Brytyjska prasa donosi dziś o przybyciu do Iraku pierwszych żołnierzy amerykańskich i brytyjskich, którzy mieliby zabezpieczyć ewakuację uchodźców z masywu Sinjar na północy kraju. Jak się ocenia, przebywa tam jeszcze około 30 tysięcy jazydów, z ponad stu tysięcy, którzy zbiegli w góry przed dżihadystami.
"Daily Telegraph" informuje, że już wczoraj wieczorem do Iraku przybyła grupa brytyjskich komandosów z pułku SAS. Mieliby oni zabezpieczyć ewakuację jazydów, przypuszczalnie helikopterami Chinook. Mogą one jednorazowo zabrać 50 osób, czyli ewakuacja 30 tysięcy ludzi zabrałaby sporo czasu i wymagałaby ochrony wojskowej.
"Times" donosi, że również Amerykanie podjęli swój rekonesans w masywie Sinjar. Wylądowało tam już około 20 amerykańskich zwiadowców, a do Irbilu w Kurdystanie przybyła grupa ponad stu wojskowych, agentów wywiadu i wysłanników amerykańskich agend rządowych. "Guardian" donosi, że administracja prezydenta Obamy musi się bronić przed podejrzeniami, że łamie obietnicę, iż nie pośle Amerykanów z nową interwencją w Iraku.
To samo zresztą ma miejsce w Londynie - "Daily Telegraph" pisze, że informacje o zaangażowaniu brytyjskich sił lądowych w ewakuacje jazydów zwiększą naciski na premiera Camerona, żeby odwołał z wakacji Izbę Gmin, bo ewentualna decyzja o brytyjskiej akcji zbrojnej zagranicą musi uzyskać poparcie parlamentu. Tymczasem premier Cameron wolałby nie wiązać sobie rąk.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu