J. po sześcioletnim procesie został w grudniu 2013 r. skazany przez gdański sąd okręgowy na karę 3,5 roku więzienia za udział w aferze Stella Maris. W kwietniu zeszłego roku sąd apelacyjny część tego wyroku uchylił i skierował sprawę do ponownego rozpoznania w I instancji, a od zarzutów przywłaszczenia i prania pieniędzy J. został uniewinniony. Chodziło o pieniądze, jakie krążyły między firmą konsultingową Janusza B. a Energobudową, kierowaną przez Jerzego J., a spółką Delta Press, m.in. wydającą nieistniejącą już gazetę "Głos Wybrzeża". Miało chodzić o lobbing w sprawie kontraktu na przebudowę części nabrzeża portowego w Trójmieście.

Od tej części orzeczenia, która odnosiła się do zarzutów prania pieniędzy, odwołała się prokuratura i w środę jej kasację rozpoznał Sąd Najwyższy.

Andrzej Pogorzelski z Prokuratury Krajowej chciał, by SN uchylił to uniewinnienie - wobec J., a także dwóch pracowników jego firmy uniewinnionych w tym procesie przekonując, że sąd II instancji zmieniając w zeszłym roku wyrok skazujący na uniewinnienie, błędnie ocenił dowody i nie wziął pod uwagę ich całokształtu.

Reklama

Mówił, że sąd nie wziął pod uwagę zeznań Janusza B., szefa firmy konsultingowej, która przekazywała pieniądze J. Jak zauważył oskarżyciel, B. w innym procesie został już skazany i dlatego początkowo w tym procesie korzystał z prawa do odmowy zeznań, a złożył je dopiero przed sądem II instancji - według Pogorzelskiego sąd nie wyciągnął z tego jednak właściwych wniosków. "Nie widzimy w uzasadnieniu, czemu sąd odwoławczy zdezawuował rozważania I instancji" - mówił prokurator.

Reklama

Broniący Jerzego J. mec. Andrzej Drania wnosił o oddalenie kasacji prokuratury i utrzymanie w mocy uniewinniającego wyroku. Jak zapewniał, jego klient nie miał świadomości, że przesyłane mu pieniądze pochodzą z przestępstwa. "To nie sąd, lecz prokurator ma udowadniać winę, dlatego argumenty prokuratury, że sąd czegoś nie udowodnił, nie mogą się ostać" - przekonywał. Przypomniał zarazem, że nie można nie przyjąć środków przesyłanych na rachunek bankowy, bo dzieje się to automatycznie - można je ewentualnie później odesłać. "Wystarczy jednak bierna postawa, aby środki wpłynęły" - podkreślił.

SN po naradzie częściowo uznał za zasadną kasację prokuratury i uchylił wyrok uniewinniający Jerzego J., przesyłając jego sprawę do ponownego rozpoznania przez Sąd Apelacyjny w Gdańsku. SN nie uchylił zaś uniewinnień dla dwóch pozostałych podsądnych - Marka Z. i Zdzisława W., uznając tu argumenty prokuratury za niezasadne.

"Uniewinnienie Jerzego J. nastąpiło z naruszeniem prawa. Kwestia świadomości pochodzenia środków z przestępstwa wymaga zbadania i omówienia relacji J. z firmą konsultingową Janusza B. i innymi podmiotami - a tego sąd nie zrobił" - mówił w ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia SN Marek Pietruszyński.

Według sądu dowody, które doprowadziły do uniewinnienia byłego pomorskiego "barona SLD" "dobrano selektywnie, selekcja była niewłaściwa, a sąd pominął okoliczności o istotnym znaczeniu". Jak zauważył sędzia Pietruszyński, spółka Delta Press nie prowadziła działalności gospodarczej o charakterze konsultingowej czy lobbingowej w zakresie budownictwa, bo zajmowała się wydawaniem gazety i organizacją imprez społecznych za publiczne dotacje. "Nie miała doświadczenia biznesowego ani kadr, aby wywiązać się z umowy z firmą konsultingową, aby uzyskać kontrakt na rozbudowę nabrzeża portowego. A jednak pieniądze przelewano" - mówił sąd.

Prokuratura początkowo zarzucała J. - jako prezesowi Energobudowy - wyprowadzenie z tej firmy prawie 31 mln zł, "wypranie" ok. 14 mln zł i uszczuplenia podatkowe.

Według prokuratury, przestępstwo polegało na tym, że firmy konsultingowe Janusza B. (w latach PRL był on pracownikiem cenzury oraz pierwszym dyrektorem Stella Maris - PAP) i jego wspólnika Konrada K. zawierały z różnymi spółkami kontrakty na doradztwo (jedną z nich była Energobudowa - PAP), których wykonanie powierzali z kolei wydawnictwu Stella Maris, którego właścicielem była Archidiecezja Gdańska. W rzeczywistości usługi te były całkowicie fikcyjne i zlecenia nigdy nie zostały wykonane.

Pieniądze ze spółek, które zlecały fikcyjne usługi firmom Janusza B. i Konrada K., najpierw były przelewane na konta ich firm, a później, po odjęciu kilku procent, do Stella Maris. Wydawnictwo pobierało kolejne kilka procent prowizji i na końcu większość pieniędzy wracała do osób zarządzających spółkami.

Stella Maris, działając jako podmiot gospodarczy w ramach Archidiecezji Gdańskiej, była zwolniona z podatku dochodowego od osób prawnych w części przeznaczonej na cele statutowe Kościoła. Transfery pieniędzy miały miejsce w latach 1997-2001.

Sąd pierwszej instancji umorzył wobec J. i pozostałych ośmiu oskarżonych - z powodu przedawnienia - zarzuty dotyczące przestępstw podatkowych.

Sąd Apelacyjny w zeszłym roku uznał za winnych dwóch oskarżonych: prezesa wydawnictwa "Delta Press" Stanisława S. oraz prokurenta tej spółki i redaktora naczelnego "Głosu Wybrzeża" Marka F. Te sprawy są zakończone prawomocnie, bo kasacji nie złożono.

Według sądu, wystawili oni w celu osiągnięcia korzyści majątkowej fakturę VAT na kwotę brutto prawie 116 tys. zł poświadczającą nieprawdę, iż "Delta Press" pozyskała na rzecz spółki Polnord kontrakt na realizację w charakterze generalnego wykonawcy robót budowlano-montażowych w bazie promowej w Porcie Gdańskim. Obaj zostali skazani za ten czyn na kary ośmiu miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata. Wyrok ten jest prawomocny.

Marek F. był w 2002 r. kandydatem SLD na prezydenta Gdańska. W II turze wyborów przegrał z obecnie urzędującym prezydentem miasta Pawłem Adamowiczem (PO). W zeszłym roku był wiceprzewodniczącym pomorskiego SLD.