Monidło to rodzaj obrazu, zazwyczaj malowanego na podstawie zdjęcia. Pokazuje postaci wyretuszowane, bez żadnych skaz, piękniejsze niż w rzeczywistości. – Współczesne monidło jest w pewnym sensie wariantem fonetycznym starego wyrazu „mamidło”. Formacja ta została bowiem utworzona od czasownika „monić” – znanego bardziej jako „manić” lub „mamić” – wyjaśnia na stronie sjp.pwn.pl Krystyna Długosz-Kurczabowa z Uniwersytetu Warszawskiego.
Reklama
T o słowo doskonale ilustruje sposób, w jaki działało poprzednie kierownictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, szczególnie Czesław Mroczek, wiceminister odpowiedzialny za zakupy, który cały czas zapewniał, że wszystko jest świetnie i generalnie programy modernizacyjne polskiej armii przebiegają bez zarzutu. Pytania i wątpliwości zbywał bez mrugnięcia okiem i zasłaniał się tajnością postępowania. Otwartą kwestią pozostaje też to, na ile rozpychał się łokciami i starał się pozbyć potencjalnych konkurentów, m.in. swojego poprzednika na stanowisku gen. Waldemara Skrzypczaka.

Reklama
W nowym kierownictwie resortu obrony trudno będzie doszukiwać się walk frakcyjnych i pęknięć, będzie ono przypominać monolit. Jako jeden z nielicznych w nowym rządzie Antoni Macierewicz ma podmiotowość polityczną rozumianą jako samodzielna możliwość kreowania pewnych procesów. Dowodzi tego m.in. wybór współpracowników. Wiceministrowie Bartosz Kownacki (odpowiedzialny za zakupy), Tomasz Szatkowski (przygotowanie szczytu NATO), nowi szefowie służb wojskowych Piotr Bączek oraz Andrzej Kowalski – wszyscy razem pracowali w komisji weryfikacyjnej ds. byłych żołnierzy Wojskowych Służb Informacyjnych.
Co będzie priorytetem dla nowej ekipy, pokazują dwa pierwsze tygodnie działalności MON. Na środowym posiedzeniu sejmowej komisji obrony nowy szef resortu głośno powiedział, że król jest nagi. Polityk PiS stwierdził, że oferta koncernu Raytheon dotycząca kluczowego dla naszego bezpieczeństwa programu tarczy przeciwrakietowej „Wisła” jest dla Polski mało korzystna. Ludzie zainteresowani tematem mówią o tym już od jakiegoś czasu, pisaliśmy o tym także na łamach DGP. Wiadomo już, że w sprawie tarczy będziemy mieli zupełnie nowe otwarcie. Oferta francuska (zestawy SAMP/T), choć bardzo dobra (zapewne najlepsza) pod względem rozwoju naszego przemysłu, ma ten problem, że jest... francuska. Wiadomo, że Prawo i Sprawiedliwość stawia mocno na współpracę z Amerykanami. Stąd ręce mogą zacierać przedstawiciele największego koncernu zbrojeniowego świata – Lockheed Martin, którzy są mocno zaangażowani w wybrany niedawno przez Niemcy projekt MEADS. Ale cieszyć się też mogą nasi przemysłowcy, którzy wprost twierdzili, że dla nich oferta Raytheona jest zdecydowanie najmniej korzystna. I przede wszystkim polski podatnik, którego portfel na tej decyzji na pewno zyska.
N owy minister mówił także o tym, że o podpisaniu kontraktu na śmigłowce Caracal zdecydują negocjacje offsetowe z Ministerstwem Gospodarki. Wydaje się to oczywistym wybiegiem, by mieć powód do jego niepodpisania. Z drugiej strony pozycja negocjacyjna urzędników z MG w chwili wypowiedzenia tych słów radykalnie wzrosła. Jednak dużym zaskoczeniem będzie, jeśli ten kontrakt zostanie podpisany – raczej można się spodziewać podziału pomiędzy poszczególnych producentów (zapewne także Airbusa). Wbrew pozorom i medialnemu hałasowi nie jest to proces dla polskiej armii kluczowy.
K olejną kwestią poruszoną przez Macierewicza jest zmiana wprowadzonej w ubiegłym roku reformy dowodzenia. Projekt, którego ojcem w dużej mierze był szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego za prezydenta Bronisława Komorowskiego gen. Stanisław Koziej, budzi kontrowersje. W hierarchicznej strukturze, jaką jest wojsko, wprowadza pewną niejasność, kto kiedy stoi na jej szczycie. Wydaje się, że pewne niezbyt radykalne korekty mogą poprawić sytuację.
Szef resortu obrony zapowiedział stworzenie regulacji, która pozwoli na to, by szeregowi zawodowi mogli służyć w wojsku dłużej niż 12 lat. Jeśli nie przestaniemy przyjmować młodych żołnierzy, to wydaje się to najprostszą drogą do stopniowego zwiększania liczebności armii. Warto jednak pamiętać, że dodatkowi żołnierze potrzebują dodatkowego sprzętu, czymś muszą strzelać, czymś się poruszać, jakoś wyszkolić. Trudno wywnioskować, czy w kalkulacjach finansowych (500 mln zł przez najbliższe siedem lat) to zostało uwzględnione. Raczej nie – ponieważ ta kwota wydaje się stosunkowo niska. Jeszcze mniej realna wydaje się zapowiedź stworzenia w ciągu roku trzech brygad Obrony Terytorialnej. To jest 10–15 tys. ludzi! Biorąc pod uwagę, że prawdopodobnie zostanie wywrócony do góry nogami cały system, to są to po prostu mrzonki.
Na razie nikt nie mówi głośno o zwiększaniu przyszłorocznego budżetu MON, za to wskazuje się niski stopień realizacji tegorocznego budżetu. Wątpliwe więc, by budżet wojska w 2016 r. został zwiększony. Głośno nie mówi się też o tym, że resort przejmie od Ministerstwa Skarbu Państwa kontrolę nad Polską Grupą Zbrojeniową. Wydaje się jednak, że jest to kwestia najbliższego czasu i tam też będzie kadrowe trzęsienie ziemi.
P atrząc na pierwsze dwa tygodnie działalności nowego ministra, można zrozumieć dużą część przeprowadzanych/postulowanych zmian. Są jednak dwa „ale”. Po pierwsze, polityk Antoni Macierewicz wydaje się zbyt często brać górę nad Antonim Macierewiczem ministrem obrony. Jego deklaracje dotyczące rzeczy niezwiązanych z polityką obronną w mojej opinii spowodują to, że na tym stanowisku spędzi stosunkowo niewiele czasu. Drugą kwestią jest wspominana monolityczność. Wśród najbliższych współpracowników ministra trudno dostrzec kogoś, kto będzie potrafił mocno zaznaczyć własne zdanie i wskazać mu obszary, w których się myli. Większość z nich to w pewnym sensie jego wychowankowie. W geologii monolit może być np. górą, jak słynne Ayers Rock w Australii. Taki twór łatwo jednak pomylić z oblężoną twierdzą.