Za sprawą Tadeusza Mazowieckiego i pod auspicjami prezydenta Bronisława Komorowskiego w Pałacu Namiestnikowskim toczy się dyskusja o Polsce w Unii Europejskiej. Jest interesująca.
7 maja była poświęcona demokracji w Unii. Zrodziło się tam pytanie, które wydaje się dziś najważniejsze: jak przywrócić (a może tylko pobudzić) zaufanie obywateli do Unii. Nie padła przekonująca odpowiedź. Raczej różnica zdań między tymi, którzy zalecali tworzenie nowych „demokratycznych” instytucji (np. „europejskiej” listy w wyborach do europejskiego parlamentu), i tymi, którzy są przekonani, że nie byłoby to ani skuteczne, ani akceptowane przez europejski demos. Bliskie mi są poglądy tych drugich i chciałbym powiedzieć dlaczego.
Europejski projekt po wojnie miał swoje źródło w nadziei, że integracja ekonomiczna będzie sprzyjać sukcesowi gospodarczemu i że pozwoli kontrolować niemiecką dominację. To się w jakiejś mierze udało, chociaż sukces gospodarczy po wojnie był udziałem całego świata zachodniego (nie tylko krajów Unii), a Niemcy sami przeszli demokratyczną i moralną odnowę. Zresztą po trosze i dzięki temu uzyskali bardzo silną pozycję. Natomiast „ubocznym” produktem powstania struktur integracyjnych było ukształtowanie się potężnego brukselskiego establishmentu, który ustawicznie parł do pogłębienia i poszerzenia integracji. Sukcesy gospodarcze i pokój stanowiły silne wsparcie dla tego procesu.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.