Rozejm między prorosyjskimi separatystami a wojskami pod dowództwem Kijowa obowiązuje dokładnie od roku. Wojny w Zagłębiu Donieckim nikt jeszcze nie wygrał. Pokoju na razie również nie.
Reklama
Porozumienia mińskie przewidywały zawieszenie broni i zaczęły obowiązywać 15 lutego 2015 r. Składało się na nie 13 punktów opisujących warunki rozejmu. Praktycznie żaden z nich nie został do końca zrealizowany. Dlatego coraz głośniej mówi się o Mińsku 3, czyli przeformatowaniu międzynarodowych zobowiązań pokojowych.
W nocy z 14 na 15 lutego mieszkańcy obszarów objętych działaniami wojennymi wymieniali się na portalach społecznościowych opiniami na temat zbliżającej się północy, od której miał obowiązywać rozejm. Nastroje były minorowe, bo od 12 lutego, gdy w Mińsku podpisano porozumienie, wciąż trwały walki o Debalcewo, ważny splot komunikacyjny między Donieckiem a Ługańskiem. Sekundy po północy pojawiły się pierwsze twitty – z Doniecka, Gorłówki, Jenakijewego, Mariupola. Donosiły: a jednak zrobiło się cicho.
Spokój okazał się jednak złudny. Podstawowe założenie porozumienia, czyli wstrzymanie działań zbrojnych i wycofanie ciężkiego sprzętu na 50–140 km w zależności od jego rodzaju, nie zostało w pełni zrealizowane. Strona ukraińska codziennie raportuje o kilkunastu lub kilkudziesięciu ostrzałach. Podobne dane publikują separatyści. Pracownicy misji OBWE regularnie donoszą o obecności niezgodnego z porozumieniem uzbrojenia wewnątrz strefy częściowo zdemilitaryzowanej. I to tylko wtedy, gdy są dopuszczani do interesujących ich miejsc, co nie jest normą ani po stronie kontrolowanej przez wojska rządowe, ani po tej zajętej przez separatystów.
Nie ma mowy o wypełnieniu powiązanych ze sobą pkt 5 i 6, przewidujących „zakaz karania osób w związku z wydarzeniami mającymi miejsce w niektórych rejonach obwodów donieckiego i ługańskiego Ukrainy” oraz wymianę jeńców na zasadzie wszyscy na wszystkich. Kijów zastrzega sobie prawo osądzenia liderów separatystów, także jako sposób na uniemożliwienie im startu w ewentualnych wyborach w przyszłości. Wymiana pojedynczych jeńców jest każdorazowo uzgadniana między zainteresowanymi stronami, często na poziomie lokalnym.
Martwe są punkty zobowiązujące Ukrainę do odbudowy systemu bankowego i wznowienia wypłat emerytur na obszarach kontrolowanych przez DRL i ŁRL, czyli samozwańcze republiki ludowe, a te ostatnie – do pozwolenia na pobór podatków przez Ukrainę. Ukraińskie banki nie mają dostępu do swoich oddziałów po drugiej stronie linii rozgraniczającej. W efekcie miejscowe banki nie działają, a obieg gotówkowy funkcjonuje głównie dzięki dowozowi rubli z Rosji. Emeryci otrzymują część pieniędzy ze środków własnych DRL i ŁRL, a po ukraińską emeryturę muszą jechać na kontrolowaną przez Kijów część Donbasu. DRL i ŁRL ściągają podatki od drobnych i średnich przedsiębiorców, a wielki biznes płaci je Ukrainie – głównie dlatego, że cieszy się nieformalną osłoną Rosji.
Do końca 2015 r. Kijów miał przyjąć zmiany do konstytucji, utrwalające specjalny status dla „szczególnych rejonów obwodów donieckiego i ługańskiego”. Projekt pozwalający „szczególnym rejonom” na samodzielne powoływanie milicji, prokuratorów i władz lokalnych został złożony w parlamencie przed półroczem. Dla przeforsowania zmian, połączonych w jeden pakiet z reformą samorządową, nie ma jednak wystarczającej większości głosów. – Ten dokument nigdy nie został poddany ratyfikacji, a zatem parlament nie ma żadnych zobowiązań w tym zakresie. Prezydent wypełnił punkt dotyczący zmian w konstytucji, składając stosowny projekt. Ale Rada nie jest notariuszem i ma prawo decyzji – tłumaczyła DGP wiceszefowa parlamentu Oksana Syrojid.
Przedstawiciele Rosji, Ukrainy i państw Zachodu rozmawiają w ostatnich tygodniach o perspektywach zorganizowania wyborów w obwodach donieckim i ługańskim. Układ z Mińska przewiduje, że głosowanie powinno się odbyć zgodnie z ukraińskim prawem, pod nadzorem OBWE i po konsultacjach z „przedstawicielami szczególnych rejonów”. Kijów kategorycznie odrzuca jednak możliwość jakichkolwiek konsultacji z DRL i ŁRL. Trudno też przypuszczać, by ukraińską jurysdykcję udało się rozciągnąć na tereny niekontrolowane przez Kijów. To sprzeczność wynikająca wprost z porozumień sprzed roku.
– Rosyjska oferta zakłada obecnie faktyczne uznanie separatystycznych organów władzy przez Kijów, a w zamian uznanie jego jurysdykcji nad tym obszarem i odsunięcie od władzy przywódców DRL i ŁRL, zwłaszcza że swoją rolę już odegrali – mówi DGP anonimowy rosyjski dyplomata. Ołeksandr Zacharczenko i Ihor Płotnycki, bo o nich mowa, byli w przeszłości dowódcami odpowiednio batalionów Oplot i Zaria. – Teraz pora na figury kompromisowe, kogoś, kto będzie umiał odbudować gospodarkę – dodaje nasz rozmówca. Dla Ukrainy dowolna nominacja narzucona przez Kreml była skrajnie trudna do przyjęcia.
Ukraińcy chcieliby jeszcze przed lokalnymi wyborami odzyskać panowanie nad całą długością granicy z Rosją. Dokument z Mińska przewiduje coś odwrotnego: „Przywracanie pełnej kontroli (...) powinno się rozpocząć pierwszego dnia po miejscowych wyborach”. To kluczowa mina pod porozumieniem mińskim, ponieważ to właśnie przez niekontrolowaną granicę do Doniecka i Ługańska trafiają rosyjska broń, „urlopowani” żołnierze, zaopatrzenie i gotówka. I koło się zamyka: bez kontroli granicy nie ma mowy o przywróceniu ukraińskiej jurysdykcji, bez tej jurysdykcji nie da się przeprowadzić zgodnych z układem wyborów, a bez wyborów niemożliwe jest przywrócenie kontroli nad granicą.
Po roku wyraźnie widać, że żadna ze stron nie osiągnęła swoich celów. Rosji nie udało się zablokować integracji europejskiej Ukrainy; 1 stycznia weszło w życie porozumienie o stowarzyszeniu i wolnym handlu z UE, w lipcu oczekiwane jest zniesienie wiz do strefy Schengen dla Ukraińców. DRL i ŁRL nie zdołały zbudować struktur państwowych choćby na wzór Naddniestrza. To wciąż wojskowe księstewka, stanowiące gospodarcze i prawne czarne dziury. Ukrainie nie udało się odzyskać integralności terytorialnej. Teoretycznie porozumienie mińskie miało obowiązywać do końca 2015 r. W praktyce w grudniu strony nieformalnie porozumiały się o jego przedłużeniu na bliżej nieokreśloną przyszłość. Targi o jego modyfikację trwają.
Odzyskać kontrolę nad całą granicą: to plan Ukraińców przed wyborami