Identyfikacja ofiar katastrofy samolotu Germanwings może potrwać kilka tygodni. Tak mówi francuski prokurator, który nadzoruje śledztwo w sprawie wczorajszego wypadku. W drodze z Barcelony do Dusselsorfu maszyna runęła na ziemię i roztrzaskała się o zbocze góry we francuskich Alpach.

Jak relacjonuje z Seyne Les Alpes specjalny wysłannik Polskiego Radia Wojciech Cegielski, szczątki maszyny a także ciała ofiar są porozrzucane na bardzo dużym obszarze, dlatego ratownikom nie będzie łatwo do nich dotrzeć. Prowadzący śledztwo prokurator Brice Robin przestrzega, że cała procedura może potrwać kilka miesięcy. „Identyfikacja ofiar jest niezbędna. Jesteśmy to także winni rodzinom. Ale nie da się tego zrobić w 5 minut. To może zabrać nawet kilka tygodni i wszyscy powinni mieć tego świadomość” - mówił prokurator, obecny w Seyne Les Alpes.

Wśród 150 ofiar katastrofy ponad 70 osób to Niemcy, a ponad 50 to Hiszpanie. Polskie MSZ poinformowało, że w wypadku zginęło też niemowlę z kilkoma obywatelstwami, w tym także z polskim. Ofiary to także osoby z Wielkiej Brytanii, Australii, Iranu, Wenezueli, Stanów Zjednoczonych i Izraela.

Ekspertom udało się odzyskać część informacji ze zniszczonej czarnej skrzynki Airbusa A320, zawierającej nagrania rozmów w kokpicie. Specjaliści mówią jednak, że brak jeszcze podstaw do wyciągania wniosków o przyczynach tragedii. Podkreślają równocześnie, że teza o zamachu bombowym jest mało prawdopodobna.