Jeśli senatorowie Ted Cruz, Marco Rubio czy Bernie Sanders chcą liczyć się w walce, muszą wygrać w kilku spośród 11 prawyborów. Ale i to może być niewystarczające.
Dzisiejsze prezydenckie prawybory w 11 stanach będą ostatnią szansą w Partii Republikańskiej na zatrzymanie Donalda Trumpa, a w Partii Demokratycznej na to, by Bernie Sanders utrzymał się w wyścigu. Ale bardziej prawdopodobny jest scenariusz, że jutro już będzie wiadomo, kto w listopadzie stanie do decydującej walki o Biały Dom.
Skumulowanie tylu prawyborów w jednym dniu zapoczątkowano w 1988 r., by zrównoważyć nadmierny efekt głosowania w pierwszych dwóch niewielkich i mało reprezentatywnych stanach – Iowa i New Hampshire, gdzie pretendenci z mniejszymi szansami i funduszami skupiali całą kampanię w nadziei na to, że zwycięstwo stanie się dla nich trampoliną do dalszych zwycięstw. Głosowanie w kilkunastu rozrzuconych po kraju stanach (ich liczba nie jest stała) wymusza na kandydatach dotarcie do większego spektrum wyborców i dobry wynik w superwtorek zwykle staje się przepustką do partyjnej nominacji, a słaby kończy marzenia o prezydenturze.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.