Wykorzystywanie urzędów skarbowych do zwalczania opozycji opanowała do perfekcji Ukraina. Jednak Stany Zjednoczone wyprzedzają ją także w tej kwestii o kilka długości.
Reklama
W środę wieczorem do dymisji podał się szef amerykańskiej skarbówki (IRS) Steven Miller. To kolejna odsłona skandalu, który wybuchł po tym, jak raport inspektora generalnego ujawnił, że IRS w ostatnich latach ze szczególną uwagą przyglądał się organizacjom prawicowym.
Najgorsze dla urzędu dopiero nadchodzi, bowiem przesłuchania zapowiedziały już dwie komisje w Izbie Reprezentantów oraz jedna senacka. Pod pręgierz ma być postawionych pięciu wysokich rangą przedstawicieli urzędu, w tym Lois Lerner, szefowa wydziału ds. ulg podatkowych. W prasie mówiła, że dowiedziała się o procederze w 2012 r., ale z raportu wynika, że wiedziała o nim przynajmniej dwa lata wcześniej. Przesłuchiwany będzie także były szef IRS Douglas Hulman, który szefował urzędowi do listopada ubiegłego roku.
Nie jest to zresztą pierwsza tego typu nadgorliwość IRS. Datuje się ona aż od prezydentury Franklina D. Roosevelta, który skarbówką walczył z wydawcami Williamem Hearstem i Mosesem Dannenbergiem, a także politycznymi przeciwnikami, jak były sekretarz skarbu Andrew Mellon. Za kadencji Johna F. Kennedy’ego uruchomiono nawet specjalny program, w którego ramach IRS przyglądał się dokładnie skrajnie prawicowym grupom, a przy okazji think tankom o sympatiach republikańskich – American Enterprise Institute i Foundation for Economic Education. Zarzuty o wykorzystywanie IRS zawierał drugi punkt wniosku o impeachement Richarda Nixona. Za Billa Clintona fiskus dokładnie prześwietlał konserwatywny Heritage Foundation i amerykańską wersję magazynu „Spectator”. Raport Associated Press z 1999 r. pokazywał, że w latach 90. IRS priorytetowo traktował żądania ze strony członków Kongresu o przyjrzenie się politycznym wrogom.
IRS nie jest zresztą wyjątkiem. Urzędy skarbowe w walce politycznej władze wykorzystują niemal na całym świecie. Kiedy w 2009 r. czołowy argentyński dziennik „Clarín” opublikował artykuł nt. nieprawidłowości w przyznawaniu dotacji przez administrację prezydent Cristiny Kirchner, w siedzibie gazety natychmiast pojawiło się 200 inspektorów skarbówki. Fiskus węszył także wokół tenisisty Juana Martína del Potro, po tym jak ten odrzucił zaproszenie do pałacu prezydenckiego. Z kolei za kadencji peruwiańskiego prezydenta Alberto Fujimoriego służba podatkowa SUNAT nie tylko została unowocześniona, znaleziono dla niej także nowe zadania. W sierpniu 1999 r. Fernando Viana, redaktor naczelny opozycyjnego dziennika „Referéndum”, poinformował, że wydawanie gazety zostało na pewien czas zawieszone. Powodem miał być szantaż skarbówki, która groziła drukarni reperkusjami, jeśli nie zerwie kontraktu z gazetą.
Także na Ukrainie służba podatkowa często bywa wykorzystywana do działań politycznych. W 2006 r., gdy premierem był obecny szef państwa Wiktor Janukowycz, rząd zwiększył planowaną wartość zebranych podatków dla zachodniej Ukrainy, zmniejszając ją dla wschodnich obwodów kraju, w niektórych przypadkach nawet o 1/4. To jasny sygnał dla służby podatkowej: by wypełnić plan, musicie nękać kontrolami przedsiębiorców w niechętnych Janukowyczowi obwodach kraju, przymykając oko na niedociągnięcia w sprzyjającym mu Zagłębiu Donieckim. Odkąd Janukowycz został prezydentem, wiele służb kontrolnych zostało obsadzonych właśnie przez ludzi z Donbasu. Ukraińscy biznesmeni opowiadali DGP, że ich zainteresowanie konkretnymi firmami rośnie wprost proporcjonalnie do zaangażowania ich właścicieli w działalność społeczno-polityczną po stronie opozycji.