W ocenie prowadzącego wieczór szefa katowickiego Teatru Korez Mirosława Neinerta, mimo wizerunku Zanussiego - Europejczyka w garniturze i pod krawatem - w jego twórczości czai się duch buntownika i prowokatora. Jednak dla Zanussiego nie ma w tym sprzeczności. "Sztuka w założeniu jest dialogiem, gdzie trzeba powiedzieć coś, czego ktoś wcześniej nie powiedział w sposób, jakiego poprzednio nie było" - powiedział.

"W tym zawsze jest jakaś prowokacja. Mam ogromną ochotę sprzeciwiać się światu, z którym się nie zgadzam, gniewać się na świat, który mnie oburza lub przeraża, i dlatego już żadnej energii nie wkładam, by za pomocą kolczyka w uchu czy długich włosów robić to samo. Wystarczy, żeby to było na ekranie, w życiu tego może nie być widać" - ocenił reżyser.

Poproszony o skomentowanie dążenia młodych adeptów reżyserii do zajmowania się ważnymi tematami, Zanussi uznał, że młodość daje odwagę pytania i zastanawiania się np. nad śmiercią.

"Im dalej, tym człowiek częściej ucieka od poważnych tematów i już wtedy z odwagą jest gorzej. Gdy jeszcze byłem bardzo młody, miałem największą odwagę zaglądać na drugą stronę, bo wtedy zdawało mi się, że to dotyczy innych ludzi. Potem dotyczy już nas samych" - mówił.

Ze Śląskiem - według reżysera - nie łączy go nic poza tym, że już od trzydziestu lat wykłada w Katowicach. Wspomniał postacie Kazimierza Kutza, dzięki któremu wiele się o Śląsku dowiedział oraz Wojciecha Kilara, który przed wielu laty wybierając Katowice swoim miejscem zamieszkania, pokochał Śląsk z wyboru.

"Dlatego trochę ich oczami zacząłem widzieć tę ziemię i mam sentymentalny stosunek do tej części Polski, która nie jest taka łatwa do polubienia - jest zamknięta, trudna, ma bardzo wielką odrębność, ale jest bardzo piękna" - ocenił Zanussi.

Podczas piątkowego benefisu opowiadali o reżyserze m.in. inni reżyserzy: Magdalena Piekorz, która napisała na jego cześć krótki list pochwalny oraz Tadeusz Bradecki wspominający m.in. swój epizod aktorski w nagrodzonym w Cannes filmie "Constans" oraz malucha kupionego za dzień zdjęciowy na planie u Zanussiego w Szwajcarii. Dla reżysera śpiewała m.in. Ewa Uryga.

Wydział Radia i Telewizji UŚ im. Krzysztofa Kieślowskiego, zwany potocznie katowicką szkołą filmową, powstał w 1978 r. To jeden z najbardziej znanych wydziałów artystycznych w Polsce, którego studenci i absolwenci wielokrotnie zdobywali też laury za granicą.

Jednym z pierwszych jego wykładowców obok Zanussiego był obecny patron - Kieślowski. Od 2005 r. dziekanem wydziału jest dr hab. Krystyna Doktorowicz. Wykładowcami kierunku reżyseria są m.in.: Krzysztof Zanussi, Jerzy Stuhr, Leszek Wosiewicz i Filip Bajon, który kieruje zakładem reżyserii. (PAP)

mtb/ ls/