Niemcy i Wielka Brytania to kolejne kraje, które przyłączyły się do ofensywy przeciwko ISIS. My mamy kilka możliwości, by zaangażować się w tę koalicję
Grupa państw zachodnich walczących z ISIS (dotychczas oprócz Kurdów były to głównie Stany Zjednoczone oraz Francja) w ciągu ostatnich dni znacząco się poszerzyła. Tydzień temu, już pierwszej nocy po przegłosowaniu w brytyjskim parlamencie zgody na operację w Syrii, samoloty RAF-u zaczęły zrzucać bomby na pozycje islamskich fanatyków. W piątek niemiecki Bundestag przychylił się do wniosku kanclerz Angeli Merkel, by w rejon Bliskiego Wschodu wysłać do 1,2 tys. żołnierzy wraz z potrzebnym wyposażeniem. Mają to być m.in.: fregata do osłony francuskiego lotniskowca Charles de Gaulle, sześć samolotów rozpoznawczych oraz jedna tzw. latająca cysterna. Niemieckie siły nie będą bezpośrednio bombardować pozycji w Syrii. W konflikt nie włączy się natomiast NATO. W poniedziałek Jens Stoltenberg, sekretarz generalny Sojuszu Północnoatlantyckiego, w wywiadzie dla szwajcarskiej gazety „Tages-Anzeiger” wykluczył wysłanie tam wojsk lądowych. Stwierdził, że raczej chodzi o wzmocnienie lokalnych sił. – Stany Zjednoczone mają na miejscu niewielkie oddziały sił specjalnych. Ale w głównej mierze, by wzmocnić miejscowych wojowników. To nie jest proste, ale to jedyna opcja – stwierdził Norweg.
Reklama
W Syrii bardzo aktywnie działa również Rosja, która jednak bardziej niż na walce z ISIS skupia się na wspomaganiu wojsk dyktatora Baszara al-Asada.

Reklama
Wśród polskich decydentów temat oficjalnie nie istnieje. O konkretnym zaangażowaniu w walce w ISIS nie mówili minister obrony Antoni Macierewicz ani prezydent Andrzej Duda. Mimo e-maila i kilku telefonów do rzecznika MON odpowiedzi w tym temacie się nie doczekaliśmy. Jednak to, że na razie zagraniczni politycy deklarują brak operacji lądowej, a polscy nie zabierają w tej kwestii głosu, wcale nie oznacza, że coś się wkrótce nie zmieni. Jeszcze niedawno wiele krajów wykluczało jakiekolwiek zaangażowanie w ten konflikt, a teraz wysyłają żołnierzy. Jeśliby faktycznie doszło do dużej operacji z użyciem wojsk lądowych, to zdaniem generała Waldemara Skrzypczaka, byłego dowódcy dywizji wielonarodowej w Iraku, na pewno powinniśmy posłać wojska chemiczne. W tym konflikcie tego typu broń była używana. – Po Iraku i Afganistanie mamy też duże doświadczenie w zakresie działania wojsk inżynieryjnych, które zajmują się m.in. rozminowaniem, minowaniem czy fortyfikowaniem. Mamy doskonałe wsparcie medyczne, w Iraku mieliśmy jeden z lepszych szpitali polowych – mówi wojskowy.
Nawet bez zaangażowania wojsk lądowych czy nawet specjalnych Polska może wspomóc swoich natowskich sojuszników. – W mądry sposób w walkę z Państwem Islamskim zaangażowali się Czesi. Oni wysyłają do Iraku tony posowieckiej amunicji, która przekazywana jest Kurdom – wyjaśnia Juliusz Sabak, ekspert ds. uzbrojenia z portalu Defence24.pl. – My również mamy dużo amunicji, która nie spełnia standardów Sojuszu. Jeślibyśmy ją przekazali dalej, to z jednej strony pomoglibyśmy naszym sojusznikom, z drugiej nie musielibyśmy ponosić kosztów utylizacji tej amunicji.
Wydaje się jednak, że w przypadku gdyby zapadła decyzja polityczna o naszym udziale w tej wojnie, to najbardziej prawdopodobne byłoby zaangażowanie naszego lotnictwa. Być może doczekalibyśmy się powtórzenia z początków naszego udziału w międzynarodowej misji w Republice Środkowoafrykańskiej. Wtedy to jeden z naszych samolotów C-130 Hercules latał między Francją a RŚ. Udostępnienie dwóch czy trzech takich jednostek do zaspokajania potrzeb logistycznych koalicji byłoby stosunkowo łatwe. – Możliwe byłoby także wysłanie samolotów F-16 np. do misji obserwacyjnych. To byłoby spektakularne, a jednocześnie bezpieczne. Tyle że już Niemcy zadeklarowali takie zaangażowanie, a przecież liczba misji rozpoznawczych nie jest nieograniczona – tłumaczy Mariusz Cielma, analityk z „Dziennika Zbrojnego”.
Na pewno możliwy byłby udział polskich żołnierzy w szkoleniu Syryjczyków. W tej materii mamy bogate doświadczenie – szkoliliśmy między innymi Afgańczyków (oddziały trenowane przez nasze wojsko były bardzo dobrze oceniane) czy mundurowych w Mali i Republice Środkowoafrykańskiej. Wiadomo, że na pewno nie bylibyśmy w stanie wspomóc sojuszników siłami marynarki wojennej – po prostu nasza flota jest zbyt mała i za mało nowoczesna. ©?
Możliwe byłoby wysłanie do Syrii naszych myśliwców F-16
Nasza flaga poza granicami
Na wczorajszym posiedzeniu Rady Ministrów rząd skierował wnioski do prezydenta o przedłużenie użycia polskich kontyngentów wojskowych w siłach międzynarodowych w Republice Kosowa i Byłej Jugosłowiańskiej Republice Macedonii oraz w Bośni i Hercegowinie. Ta misja ma potrwać co najmniej do 30 czerwca 2016 r. i ma dalej liczyć ok. 300 żołnierzy i pracowników wojska. Podobny dokument został przesłany w sprawie wojskowej misji doradczej Unii Europejskiej w Republice Środkowoafrykańskiej. O ile jeszcze na początku roku liczyła ona ok. 50 żandarmów, to teraz ma to być maksymalnie dwóch doradców. Rząd nie złożył wniosku w sprawie przedłużenia naszej misji w Afganistanie, gdzie obecnie stacjonuje ok. 200 polskich żołnierzy. Jedyne, czego udało nam się dowiedzieć w tej sprawie, to to, że kierownictwo MON dokonuje „audytu wielu obszarów w resorcie”, a o decyzjach będzie informować na bieżąco.