijnych.

W ocenie J.Kaczyńskiego, "najszkodliwszym" ministrem jest szef dyplomacji Radosław Sikorski. Najlepszym ministrem, choć niekonstytucyjnym - w opinii szefa PiS - jest sekretarz stanu w Kancelarii Premiera Michał Boni.

Pierwsza część obrad sobotniej Rady, w tym wystąpienie prezesa partii, będzie otwarte dla mediów. Następnie, już bez udziału dziennikarzy, odbędzie się dyskusja.

Niewykluczone, że Rada przyjmie uchwałę w związku z mijającym rokiem rządów PO-PSL.

Rząd odrzuca proces oczyszczenia, który my podjęliśmy

Praktyka rządu Donalda Tuska nie tylko nie kontynuuje procesu oczyszczenia, który my podjęliśmy, ale go odrzuca, dezawuuje, delegalizuje - ocenił w sobotę prezes PiS Jarosław Kaczyński podczas posiedzenia Rady Politycznej partii.

"PO miała być partią oczyszczenia. Później w trakcie kampanii wyborczej 2005 r. zmieniła zdanie. Pytaliśmy się wtedy bardzo często, czy chodzi tylko o taktykę, czy o coś głębszego. W czasach kiedy my byliśmy przedmiotem furiackiego ataku też zadawaliśmy sobie to pytanie - taktyka czy też wejście w rolę SLD w sensie funkcjonalnym" - mówił Jarosław Kaczyński.

"Dziś nie ci są ścigani, na których wymiar sprawiedliwości pod naszymi rządami ośmielił się podnieść rękę. (...) Ścigani są ci, którzy tę rękę podnieśli i to ścigani bardzo zaciekle" - oświadczył.

"Widzimy, komu ten rząd służy, czyje interesy reprezentuje" - dodał.

Propaganda rządzących niszczy demokrację

Mamy obecnie ze strony rządzących do czynienia z praktyką polityczną i propagandą, która niszczy polskie życie publiczne i polską demokrację - uważa szef PiS Jarosław Kaczyński.

Polska demokracja - mówił J.Kaczyński na sobotnim posiedzeniu Rady Politycznej swej partii - zrodziła się niedawno i była budowana "wśród trudności", ale kształtujące się reguły życia demokratycznego i kultury politycznej były przez główny nurt polskiej polityki brane pod uwagę.

Zdaniem prezesa PiS obecnie zostały one odrzucone i na poziomie języka polityki - który "zmienił się w język bardzo często grubiański a bywa, że obsceniczny - i na poziome, "który odnosi się do podważania legitymacji politycznej, moralnej wszelkiego rodzaju instytucji a szczególnie konstytucji".

"Dzisiaj konstytucja ma takie znaczenie, jakie przyjmuje Platforma Obywatelska. Pewnego dnia można ogłosić np że prezydent nie ma żadnych uprawnień w polityce zagranicznej" - mówił szef PiS.

Jak dodał, "mamy do czynienia ze zjawiskiem niesłychanie wręcz groźnym, bo odbudowa po tych zniszczeniach będzie trwała długo". J. Kaczyński mówił też, że usiłuje się zarzucać PiS, iż jest agresywny i jest "arogancką opozycją".

"Czy pan Niesiołowki, pan Palikot, pan Karpiniuk, pan Nowak, pan Chlebowski, pan Bartoszewski ze swoim "bydłem", pan Sikorski ze swoją "dożynaną watahą", pani Koapcz ze swoimi "hienami cmentarnymi, to są członkowie PiS, czy też może PO" - pytał.

Według szefa PiS, to nie jest przypadek i kwestia "temperamentu takiego, czy innego człowieka". Zdaniem J. Kaczyńskie kierownictwo PO "mogłoby skończyć tę praktykę jednego dnia, ale nie chce".

"Nie chce jej skończyć bo uważa, że to jest socjotechnika dobrze służąca jej władzy, że ten typ propagandy, to nieustanne obrażanie, te nieustanne insynuacje, to rozpoczynanie każdej polemiki od insynuacji dobrze im służy" - mówił.

Jak dodał, "tą drogą niszczy się polskie życie publiczne i będziemy musieli przez wiele lat odrabiać te straty, leczyć te rany, które zostały polskiemu życiu publicznemu teraz zadane; PO tymi działaniami szkodzi Polsce".

Powrót do klientyzmu

Polityka zagraniczna obecnego rządu jest "demonstracyjnym powrotem do klientyzmu, do koncepcji brzydkiej panny bez posagu" - mówił szef PiS Jarosław Kaczyński w sobotę na posiedzeniu Rady Politycznej swej partii.

J. Kaczyński przypomniał, że słowa o "brzydkiej pannie bez posagu" wypowiedział Władysław Bartoszewski odnosząc się do polityki zagranicznej prowadzonej przez rząd PiS.

"(Batoszewski) twierdził, że Polska jest jak brzydka panna bez posagu i tylko poprzez dobre relacje osobiste kilku ludzi którzy mieli kontakty jeszcze w okresie PRL, czasem jeszcze w latach 50., można było dla Polski coś zrobić".

W opinii J. Kaczyńskiego, sam fakt nominacji Bartoszewskiego na sekretarza stanu w kancelarii premiera Donalda Tuska był "demonstracyjnym sygnałem, że do takiej polityki się wraca". "No i zbieramy tego owoce, można rzecz kwaśne owoce" - dodał.

Szef PiS wyliczał sprawy, które załatwić miał obecny rząd. "Mieliśmy załatwić EXPO we Wrocławiu - przegrana na głowę. Mieliśy załatwić tam Instytut Technologiczny - przegarana na głowę" - mówił J. Kaczyński.

Mieliśmy - kontynuwoał - "uczynić coś, żeby Niemcy nie podejmowali w sferze polityki historycznej działań, które prowadzą do redefinicji moralnego sensu II wojny światowej, z a tego z kolei wynika redefinicja oceny skutków, także terytorialnych tej wojny". "Co uzyskał Donald Tusk? Nie uzyskał nic" - stwierdził szef PiS.

Mówił też, że mieliśmy poprawić swe stosunki w UE, które - w jego opinii za rządów PiS były jednak całkiem dobre "wbrew temu co wmawiały środki masowego przekazu i ówczesna opozycja".

"No mamy tego znakomity skutek. Dziś rozpoczyna się konferencja o wielkim znaczeniu (spotkanie grupy G20 w Waszyngtonie) - jest tam sześć państw unijnych, wśród nich Czechy, tylko nie ma Polski. To jest rzeczywiście znakomite osiągnięcie, to jest rzeczywiście, coś bardzo bardzo wielkiego" - mówił J. Kaczyński.

Dodał, że polityka rządu PiS koncentrowała się na utrzymaniu tego, co dawał Polsce Traktat Nicejskim, w którym "nasz kraj należy do tej wielkiej europejskiej szóstki".

Rozwiązaniem dla służby zdrowia plan prof. Religi

Wierzę, że polska służba zdrowia znajdzie właściwe rozwiązanie, gotowe, które można od razu wprowadzić w życie; to plan prof. Zbigniewa Religi.

Jak ocenił, proponowana przez Platformę Obywatelską prywatyzacja służby zdrowia to "okazja do wielkich nadużyć".

"Wierzę, że nie będzie nadużyć, wierzę też, że polska służba zdrowia znajdzie właściwe rozwiązanie. To rozwiązanie, które myśmy proponowali. Realistycznie zakłada ono, że trzeba zwiększyć wydatki i jednocześnie odpowiada na wszystkie ważne pytania związane ze służbą zdrowia, związane z potrzebami pacjentów, bo o potrzeby pacjentów tutaj chodzi. To jest plan prof. Religi" - mówił prezes PiS.

Polska nie spełni kryteriów ws. euro do 2012 r.

Wprowadzenie euro w Polsce w 2012 r. byłoby szkodliwe, ale nie uda się, bo Polska nie spełni do tego czasu kryteriów wejścia do strefy euro - ocenił prezes PiS Jarosław Kaczyński. Zaapelował też o referendum w sprawie zmiany waluty.

Według lidera PiS, rząd Donalda Tuska nie radzi sobie w wielu dziedzinach i jest sprawny głównie w propagandowych pomysłach.

"Takim pomysłem jest euro. To jest pomysł przesunięcia społecznej świadomości, przesunięcia punktu koncentracji społecznej uwagi z cudu, którego nie ma, na nowe, też cudowne rozwiązanie" - powiedział prezes PiS.

Jego zdaniem, rząd celowo nie uświadamia społeczeństwu zagrożeń związanych z przyjęciem euro, np. tego, że obecna strefa euro to strefa stagnacji, a mniej zamożne państwa, które do niej należą, np. Portugalia, mają problemy gospodarcze.

Przypomniał stanowisko swojej partii dotyczące referendum w sprawie euro. Podkreślił, że tylko Polacy mogą podjąć taką decyzję.

J.Kaczyński ocenił też, że Donald Tusk zbyt optymistycznie przedstawia szanse wprowadzenia euro w 2012 r.

"Pańskie plany są nierealne. Pan uprawia propagandę, a nie politykę. Żeby wprowadzić euro w 2012 r., to trzeba by w najbliższych latach dokonać gigantycznych cięć budżetowych" - mówił.

"Trzeba by szeroko rozumianej grupie pracowników państwowych pensje nie radykalnie podwyższyć, jak pan swoim własnym głosem zapowiadał, ale radykalnie obniżyć. A później będą one jeszcze raz obniżone, kiedy zostanie wprowadzone euro, bo wprowadzenie euro to jest obniżenie pensji" - mówił prezes PiS.